Relais pour La Vie de la Somme: sport, emocje i solidarność
W ten weekend 1500 biegaczy i uczestników marszu spotkało się w Parc de La Hotoie w Amiens na Relais pour La Vie de la Somme, organizowanym przez Ligue contre le cancer i Comité de la Somme. Piąta edycja wydarzenia przyniosła rekord frekwencji: 67 zespołów przez 24 godziny wspierało walkę z chorobą.
„ Biegamy, śmiejemy się, ratujemy życie” głosił napis na transparencie, którym zagrzewano uczestników gotowych do startu w 24-godzinnej sztafecie.
Zaledwie po godzinie rywalizacji, gdy zawodnicy mieli za sobą kilka okrążeń, nad trasą rozpętała się ulewa. Porywisty wiatr, przelotne opady i ściana deszczu stworzyły iście dantejskie warunki dla uczestników sztafety. Organizatorzy przez chwilę wahali się, co robić, ale ostatecznie bieg ruszył na dobre, a każdy zespół realizował własną strategię. Jedni zmieniali zawodników po każdym okrążeniu, inni powierzali jednemu członkowi drużyny kilka kolejnych okrążeń przez 30 minut, a nawet dłużej. Większość dotrwała do końca nie tyle dla wyniku, ile dla sprawy większej niż oni sami.
Bieg pełen emocji
To nie sport, lecz solidarność i pamięć zgromadziły 1500 biegaczy i uczestników marszu. Jak podkreśla Jean-Paul Joly, wiceprzewodniczący Ligue contre le cancer w Sommie, „uderzały uśmiechy na wszystkich twarzach podczas wydarzenia, które dotyczy sprawy wywołującej tyle łez”. To właśnie odporność uczestników skłoniła organizatorów, by mimo sobotniej ulewy się nie poddawać.
„Każdy ma swój powód, żeby tu być: ktoś zbiera pieniądze, ktoś maszeruje, ktoś chce uprawiać sport, a ktoś inny startuje ku pamięci osoby, która odeszła albo walczy z chorobą” wyjaśnia Florian Fortin, od czterech lat odpowiedzialny za organizację biegu. W tym roku zebrano ponad 23 tys. euro na finansowanie ważnych, konkretnych projektów w CHU d’Amiens.
Adeline Lemay jest szczególnie związana z tą sprawą. W 2017 roku straciła córkę, która zmarła na raka. Aby oddać jej hołd, założyła w Sommie oddział stowarzyszenia Le Point Rose, który otrzymał nazwę Maëlycorne. Od tamtej pory około 30 jego członków uczestniczy w Relais pour La Vie, gdy tylko może. „Siłą naszego zespołu jest połączenie pracowników ochrony zdrowia i wolontariuszy stowarzyszenia, w tym rodziców pogrążonych w żałobie. Przez te 24 godziny wszyscy jesteśmy razem. To dla nas źródło siły, choć emocje są ogromne” mówi przedstawicielka stowarzyszenia.
Nie tylko ona czerpie z tego biegu niezwykłą energię. Wielką siłę odnajdują w nim także członkowie zespołu Les Lièvres d’Handisport Amiens Métropole. „W tym roku szczególnie mocno przeżywamy ten start, bo biegniemy dla Ethana, zawodnika naszej drużyny koszykarskiej, który zmarł w zeszłym roku. Dajemy z siebie wszystko, tak jak on podczas poprzednich edycji” opowiada Pierre Midou, pracownik stowarzyszenia HAM.
„ Chciałem tylko podziękować mojej mamie, bo zrobiłem to właśnie dla niej.
Przekraczać własne granice za wszelką cenę
Zespół Chronos du Cœur nie przyjechał w ten weekend tylko zaznaczyć obecność. Był tu „przede wszystkim po to, żeby podjąć sportowe wyzwanie”. Zapisali się „pod wpływem chwili, podczas rodzinnego obiadu”, a mimo zaledwie sześciu osób w składzie nie odpuszczali. Wśród nich była mama, Séverine Casier, oraz jej córka Lola, pomysłodawczyni całego przedsięwzięcia, która zebrała swoich sportowych znajomych do wspólnego wyzwania. „ Powiedzieliśmy sobie, że człowiek walczy z rakiem niemal przez całe życie, więc dla nas 24 godziny to nic” wyjaśnia Zackari Crico. Zespół zajął piąte miejsce, „”, ani razu nie przechodząc do marszu, nawet w środku nocy.
Młody Noah Pioli biegł nieprzerwanie przez 24 godziny, oddając hołd swojej mamie. To był imponujący i wzruszający wyczyn, bo miał dla niego ogromne znaczenie. Na ustawionej specjalnie na tę okazję scenie powiedział do mikrofonu: „ Chciałem tylko podziękować zespołowi SAS, bo na początku nie znałem tam nikogo, a oni pomagali mi przez cały czas. Dziękuję wszystkim, że mnie wspieraliście i dodawaliście mi sił, bo sam nie dałbym rady tak długo wytrzymać. Na koniec chciałem tylko podziękować mojej mamie, bo zrobiłem to właśnie dla niej.”
Inni także mocno odczuli trudy ostatnich godzin. Florian Bertrand, prezes Fédération des Associations Etudiantes Picardes, miał problem, by ustać na nogach na godzinę przed końcem sztafety. „ Przebiegłem 50 km, nie jednym ciągiem, tylko w ciągu 24 godzin. Gdybym mógł, przebiegłbym mniej, właściwie chciałem przebiec mniej… ale było nas tylko około 20 osób, z czego cztery lub pięć było na trasie przez cały czas” żartuje, zadowolony, że pobiegł dla ważnej dla siebie sprawy.
Relais pour La Vie po raz kolejny odniosło ogromny sukces dzięki zaangażowaniu stowarzyszeń, firm i licznych zespołów studenckich. Wśród nich była słynna „Kellian’s Team UPJV”, która po raz czwarty zwyciężyła, pokonując łącznie 384 kilometry. Ten bieg pozostaje przede wszystkim ludzkim wyzwaniem, wykraczającym poza wysiłek sportowy i pozwalającym przywrócić życie pamięci o tych, którzy są nam bliscy.