Kultura biegania. Samotność długodystansowca
Opublikowano czw., 10 września 2026
Zaktualizowano czw., 10 września 2026
W 1962 roku Tony Richardson przeniósł na ekran opowiadanie Alana Sillitoe i nakręcił jeden z najważniejszych filmów angielskiego nurtu Free Cinema, „Samotność długodystansowca”. Ponad 60 lat po premierze ten społeczny portret młodzieży z klasy robotniczej wciąż pozostaje ważnym punktem brytyjskiej kinematografii. Choć forma zdążyła się zestarzeć, film nadal emanuje energią.
Istnieją filmy „pokoleniowe”, które w pewnym sensie fotografują epokę i stają się jej symbolami. Takim dziełem jest brytyjski film The Loneliness of the Long Distance Runner, znany we Francji jako La solitude du coureur de fond. Obraz Tony’ego Richardsona wszedł na ekrany w 1962 roku, w samym środku kulturowych przemian w Wielkiej Brytanii. Opowiada historię Colina Smitha, młodego mieszkańca robotniczego Nottingham, który po włamaniu trafia do zakładu poprawczego. Utalentowany biegowo, staje się dla instytucji sportową nadzieją, chłopakiem mającym udowodnić, że dominujący system potrafi „naprostować” młodych buntowników. Pod tym względem film przywodzi na myśl Mechaniczną pomarańczę Stanleya Kubricka. Film kpi z drobnomieszczaństwa i instytucji. Scena, która dobrze to pokazuje? Nieco ponad godzinę po rozpoczęciu seansu dwaj główni bohaterowie oglądają w telewizji przemówienie polityczne. Wyłączają dźwięk i śmieją się z widoku człowieka władzy, którego w ten sposób symbolicznie „wyciszyli”.
Film pokazuje epokę, w której pierwsze społeczne rozczarowania powojennej Europy stają się coraz bardziej widoczne. W kinie triumfują włoski neorealizm i francuska Nowa Fala, a w Anglii nadchodzi czas Free Cinema oraz British New Wave. Te ruchy kulturowe wyrastają ze znużenia młodego pokolenia instytucjami. Film stawia na realizm i opowiada się po stronie angielskiej klasy robotniczej.
British New Wave, angielska Nowa Fala
Kiedy The Loneliness of the Long Distance Runner wchodzi na ekrany brytyjskich kin w 1962 roku, angielska kinematografia przeżywa rewolucję. Od końca lat 50. kilku reżyserów, wśród nich Tony Richardson, próbuje zerwać z uznawanym za burżuazyjny i sztuczny kinem studiem. Twórcy wychodzą na ulice, korzystają z naturalnych plenerów, a ruchy kamery bywają „dzikie”. Bieganie jest tu pretekstem i symbolem zawłaszczenia sportu przez określoną klasę społeczną. Podczas długich treningów Colin Smith wraca myślami do swojego życia: biedy, śmierci ojca, pogardy klasowej i przestępczości jako drogi ucieczki… Bieganie oznacza tu przede wszystkim przestrzeń wewnętrznej wolności, a nie społeczny znacznik, do którego zbyt często sprowadza się je także dziś. Sceny biegowe przeplatają się z fragmentarycznymi retrospekcjami i monologami wewnętrznymi, oddającymi stan psychiczny bohatera. Film, dostępny na wielu platformach streamingowych, wyraźnie się zestarzał, ale niektóre sceny wciąż potrafią zachwycić. Słynne stało się jego zakończenie: tuż przed przekroczeniem linii mety Colin świadomie się zatrzymuje i pozwala wygrać rywalowi. Bohater wybiera wolność zamiast zwycięstwa.
Alan Sillitoe, rzecznik angielskiej klasy robotniczej
Film nabiera głębi i znaczenia, gdy przyjrzymy się historii Alana Sillitoe, autora opowiadania The Loneliness of the Long Distance Runner, opublikowanego w 1959 roku. Urodzony w 1928 roku w Nottingham, w skrajnie ubogiej rodzinie robotniczej, Sillitoe dorastał w Anglii naznaczonej bezrobociem, wojną i nierównościami społecznymi. Jego ojciec pracował w fabryce rowerów, a rodzina żyła w wielkiej biedzie. Pisarz bardzo wcześnie wykształcił przenikliwą świadomość relacji klasowych, która przeniknęła całą jego twórczość. Po opuszczeniu szkoły w wieku czternastu lat pracował w fabryce, a następnie wstąpił do wojska. Pisać zaczął podczas długiej rekonwalescencji po gruźlicy. Osobiste doświadczenia mocno zasilały jego prozę: robotnicze dzielnice Nottingham, społeczne frustracje, przemoc ekonomiczna i wrogość wobec instytucji stały się głównymi tworzywami jego literackiego świata. W 1958 roku Sillitoe zdobył rozgłos powieścią Saturday Night and Sunday Morning, natychmiast uznaną za jeden z tekstów założycielskich nowoczesnej brytyjskiej literatury robotniczej. Już w 1960 roku książkę przeniesiono na ekran. Sukces ten utorował drogę opowiadaniu The Loneliness of the Long Distance Runner, opublikowanemu w zbiorze opowiadań.
Manifest pokolenia
Już w chwili premiery La solitude du coureur de fond stał się fenomenem, choć nie odniósł sukcesu komercyjnego porównywalnego z wielkimi produkcjami. Znalazł swoje miejsce w środowiskach inteligenckich i wśród europejskich kinomanów. Tony Richardson wyrósł na jednego z liderów pokolenia, które chciało pokazać inną Anglię: fabryk, robotniczych dzielnic i młodych ludzi bez przyszłości. Film wpłynął na wielu reżyserów z tej samej „linii”, od Kena Loacha po Shane’a Meadowsa (autora między innymi znakomitego ). Postać Colina Smitha, zawodnika z numerem 14, szybko stała się ikoną zbuntowanej młodzieży. Jeszcze przed studenckimi protestami końca lat 60. bohater uosabiał odrzucenie tradycyjnych hierarchii i nieufność wobec wszelkich instytucji. Film był także debiutem kinowym Toma Courtenaya, którego kariera wkrótce nabrała rozpędu. W 2001 roku aktor otrzymał od królowej Elżbiety II tytuł szlachecki.
Niektórzy dopatrzą się w tym pewnej ironii.
Więcej artykułów
Ron Hill, pół wieku przed Stravą
Mistrz i pionier analizy danych Ron Hill od 1956 roku prowadził niezwykle szczegółowy dziennik i przez 52 lata biegał codziennie milę.
czw., 10 września 2026
Od Greków po hipisów, historia biegania
Kiedy antyczne bieganie przerodziło się w jogging uprawiany dziś przez ponad pół miliarda ludzi? Cofnijmy się do jego początków.
śr., 9 września 2026