Jeśli Europa ma Walencję i Berlin, Stany Zjednoczone mają Chicago. Co roku w październiku Wietrzne Miasto przyciąga dziesiątki tysięcy biegaczy z całego świata z jedną myślą: zrobić życiówkę na jednej z najszybszych tras na planecie. Nie przyjeżdża się tu wyłącznie po „gwiazdkę” w prestiżowym cyklu Majors, tylko po czas. Bo choć w USA są jeszcze dwa równie legendarne biegi, Nowy Jork i Boston, żaden z nich nie wytrzymuje porównania pod względem szybkości. Chicago jest płaskie i szybkie, ale jak zaraz zobaczysz, czeka tu też kilka bardzo realnych pułapek na tych, którzy ruszą bez głowy. Co sprawia, że ta trasa jest tak szybka? Zbliżamy się do historii i przebiegu Maratonu w Chicago.
Instytucja, która narodziła się dwa razy (1905 i 1977)
Historia Chicago i maratonu nie zaczęła się wczoraj, tylko ponad 120 lat temu. Gdy bieganie maratońskie nie miało jeszcze oficjalnego statusu, lokalne stowarzyszenie „Illinois Athletic Club” zorganizowało w 1905 roku swój pierwszy maraton. Wtedy dystans wynosił około 40 km (25 mil). Dopiero w 1908 roku, po igrzyskach olimpijskich w Londynie, oficjalnie zatwierdzono standardowe 42,195 km. Wcześniej każdy maraton miał własny dystans, a trasa chicagowskiego maratonu nie miała nic wspólnego z dzisiejszą pętlą ze startem i metą w Grant Park.
Bieg zniknął na początku lat 20. XX wieku, a współczesny maraton wrócił do Wietrznego Miasta 25 września 1977 roku pod nazwą Mayor Daley Marathon (na cześć burmistrza Richarda J. Daleya). Wtedy na starcie stanęło 4200 zawodników, a na mecie zameldowało się 2128 finisherów. Wygrane czasy to 2:17:52 (Dan Cloeter) i 2:50:47 (Dorothy Doolittle). Dziś impreza jest w zupełnie innej lidze: stała się globalna, zajmuje centralne miejsce w świecie biegania i należy do słynnych World Majors. Rok 2026 ma przynieść 48. edycję, z ponad 55 000 biegaczy na liście. To teraz obowiązkowy przystanek dla każdego, kto chce przeżyć maratońskie święto w wielkim amerykańskim mieście i przy okazji zaatakować życiówkę na tej piekielnie szybkiej trasie.
Chicago i Abbott World Marathon Majors
Maraton w Chicago należy do World Marathon Majors od momentu ich powstania, czyli od 23 stycznia 2006 roku, obok Bostonu, Londynu, Berlina i Nowego Jorku, pięciu historycznych członków-założycieli tego prestiżowego cyklu. Tokio dołączyło dopiero w 2013 roku, później Sydney w 2025, a w ostatnim czasie także Cape Town, co dziś daje osiem Majorów. Jeśli jest się w tym elitarnym klubie od samego początku, to znaczy, że impreza ma renomę. Chicago ma dwa mocne atuty: szybką trasę i status Majora. Dla biegaczy oznacza to gigantyczny prestiż i pewność wydarzenia z logistyką dopiętą na ostatni guzik, spełniającego najwyższe standardy organizacyjne World Athletics (label Platinum). To również dlatego w Chicago regularnie pojawiają się najlepsi maratończycy świata.
Ale Majors to nie tylko sprawa elity. To także, a może przede wszystkim, pełnowymiarowe biegowe doświadczenie dla dziesiątek tysięcy amatorów z całego świata, którzy biegną dokładnie tę samą trasę, tego samego dnia, tuż za najlepszymi maratończykami na planecie. Ich Graalem jest medal Six Star, przyznawany tym, którzy ukończą sześć historycznych Majorów (pod koniec 2025 roku miało go już ponad 23 000 osób na świecie). W Chicago ta popularna gorączka jest jak najbardziej realna: bieg jest w top 5 największych maratonów świata, co roku notuje setki tysięcy zgłoszeń na około 55 000 numerów. Pasjonaci przyjeżdżają tu z każdego kontynentu po wyjątkowy dzień, który bardzo często kończy się życiówką. I właśnie dlatego.
Dlaczego Chicago jest tak szybkie?
Przewyższenie : przejdźmy do rzeczy. Ocena „szybkości” trasy zaczyna się od sumy przewyższeń na całym dystansie. W Chicago to zaledwie 74 m na 42,195 km. Czyli: betonowo płasko. Ten wynik nie dziwi. Chicago, trzecie co do wielkości miasto USA, leży nad jeziorem Michigan, na dawnym polodowcowym dnie jeziora, płaskim jak stół bilardowy. Wystarczy wjechać na któryś z miejskich wieżowców, żeby zobaczyć, że na horyzoncie nie ma najmniejszej fałdy terenu.
Trasa : prowadzi przez miasto wielką zamkniętą pętlą, ze startem i metą w Grant Park niemal na tej samej wysokości. Długie proste, szerokie ulice i tylko około 20 zakrętów na całym dystansie (często o połowę mniej niż w maratonach podobnej skali) sprawiają, że to naprawdę „autostrada” pod równy rytm, bez ciągłych zmian tempa i szarpania, które narzucają trudniejsze trasy.
Pogoda : czynnik niemal tak samo kluczowy jak sam profil. Chicago biega się w drugą niedzielę października, termin wybrany właśnie po to, by trafić na chłodne, zwykle stabilne temperatury... Zwykle. Historia biegu pokazuje jednak, że nic nie jest gwarantowane: w 2007 roku rekordowy upał (31°C, rekord imprezy) zmusił organizatorów do przerwania rywalizacji w trakcie. W 2021 roku też trafił się słoneczny epizod z temperaturami 21-26°C. Tak, zazwyczaj pogoda w Chicago sprzyja wynikowi (około 10-15°C), ale nawet na jednej z najszybszych tras świata nie ma nic za darmo.
Analiza trasy, sektor po sektorze
Chicago to także bieg pełen historii i autentyczności, który prowadzi zawodników przez dzielnice miasta. Start w Grant Park, po hymnie narodowym niosącym się w samym sercu Loop, ma posmak amerykańskiego show: biegacze tłoczą się kilka kroków od Cloud Gate („The Bean”), po czym ruszają między wieżowcami Loop wśród dopingu setek tysięcy kibiców stojących wzdłuż trasy. Od pierwszych kilometrów publika jest tak gęsta i tak głośna, że pułapka jest oczywista: dać się ponieść i zacząć za szybko. W Chicago złota zasada maratonu działa mocniej niż gdziekolwiek: zacznij spokojnie i nie odpalaj fajerwerków na starcie.
Dalej trasa przebiega przez 29 dzielnic, każdą z własnym charakterem: od elektrycznej atmosfery Boystown po zapachy Little Italy i Pilsen, zahaczając o folklor Chinatown, gdzie bębny i słynna tradycyjna brama „Chinatown Gateway” serwują jeden z najmocniejszych psychologicznych punktów biegu. Mimo skali imprezy są tu też momenty ciszy. Po półmetku trasa oddala się od centrum i tłum nagle rzednie. To przestój, którego boi się każdy, kto już biegł w Chicago, bo czasem głowa pracuje wtedy ciężej niż nogi. Na szczęście przychodzi przełom: powrót w stronę Downtown, gdy znowu na horyzoncie rysuje się skyline i sylwetka Willis Tower, znak, że meta nie jest już daleko.
Sektor | Kilometry | Dzielnice | Kluczowe punkty |
Start | 0-2 | Grant Park, The Loop | Start w pobliżu Cloud Gate („The Bean”), wieżowce potrafią zakłócać sygnał GPS, Riverwalk, Wrigley Building. Najwyższy punkt trasy osiągany już na km 5-6. Ogromny doping i słynny „mur dźwięku”, bardzo gęsty tłum biegaczy. Ryzyko nr 1: ruszyć za szybko. |
Północ | 3-13 | River North, Gold Coast, Old Town, Lincoln Park, Lakeview, Wrigleyville | Zoo w Lincoln Park, świetna atmosfera w Wrigleyville, dzielnicy Cubsów. W Old Town, zależnie od pogody, biegacze mogą złapać wiatr. |
Boystown | 13-15 | Northalsted (Boystown) | Jeden z najbardziej rozkręconych odcinków: zespoły muzyczne, mnóstwo kibiców, energia bez przerwy. |
Powrót do centrum | 15-21 | Bucktown, Wicker Park/West Town, Ukrainian Village/East Village | Trasa wraca w stronę centrum; wieżowce znów potrafią mieszać w sygnale GPS z zegarka. Okolice półmetka przy rzece: głośno, tłoczno i żywiołowo. |
Wyjście z Loop | 21-26 | West Loop, Greektown, Little Italy/University Village, Pilsen | Tu bieg najczęściej się wygrywa albo przegrywa: po półmaratonie tłum kibiców nagle znika. Dużo ciszej, mniej ludzi. Pilsen (dzielnica meksykańska) daje solidny zastrzyk energii przed Chinatown. |
Chinatown | 33 | Bridgeport, Chinatown | Psychologiczny punkt końcówki: bębny, Chinatown Gate, gęsty tłum, klasyk tej trasy. |
Cichy odcinek | 34-37 | Armour Square, IIT, Bronzeville, South Loop | Najbardziej pusty odcinek, mało kibiców i mocna ekspozycja na słońce. Niektórzy mówią na to wręcz „przeprawa przez pustynię”. |
Finałowy powrót | 37-42,2 | Michigan Avenue, South Loop, Grant Park | Na horyzoncie pojawia się sylwetka Willis Tower i wiadomo, że meta blisko. Kibice wracają masowo na Michigan Avenue i Columbus Drive aż do mety. Na 500 m przed metą jest lekki podbieg nad torami, zwany Mount Roosevelt. Ma tylko 1%, ale na tym etapie biegu nogi czują się, jakby wspinały się na szczyt. |
7 rekordów świata pobitych w Chicago
Chicago to bilard i elita doskonale o tym wie. Padło tu 7 rekordów świata, w tym najświeższy w 2024 roku. Kenijka Ruth Chepngetich pobiegła 2:09:56 (rekord świata nadal obowiązuje, mimo zawieszenia za doping nałożonego 5 miesięcy po biegu).
Rok | Zawodnik | Czas | Kategoria |
1984 | Steve Jones | 2:08:05 | Mężczyźni |
1999 | Khalid Khannouchi | 2:05:42 | Mężczyźni |
2001 | Catherine Ndereba | 2:18:47 | Kobiety |
2002 | Paula Radcliffe | 2:17:18 | Kobiety |
2019 | Brigid Kosgei | 2:14:04 | Kobiety |
2023 | Kelvin Kiptum | 2:00:35 | Mężczyźni (rekord obecnej trasy, dawny rekord świata) |
2024 | Ruth Chepngetich | 2:09:56 | Kobiety (rekord świata wciąż obowiązuje) |
Warto też dodać, że oba aktualne rekordy USA w maratonie padły właśnie na ulicach Chicago:
Emily Sisson 2:18:29 (2022)
Conner Mantz 2:04:43 (2025)
Widać więc jasno: w Chicago czasy nie biorą się z przypadku. Bilardowo płaski teren, trasa zaprojektowana pod równe tempo, zwykle idealna pogoda i fenomenalna gęstość stawki. Siedem rekordów świata, dwa aktualne rekordy USA. Dla elity liczby mówią same za siebie. Dla reszty śmiertelników to działa dokładnie tak samo. Ci, którzy trzymają się złotej zasady i nie przeszarżują na starcie, bardzo często wracają z Grant Park z nową życiówką w kieszeni. A 48. edycja w 2026 roku zapowiada się już jako jedna z najmocniej obsadzonych w historii biegu, z sub2h na celowniku...
➜ Wszystkie informacje o Maratonie w Chicago znajdziesz na Finishers.com