Klub 100: elita maratońskich zapaleńców

MP
Autor: Marie Paturel

Opublikowano śr., 9 września 2026

Zaktualizowano śr., 9 września 2026

Klub 100: elita maratońskich zapaleńców
© STADION-ACTU

Świat biegania roi się od pasjonatów. Od niestrudzonych fanatyków, którzy pochłaniają kilometry jak inni burgery z frytkami. Wśród tych zapaleńców jest społeczność wyjątkowych twardzieli, których licznik pokazuje co najmniej 100 maratonów. Tak, 100. Czyste szaleństwo.

Tworzenie społeczności happy few albo raczej crazy few całkowicie uzależnionych od maratonu nie jest niczym nowym. Choć oficjalne narodziny pierwszego „100 Marathon Club ” w Anglii datuje się na 2005 rok, to społeczność biegaczy mających na koncie co najmniej 100 maratonów istniała już znacznie wcześniej. Tak czy inaczej, założenie tego pierwszego klubu było iskrą, która szybko rozprzestrzeniła się na cały świat. Podobne grupy powstały później w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Danii, Belgii, Norwegii… i we Francji!


Beaujolais, francuska kolebka Klubu 100

© 100 Marathon Club France

We Francji, ojczyźnie bagietki, beretu i wina, historia Klubu 100 mogła rozpocząć się tylko podczas Marathon International du Beaujolais. To właśnie tutaj, w winnym regionie, który organizuje najbardziej festiwalowy bieg uliczny we Francji, z punktami żywieniowymi połączonymi z degustacjami, przebraniami i słynną „Nuit du Marathon”, od 2010 roku w komitecie organizacyjnym działa André Monier. „Wypatrzyłem anonimowych biegaczy z imponującym dorobkiem i poznałem kilku z nich” opowiada André Monier. „W następnym roku zaprosiliśmy ich na bieg. Przyjęli zaproszenie, bo Beaujolais idealnie pasował do ich sportowego projektu: miał być festiwalowym i przyjaznym maratonem.” W ciągu kilku lat grupa rozrosła się do około setki członków, których połączyła prawdziwa przyjaźń. „Wtedy wpadłem na pomysł Klubu 100, żeby ich zjednoczyć” dodaje André Monier.


Kolekcjonowanie met

© 100 Marathon Club France

Aby dołączyć do tego sportowego klubu dla wybranych, trzeba spełnić konkretne kryteria, czyli mieć naprawdę bogaty dorobek. Zgodnie z modelem brytyjskiego 100 Marathon Club „associate members” nie mają jeszcze na koncie 100 maratonów, ale muszą mieć ukończonych co najmniej 50. Ci, którzy przekroczyli już granicę setki, zostają „full members”. Najbardziej zapalony członek Klubu 100 ma na koncie aż 800 met! Tak, niektórzy mają już swoje lata, a nawet całkiem sędziwy wiek. Choć długie dystanse od pewnego czasu powszednieją, szczególnie za sprawą rozwoju biegów ultra, które sprawiły, że 40 kilometrów stało się „krótkim” dystansem na zawodach, ukończenie setki maratonów zdecydowanie nie jest łatwym zadaniem. Trzeba pracować na ten wynik przez wiele lat, zachowując rozsądek, jeśli nie chce się nagle wypaść z gry albo na dobre odwiesić butów z powodu organizmu doprowadzonego do ruiny. Pozostaje więc cierpliwie czekać, sezon po sezonie, aż stos medali finishera na półce będzie rósł.

Miłość do mety… i do ekipy!

Większość crazy few z Klubu 100 nie ściga się tak naprawdę z czasem. Ich dorobek mierzy się raczej liczbą ukończonych maratonów niż rekordem życiowym, a szczęście czerpią z odkrywania nowych miejsc i spotkań z innymi pasjonatami. Trzeba przyznać, że w tym apetycie na kilometry często kryje się również uzależnienie: od sportu, które dobrze zna każdy regularnie biegający, ale także od emocji towarzyszących maratonowi.

Podczas Marathon International du Beaujolais, który stał się dorocznym spotkaniem francuskiego Klubu 100, jego członkowie są traktowani w szczególny sposób. „Oddajemy im hołd i ich wyróżniamy. Z okazji 20. edycji, która odbyła się jesienią ubiegłego roku, zaprosiliśmy ich na scenę podczas Nuit du Marathon. Przeszli też w paradzie z nową flagą klubu, którą stworzyliśmy w 2024 roku” opowiada André Monier. „Ten klub to mikrokosmos. Łączy ludzi, którzy chcą być razem i lubią wspólnie się bawić.” Nie ma wątpliwości, że poczucie uznania i przynależności dodatkowo napędza tych fanatyków 42,195 kilometra. „Klub dodaje też wymiar zespołowy do indywidualnej dyscypliny, jaką jest bieganie uliczne” podsumowuje André Monier.

Duch solidarności, który rozgrzewa serce… i zachęca, by stos medali finishera na półce rósł jeszcze wyżej!