Cyprien Benoist z misją dla L’ENVOL

CP
Autor: Charles-Emmanuel Pean

Opublikowano śr., 9 września 2026

Zaktualizowano śr., 9 września 2026

Cyprien Benoist z misją dla L’ENVOL
© Angeline Teh

18 maja w paryskim Cinéma Balzac odbędzie się wyjątkowy pokaz przedpremierowy. Widzowie zobaczą dokument o misji Cypriena Benoista, który przez miesiąc przemierzał Francję z Paryża do Marsylii, pokonując codziennie maraton. Dla sławy? Nie. Dla hospitalizowanych dzieci i ich rodzin, którym stowarzyszenie L’ENVOL pomaga poprzez specjalnie przygotowane programy.

Od 28 kwietnia do 25 maja 2024 roku Cyprien Benoist, student HEC Paris, przemierzył Francję z Paryża do Marsylii, wspierając stowarzyszenie L’ENVOL. W związku ze zbliżającą się premierą dokumentu postanowiliśmy porozmawiać z autorem tego wyczynu o jego motywacji, planach i wspomnieniach z tej niezwykłej, pełnej hojności wyprawy. Misja o nazwie „PAMA” pozwoliła mu zebrać ponad 50 000 euro na rzecz dzieci i ich rodzin…

© Théo Delille

Jak narodziła się Misja PAMA?

Od dziecka dużo uprawiałem sport. Od 4. do 20. roku życia trenowałem wyczynowo tenis i rugby, ale nigdy wcześniej nie biegałem regularnie. Spędziłem sześć miesięcy w wojskach lądowych i właśnie tam złapałem bakcyla, bo aktywność fizyczna była częścią codzienności. Bardzo mi się to spodobało i szybko zacząłem zwiększać dystanse. Miałem wtedy rok przerwy w studiach i sześć wolnych miesięcy, co w dzisiejszym życiu zdarza się rzadko. Chciałem dobrze wykorzystać ten czas. Miałem sporo pomysłów, ale jeden szczególnie nie dawał mi spokoju: przemierzyć Francję, piękną, a jednak słabo mi znaną. Ten pomysł połączył się z nową pasją do biegania. Żeby pokazać, jak szybko mnie to wciągnęło: zacząłem biegać w sierpniu, trzy razy w tygodniu, a w październiku pobiegłem maraton… Kończyłem właśnie sześć miesięcy w wojsku, więc byłem w dobrej formie. Maraton dał mi mnóstwo radości, ale pod koniec zrozumiałem coś ważnego: najbardziej podobały mi się przygotowania, samo wychodzenie na trening trzy razy w tygodniu. To właśnie mnie kręciło. W bieganiu odkryłem, że jestem mniej nastawiony na rywalizację niż w tenisie czy rugby. Lubię się zmęczyć, pobiegać odcinki, wejść na wysoką intensywność… ale czas na mecie nie jest dla mnie obsesją. Mieszkam w Paryżu i uwielbiam włóczyć się po mieście, odkrywać nowe miejsca w biegu. Ruszyć w przygodę. I pewnego dnia doznałem olśnienia: wystarczyło „tylko” wykorzystać tę pasję do biegania, żeby wymyślić coś własnego, przemierzyć Francję i spotkać ludzi. Był listopad 2023 roku, kilka tygodni po maratonie. Wtedy narodził się pomysł na 1000 kilometrów.

Czyli ten pomysł pojawił się, zanim poznałeś stowarzyszenie L’Envol?

Tak, na początku wymyśliłem to całkowicie dla siebie, zanim projekt nabrał kształtu. Wtedy nie miałem jeszcze kontaktu ze stowarzyszeniem. Niezależnie od tego, jak wyznaczysz trasę przez Francję, przekątna kraju ma mniej więcej 1000 km (24 × 42 km i jeden dzień odpoczynku). Chciałem zrobić coś przypominającego jeden maraton dziennie, więc narodziła się Misja PAMA… Po kilku dniach byłem już pewien, że chcę to zrobić, ale szybko zdałem sobie sprawę, że projekt wymaga ogromnej organizacji, skomplikowanej logistyki, finansowania i tak dalej. Kiedy to sobie wszystko poukładałem, pomyślałem, że skoro mam włożyć w ten projekt tyle pozytywnej energii, niech nie będzie tylko dla mnie… Wtedy postanowiłem działać na rzecz chorych dzieci. Już wcześniej ten temat był mi bliski. Podczas studiów działałem w stowarzyszeniu Rêve d’enfance i bardzo mocno to przeżyłem. Pewnego lata wziąłem udział w jednym z organizowanych przez nich rejsów dla dzieci chorych na raka. To było niezapomniane doświadczenie. Wydarzyło się rok przed Misją PAMA. Poza empatią, jaką do nich czułem, przede wszystkim podziwiałem ich odwagę i sposób, w jaki mierzyli się z chorobą… Chciałem, żeby mój projekt miał dwa wymiary: przekraczanie własnych granic, które oczywiście widać u tych dzieci i które wykracza daleko poza to, czego sam dokonałem, oraz dzielenie się tym doświadczeniem z bliskimi i z szerszą ekipą. Z L’ENVOL zadziałało to znakomicie.

Skoro miałem włożyć w projekt tyle pozytywnej energii, niech nie będzie tylko dla mnie

Cyprien Benoist

Nadal jesteś ambasadorem L’ENVOL?

Tak, wciąż jestem ambasadorem stowarzyszenia. W ubiegłym roku, dzięki wszystkiemu, co udało się zrobić w mediach społecznościowych i tradycyjnych, mówiłem o nim, gdzie tylko mogłem. Później zająłem się zbiórką pieniędzy (przyp. red.: 50 000 euro). Połowę tych środków przeznaczono na finansowanie działań stowarzyszenia, a druga połowa poszła na dokument, którego premiera odbędzie się 18 maja. Opowiada on historię Misji PAMA i powstał we współpracy z L’ENVOL.

Czy możesz opowiedzieć o kilku ważnych momentach tej 1000-kilometrowej wyprawy…

Jednym z pierwszych mocnych wspomnień jest drugi dzień. Pierwszego dnia ruszam z Paryża, są ze mną rodzina i bliscy, ktoś biegnie razem ze mną… Drugiego dnia startuję z Brie-Comte-Robert i znów przez 15–20 km mam towarzystwo. Po raz pierwszy zostałem sam, po 60 km misji, i mocno to odczułem! Wtedy dotarło do mnie, co właściwie robię. Biegłem cały czas przed siebie, bez możliwości powrotu do domu, jak po „zwykłym” treningu. Wieczorem byłem już dumny, że mam za sobą dwa maratony w dwa dni… Pierwszy tydzień i wydostawanie się z Paryża były czymś wyjątkowym, z tymi rozległymi polami. Tego drugiego dnia pokonałem 44 km tą samą, zupełnie prostą drogą… Wtedy podróż odbywała się przede wszystkim w głowie. Na początku trasy nie poświęcałem zbyt wiele energii na „mapowanie” i wyszukiwanie ładnych ścieżek, tylko koncentrowałem się na kilometrach.

Musiałeś przygotować sporo rzeczy, żeby codziennie pokonywać maraton?

Tak, wszystko opierało się na przygotowaniu i regeneracji. Sam wysiłek, moim zdaniem, jest do zrobienia dla wielu osób, naprawdę tak uważam. Schody zaczynają się przy szybkiej regeneracji. Każdego dnia miałem mniej więcej 20 godzin na dojście do siebie po czterech godzinach biegu, spaleniu 4000 kalorii i przeciążeniu mięśni… Cała reszta dnia zajmowała mi więcej czasu niż sam bieg. Wszystko było rozpisane co do minuty: bieg od 8:00 do 12:00, bardzo wysokobiałkowy lunch, drzemka, automasaż, profilaktyka i opatrywanie pęcherzy, podwieczorek, również bogaty w białko, a wieczorem węglowodany na kolejny dzień… Tylko raz odszedłem od tego schematu i zjadłem trochę tłustszego jedzenia. Następnego dnia naprawdę cierpiałem!

© Victor Marcadé

Czy zdarzył się moment szczególnej więzi z otoczeniem?

Tak, pamiętam jeden niemal boski moment w masywie Alpilles, na południu, pod koniec trasy. Był środek czwartego tygodnia i zaczynałem już spokojnie wierzyć, że osiągnę cel. W bieganiu uwielbiam poczucie odkrywania, wrażenie, że jestem małym ptakiem w locie, blisko natury. Tego dnia chciałem po prostu nacieszyć się chwilą i całkowicie zszedłem z wyznaczonej trasy! Ruszyłem w góry, żeby pobiegać z przewyższeniem po kamienistych ścieżkach. Naprawdę mogłem skręcić kostkę. Ale właśnie wtedy chciałem cieszyć się tym pięknym miejscem. Byłem sam w masywie, poza szlakiem, i biegłem nawet za szybko jak na ten teren i poziom zmęczenia. Ale było tak pięknie, że dałem się temu ponieść. W pewnym momencie straciłem nawet łączność z zespołem i geolokalizację. Czysta wolność! Ogromne szczęście.

Czym jest dla ciebie bieganie dzisiaj?

Razem z lekarzem przygotowałem plan, żeby moje ciało dobrze zniosło przerwę od biegania. Nie zamierzam robić 200 km tygodniowo. Zachowałem jednak ten spacerowy sposób biegania i przyjemność odkrywania krajobrazów… To ważniejsze niż wynik. Bardzo trudno przychodzi mi zapisywanie się na zawody z numerem startowym. Najbardziej lubię sam trening, moment, kiedy zostaję sam ze sobą…

Rok później potrafisz już ocenić wpływ swojej misji?

Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie liczba osób angażujących się w podobne projekty. Dostaję mnóstwo wiadomości od ludzi, którzy proszą mnie o rady. W zeszłym tygodniu znów miałem dwa telefony od biegaczy. To, że przy takich projektach można utożsamić się ze „zwykłymi ludźmi”, pomaga zrobić pierwszy krok. Dostałem wiele wiadomości właśnie w tym duchu. A moja siostra zaczęła uprawiać sport codziennie (śmiech).


Dowiedz się więcej

Zarezerwuj bilet na pokaz 18 maja w Cinéma Balzac.

✓ Uznane za organizację pożytku publicznego stowarzyszenie L’ENVOL od momentu powstania w 1997 roku organizuje specjalne programy dla chorych dzieci i młodzieży oraz ich rodzin.