Mehdi Frère po zwycięstwie w adidas 10K Paris: „Dziękuję tym, którzy byli przy mnie i mnie wspierali. Pozostałym wybaczam”
Mehdi Frère wrócił w wielkim stylu. Francuz, zawieszony na dwa lata za trzy naruszenia obowiązków związanych z kontrolą miejsca pobytu, samotnie wygrał adidas 10K Paris w czasie 28:11. Dla 29-letniego maratończyka to mocny sygnał i symboliczne zamknięcie dwóch lat bez startów. Ambicje ma już jasno określone: kolejnym wielkim celem są igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Rozmawiamy.
Mehdi, w niedzielę odniosłeś bardzo efektowne zwycięstwo. Jak przeżyłeś powrót na ulice Paryża?
To był oczywiście wyjątkowy i bardzo emocjonalny moment, ale wszystko ułożyło się najlepiej, jak mogło. Mieliśmy pocztówkową scenerię, świetną pogodę, piękny wschód słońca nad Trocadéro, a do tego bezwietrznie. Było chłodno, ale dokładnie tak, jak trzeba. Nie mogliśmy marzyć o lepszych warunkach. Najważniejsze było jednak niezwykle ciepłe przyjęcie przez publiczność. Warunki do ścigania były idealne, a ja czułem się jak w domu na trasie, którą znałem z poprzednich edycji. Szczerze mówiąc, wyobrażałem sobie ten bieg chyba sto razy, a w dniu startu wszystko okazało się jeszcze tysiąc razy lepsze.
Czucie też było dobre?
Tak, naprawdę dobre. Chciałem mocno pobiec i sprawdzić, co zostało we mnie, bo od dawna nie rywalizowałem bezpośrednio z innymi zawodnikami. Przez ostatnie lata bardzo dużo biegałem za rowerem, więc tym razem chciałem sprawdzić się sam, bez jego pomocy, opierając się wyłącznie na własnych odczuciach. Trochę pobawiłem się też trasą, która była podstępna przez liczne przyspieszenia.
Ten bieg był pełen emocji i symboli. Otwiera się teraz nowy rozdział twojej kariery czy nazwałbyś to inaczej?
To dobre pytanie. Można powiedzieć, że zaczyna się niemal druga kariera, bo mój status jest dziś inny. Jestem trochę kontrowersyjnym zawodnikiem, z etykietą człowieka zawieszonego, ale muszę z tym żyć. Popełniłem błędy i muszę je uznać. Na pewno będę mierzył się z wątpliwościami i pytaniami, ale to nic. Lekkoatletykę uprawiam dla siebie, bieganie również. Mogę spojrzeć sobie w oczy i iść dalej. Publiczność przyjęła mnie zresztą bardzo pozytywnie. To będzie trochę inna druga część kariery i spróbujemy przeżyć ją inaczej, lepiej. Dziś mam wokół siebie więcej ludzi niż wcześniej i działam bardziej profesjonalnie. Lepiej późno niż wcale. Mam prawie 30 lat, tych błędów już nie powtórzę i będziemy starali się iść naprzód.
Na czym chcesz oprzeć ten nowy etap kariery?
Przede wszystkim zrozumiałem, że kariery nie da się zbudować bez solidnego zaplecza. Nie można wszystkiego robić samemu. Próbowałem i nie wyszło, dlatego teraz moja partnerka zajmuje się logistyką, procedurami antydopingowymi, zgłaszaniem miejsca pobytu i organizacją startów, a także pełni rolę pacemakera. Sportowo nadal chcę skupić się na maratonie, bo wierzę, że wciąż stać mnie na dobre wyniki. W 2024 roku pozostał niedosyt, a przede mną są jeszcze ciekawe cele maratońskie. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i nadal mam apetyt na więcej.
To gigantyczne zaniedbanie zawodowych obowiązków, że nie podszedłem poważnie do kwestii zgłaszania miejsca pobytu i pozostałych zobowiązań. Mogę mieć pretensje tylko do siebie.
Maraton cały czas się rozwija. Czy treningi z ostatnich dwóch lat pokazały ci, że utrzymałeś wysoki poziom i możesz nadal mierzyć wysoko na tym dystansie?
Tak. Zrealizowaliśmy cykl przypominający przygotowania maratońskie, z jednostkami specyficznymi dla tego dystansu, na których mogliśmy się oprzeć. Uważamy, że jestem teraz lepszym zawodnikiem niż wcześniej. Poziom na pewno poszedł w górę, ale ja rozwijałem się razem z nim. Teraz trzeba jednak sprostać wyzwaniu, bo pojawili się zawodnicy, którzy mocno naciskają. Emmanuel Roudolff-Levisse pobiegł w Paryżu świetne 2:05 i trzeba będzie się z nim liczyć. Są też Valentin Gondouin i Félix Bour. Podejrzewam więc, że wkrótce trzeba będzie biegać 2:04, a może nawet 2:03, żeby utrzymać się w ścisłej francuskiej czołówce. Mam nadzieję, że szybko osiągnę ten poziom.
Chcesz szybko wejść na ten poziom. Sygnały są obiecujące?
Mogę czuć się bardzo dobrze, ale trening pozostaje treningiem, a prawdziwym sprawdzianem jest start. Sesje kontrolne były pod tym względem bardzo uspokajające. Mogę powiedzieć, że mimo wszystkich trudności i zawieszenia nigdy nie byłem tak dobry. Czuję też, że dojrzewam do tego dystansu. Zrobiłem postęp i można mieć nadzieję, że już w pierwszych startach na dystansach zbliżonych do maratonu uzyskam bardzo satysfakcjonujące czasy.
Decyzję o powrocie do biegania podjąłem w marcu lub kwietniu 2025 roku. Powrót zajął mi ponad sześć miesięcy. To nic dziwnego, takie doświadczenie jest szokiem.
Wróciłeś do rywalizacji, ale część osób wciąż patrzy na ciebie podejrzliwie. Jak sobie z tym radzisz?
To wyłącznie moja odpowiedzialność. Naruszenia obowiązków związanych ze zgłaszaniem miejsca pobytu nie były przypadkami no-show, trzeba to jasno powiedzieć. Popełniłem je, więc nie mogę mieć pretensji do organów antydopingowych, że nałożyły na mnie taką karę. Oczywiście nie jestem obiektywny, gdy uważam, że była surowa. Rzeczywiście za podobne przewinienia niektórzy zawodnicy dostawali zapewne kary krótsze o sześć miesięcy, a może nawet o rok. Uznano, że moja wina była poważna ze względu na moje doświadczenie i poziom sportowy. Z pewnością mieli powody, by tak sądzić i wymierzyć mi taką karę. Szanuję tę decyzję.
Zawsze mamy skłonność do myślenia, że spotkała nas niesprawiedliwość. Przygotowywałem się do igrzysk w Paryżu, ale ostatecznie tylko ja odpowiadam za sytuację, w której się znalazłem. Muszę wyciągnąć wnioski i iść dalej. Nie żywię urazy ani do organów antydopingowych, ani do publiczności, która może mieć wobec mnie wątpliwości. Jako sportowcy na najwyższym poziomie odpowiadamy za wiarygodność naszej dyscypliny. To gigantyczne zaniedbanie zawodowych obowiązków, że nie podszedłem poważnie do kwestii zgłaszania miejsca pobytu. Mogę mieć pretensje tylko do siebie. Nie mam też pretensji do ludzi, którzy mają wątpliwości albo czasem publikują negatywne komentarze w mediach społecznościowych.
Bliscy byli dla ciebie ogromnym wsparciem przez te dwa lata. Czy miałeś moment, w którym chciałeś wszystko zakończyć?
Najczęściej myślałem o tym na początku zawieszenia. Zbliżały się igrzyska, mieszkałem w mieście, w którym powstała część olimpijskiej infrastruktury. Wychodziłem z domu, widziałem igrzyska Paryż 2024, na ulicach wisiały banery, więc był to niezwykle trudny okres. Uciekłem od sportu i odsunąłem się od tego wszystkiego. Przez jakiś czas przestałem biegać i rzeczywiście zastanawiałem się, czy w ogóle wracać. Bliscy bardzo mnie wspierali, ale nie chcieli wywierać na mnie presji. To musiała być moja decyzja. Poza sportem mam przecież jeszcze inne życie, jestem żandarmem.
Partnerka zapewniła mnie, że będzie mnie wspierać niezależnie od tego, co wybiorę. Powiedziała: „Jeśli chcesz skupić się wyłącznie na pracy w żandarmerii i temu się poświęcić, będę przy tobie, zrobimy tak. A jeśli zechcesz wrócić do sportu, pomogę ci najlepiej, jak potrafię”. Miałem wokół siebie niezwykle życzliwych ludzi. Dali mi czas na podjęcie decyzji, a ból mógł stopniowo minąć. Decyzję o powrocie do biegania podjąłem w marcu lub kwietniu 2025 roku. Powrót zajął mi ponad sześć miesięcy. To nic dziwnego, takie doświadczenie jest szokiem.
To musiało być trudne, kiedy postanowiłeś wrócić do treningów, wiedząc, że na start w zawodach jeszcze poczekasz?
Dużo się nauczyłem, bo miałem czas, żeby słuchać podcastów. Kiedy biegasz sam, włączasz muzykę, ale po pewnym czasie masz jej dość, więc sięgasz po podcasty, żeby szybciej minął czas. Nie miałem z kim rozmawiać, poza partnerką, która czasem towarzyszyła mi na rowerze podczas treningów. Przez półtora roku, bo sześć miesięcy w ogóle nie trenowałem, uczyłem się akceptować samotność biegacza długodystansowego. To był bardzo długi okres, ale ostatecznie również doświadczenie, które trzeba było przeżyć: spędzać dużo czasu na rozmowie z samym sobą, na nowo skupić się na otoczeniu. Tak, nauczyłem się biegać sam. To było ciekawe doświadczenie i prawdopodobnie dobrze na mnie wpłynęło, ale cieszę się, że ten etap już się kończy.
W 2021 roku może powinienem był pojechać na igrzyska i ostatecznie nie była to moja wina. W 2024 roku też może powinienem był tam wystartować, ale tym razem wina była po mojej stronie. Dlatego w 2028 roku trzeba pojechać, naprawdę trzeba.
Zostałeś w tym samym klubie?
Moja licencja była zablokowana z powodu zawieszenia. Blokada skończyła się 4 czerwca, więc od razu podpisałem nową umowę z klubem, moim dotychczasowym Pays de Fontainebleau Athlé, który bardzo mnie wspierał i z którym przez cały czas pozostawałem w świetnym kontakcie. To było dla mnie naturalne, żeby do nich wrócić i kontynuować przygodę w miejscu, w którym się zatrzymała.
Zaczynasz nową przygodę z maratonem. Jak przez te dwa lata zmieniła się ta konkurencja, zwłaszcza po wynikach poniżej dwóch godzin uzyskanych w kwietniu w Londynie przez Sabastiana Sawe i Yomifa Kejelchę?
Jako kibic tego dystansu, zanim jeszcze sam zacząłem go uprawiać, patrzyłem na to z zachwytem. Wiedzieliśmy, że granica dwóch godzin kiedyś zostanie złamana. Szkoda, że nie dokonał tego zmarły Kelvin Kiptum, który miał zostać pierwszym zawodnikiem poniżej dwóch godzin. Ale zobaczyć dwóch biegaczy łamiących tę mityczną barierę w tym samym londyńskim maratonie, a do tego trzeciego zawodnika bijącego rekord świata, choć kończącego dopiero na trzecim miejscu, to coś fantastycznego. Nasz sport nadal się rozwija, a technologia przynosi kolejne innowacje. Taki poziom oczywiście przyprawia o zawrót głowy i pokazuje, w jaką sferę zabierają nas te wyniki, ale uważam to za ekscytujące. Teraz Europejczycy muszą dotrzymać kroku, bo Afrykanie odlecieli jeszcze dalej w stratosferę. Musimy pozostać w tej grze.
Z perspektywy krajowej z podziwem obserwowałem też, jak Francuzi zbliżają się do mojego wyniku 2:05:43 z Walencji w 2023 roku i rekordu Francji Morhada Amdouniego, który wynosi 2:03:47 i został ustanowiony w Sewilli w 2024 roku. Emmanuel Roudolff-Levisse pokazuje, że z pewnością stać go na 2:04, a może nawet szybciej, i to w niedalekiej przyszłości. Bardzo lubię tego zawodnika. Byłem jednym z jego pierwszych kibiców i z podziwem oglądałem wynik, który osiągnął na tak trudnej trasie jak ta w Paryżu. Cieszę się na myśl o pokoleniu, które szykuje się na 2028 rok. Mam nadzieję, że będę dla tych zawodników godnym rywalem i dorównam poziomowi, na który już weszli.
Skoro pokazaliśmy już, że nadal potrafię stawiać jedną nogę przed drugą, być może będziemy mogli zgłosić się do organizatorów i dostać zaproszenie na któryś z jesiennych maratonów.”
Igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku to twój główny cel.
Oczywiście. W 2021 roku może powinienem był pojechać na igrzyska i ostatecznie nie była to moja wina. W 2024 roku też może powinienem był tam wystartować, ale tym razem wina była po mojej stronie. Dlatego w 2028 roku trzeba pojechać, naprawdę trzeba. Lata mijają i mam poczucie, że 2028 rok będzie właściwym momentem. Przy kolejnych igrzyskach będę miał 36 lat. Myślę, że w pewnym momencie partnerka powie mi, że ma już dość jeżdżenia za mną na rowerze podczas treningów i że mamy też inne rzeczy do zrobienia. Dlatego kwestia zakończenia kariery pojawi się dość szybko po następnych igrzyskach.
Po udanym powrocie w Paryżu, jakie są twoje najbliższe plany?
W przyszły weekend wystartuję na 10 km w Langueux. W Paryżu byłem blisko złamania 28 minut, a wszystko rozstrzygnęło się na podbiegu na Polach Elizejskich. Spróbujemy zrobić to w Langueux, licząc na sprzyjające warunki. Później chcę pobiec maraton jesienią, ale podczas zawieszenia nie mogłem mieć dobrego menedżera ani przedstawicieli, którzy pomogliby mi dostać się na takie zawody. Rozmowy z organizatorami dopiero się rozpoczną. Czekałem też na wynik, który mógłbym przedstawić menedżerowi, żeby ten skontaktował się z organizatorami. Skoro pokazaliśmy już, że nadal potrafię stawiać jedną nogę przed drugą, być może będziemy mogli zgłosić się do organizatorów i dostać zaproszenie na któryś z jesiennych maratonów. Jest kilka świetnych imprez, a lato należy do średniodystansowców i sprinterów. To nie jest moja pora roku. Czy wystartuję na bieżni, żeby spróbować dostać się do elity? Być może, a być może nie. To nie jest główny cel. Najważniejsze są Langueux, a później latem trochę radości z biegania i ewentualne przygotowania do maratonu.
Mehdi, na koniec: jaki komunikat chcesz przekazać wszystkim po zwycięskim powrocie?
Chcę przekazać bardzo prostą wiadomość: „Dziękuję tym, którzy byli przy mnie i mnie wspierali. Pozostałym wybaczam”. Po niedzielnym powrocie czuję się, jakbym unosił się nad ziemią. To nie tak, że dopiero zaczynam przygodę z lekkoatletyką, ale pierwszy raz wróciłem po zawieszeniu. Nie spodziewałem się, że ten moment będzie aż tak przyjemny. Po raz kolejny pozytywnie zaskoczyło mnie przyjęcie publiczności i przebieg zawodów. Chwile szczęścia w lekkoatletyce zdarzają się rzadko, więc chcę po prostu przyjąć tę chwilę i cieszyć się nią jak najdłużej. To bardzo dużo dla mnie znaczy. Trudno było wyobrazić sobie lepszy powrót.