Quentin Chiarisoli, ogień płonącej pasji do lekkoatletyki
Quentin Chiarisoli jest zawodowym strażakiem i wybitnym lekkoatletą. Od 1500 m do 10 km ten wszechstronny 28-latek od półtora roku należy do ścisłej czołówki francuskich średniodystansowców. Potwierdzają to jego występy w mistrzostwach Francji elity na stadionie i w hali, a także imponujące wyniki na bieżni, szosie i w biegach przełajowych. Błyskawiczny rozwój pochodzącego z Brioude zawodnika budzi podziw i rozpala wyobraźnię znawców lekkoatletyki. Jego sukces nie jest jednak dziełem przypadku, lecz efektem precyzyjnie poukładanego życia, żelaznej determinacji i wsparcia bliskich, którzy pomagają mu realizować sportowe plany.
Lekka bryza poruszała koronami wysokich drzew otaczających czarną bieżnię la Gauthière na północy Clermont-Ferrand, gdy Quentin Chiarisoli przechodził przez murawę stadionu, trzymając w dłoni Nike Zoom Fly. Czerwone, z motywem płomieni. Oczywiście. W tle wznosiły się potężne betonowe tory testowe zakładu przemysłowego Michelin Cataroux-Les Pistes. Scenerię dopełniał majestatyczny Puy-de-Dôme i jego wysokość 1465 metrów, czuwające nad stolicą wulkanów. W ten majowy środowy poranek kompleks sportowy l’ASM Omnisports był niemal pusty. Kilku biegaczy niezmordowanie pokonywało kolejne okrążenia w nieśmiałym słońcu, wykorzystując przerwę obiadową. Nad wilgotnym jeszcze po nocnym deszczu tartanem unosił się zapach nawierzchni. Warkot samochodowych silników tłumił dźwięk butów uderzających o sprężyste podłoże. Węglowoczarna bieżnia lekkoatletyczna, wykonana z opon, kontrastowała z jaskrawymi kolorami ogromnego muralu przedstawiającego sportowców w akcji. „Zrobię 12 × 300 m na luzie, z 50 sekundami przerwy, żeby rozruszać nogi przed weekendowymi Interclubs” - wyjaśnia zawodnik Clermont Auvergne Athlétisme o niewyczerpanej pasji.
Dzień Quentina jest już zaplanowany. Zresztą, podobnie jak większość jego codzienności. Podopieczny Badredine’a Zioiniego i Cyrille’a Merle’a jest bowiem sumienny, pracowity i skromny. „Dziś rano, o siódmej, skończyłem 24-godzinną służbę” - mówi zawodowy strażak w SDIS Puy-de-Dôme, pełniący służbę w remizie w Gerzat. „Zrobię trening, odbiorę córkę od opiekunki, a potem spędzę z nią popołudnie, zanim znów pójdę biegać” - dodaje z uśmiechem.
Podwójne życie wymaga łączenia dwóch płonących pasji z codziennością młodego ojca. „Zacząłem od młodzieżowej drużyny strażackiej w Brioude, w Górnej Loarze. Normalnie do straży pożarnej nie wstępuje się w tak młodym wieku, ale tak bardzo mnie to ciągnęło, że naciskałem, żeby zostać ochotnikiem wcześniej” - wspomina mieszkaniec Brioude. W wieku 17 lat Quentin dołączył do ochotniczej straży pożarnej w rodzinnym mieście, jednocześnie studiując inżynierię lądową na studiach DUT w Grenoble. „Studia nie sprawiały mi wielkiej przyjemności, bardziej pchało mnie do nich otoczenie. Ja chciałem zostać zawodowym strażakiem” - przyznaje. „Wyniki na uczelni nie były najlepsze” - dodaje były student. „Nie zaliczyłem pierwszego roku. Do przejścia dalej brakowało mi tylko kilku przedmiotów, ale później było już tylko gorzej.”
Quentin Chiarisoli trenował więc równolegle ze studiami, przygotowując się do egzaminów wstępnych do wojska. Miał konkretny cel: dołączyć do batalionu strażaków marynarki wojennej w Marsylii. Elity straży pożarnej. To ambicja wymagająca bardzo wysokiego poziomu i pełnego zaangażowania, by przejść długą serię testów. „Wstąpiłem do marynarki wojennej w Marsylii. Tam rozpocząłem karierę i od tamtej pory już mnie to nie opuściło” - uśmiecha się zawodnik Victory Track Club.
Najpierw odbył sześciotygodniowe szkolenie wojskowe, podczas którego poznawał podstawy służby w wojsku i marynarce. Później czekało go kolejne, dwunastotygodniowe szkolenie, tym razem poświęcone konkretnie pracy strażaka. „Podstawy wojskowe nadal obowiązywały, a wszystko było bardzo rygorystyczne. Cały czas byliśmy na szkoleniu, w dzień i w nocy, także w weekendy. Musztra, pieśni wojskowe, obsługa broni.” Biegacz spędził w Marsylii niespełna trzy lata, po czym zdał egzamin do służby zawodowego strażaka. Dzięki temu mógł wrócić do Owernii, najpierw do Le Puy-en-Velay, a następnie do Clermont-Ferrand.
Spotkanie, które przesądziło o jego biegowej przyszłości
Sport zawsze był obecny w życiu Quentina Chiarisoliego. Najpierw była piłka nożna, którą uprawiał od 5. do 18. roku życia, dorzucając do tego trochę biegania. Później przyszła lekkoatletyka. Początkowo chciał w ten sposób towarzyszyć rodzicom startującym w biegach terenowych w regionie, a także zabić nudę w internacie podczas ostatniego roku liceum. Przełom nastąpił po przyjeździe do stolicy Alp na studia DUT. „W Grenoble poznałem świetnego trenera, Taoufika Boukroumę, który naprawdę zaraził mnie lekkoatletyką, przede wszystkim bieżnią. Wcześniej po prostu biegałem.”
Półtora roku później przyszły strażak przeniósł się do Marsylii, by zrealizować zawodowe marzenie. Włączenie lekkoatletyki do codziennego życia okazało się trudne. „Musiałem przestać biegać na dziesięć miesięcy, bo podczas szkolenia wojskowego nie dało się pogodzić obu rzeczy” - tłumaczy zawodnik mieszkający dziś niedaleko Clermont-Ferrand. „Początki w marsylskiej remizie były bardzo trudne fizycznie i psychicznie, służby miały niezwykle intensywny rytm, ale uwielbiałem to. Niczego nie żałuję.”
Po dziesięciu miesiącach przerwy od biegania, gdy szkolenie dobiegło końca, Quentin Chiarisoli odkrył, że przytył dziesięć kilogramów, „dziesięć kilogramów mięśni”. Powrót i wejście na poważny trening okazały się „bardzo trudne, nawet ponad rok później”. Biegacz wykonywał jednostki samotnie, zdalnie prowadzony przez trenera z Grenoble. Nietypowy grafik sprawiał, że trenował tylko cztery lub pięć razy w tygodniu, a w kalendarzu miał „bardzo niewiele startów: dwa biegi na 10 km i kilka wojskowych przełajów”.
Wielokrotny medalista krajowych mistrzostw strażaków został przeniesiony do Owernii w 2019 roku, po zdaniu egzaminu do służby zawodowego strażaka w administracji publicznej. Wtedy dołączył do grupy Badredine’a Zioiniego i Cyrille’a Merle’a i zaczął trenować w regularnym rytmie. Oczywiście nadal przy pełnym obciążeniu zawodowym. „Właśnie kończyłem przeprowadzkę do Clermont, gdy Cyrille zaproponował mi dołączenie do grupy po mityngu na stadionie la Gauthière. Znaliśmy się od dawna, wszystko wyszło naturalnie. Od razu byłem chętny” - wspomina średniodystansowiec. „Po przyjściu już nigdy nie odszedłem od tej grupy. Cyrille był bardzo dobrym biegaczem, Badre to były reprezentant kraju, a w zespole mamy też wielu świetnych zawodników. Jestem bardzo szczęśliwy, że należę do tego kolektywu.”
Początki w marsylskiej remizie były bardzo trudne fizycznie i psychicznie, służby miały niezwykle intensywny rytm, ale uwielbiałem to. Niczego nie żałuję.
To powód do dumy dla jego trenerów, o czym mówi Badredine Zioini: „W naszej grupie są osoby, które wyróżniają się wynikami, ale przede wszystkim wartościami: pokorą, szacunkiem i determinacją. Quentin do nich należy. Przeszedł ogromną drogę od czasu, gdy poznaliśmy go na mityngu ASM. Tego dnia zaskoczyła mnie jego elegancja biegu i razem z Cyrille’em uznaliśmy, że warto coś z nim zrobić. Od razu zgodził się dołączyć do naszego kolektywu, co bardzo nas ucieszyło. Mimo zwycięstw i postępów zawsze pozostał sobą, nie zapomniał, skąd pochodzi, i naprawdę lubi pomagać innym. Quentin zawsze jest dla grupy, bardzo nas inspiruje. Wszedł na wyższy poziom i dołączył do elity francuskich biegaczy. Quentin jest dla nas wszystkich przykładem.”
Rytm treningu dopasowany do służby
Połączenie sportu z pracą to prawdziwe wyzwanie. Biegacz pamięta początki, gdy przy marsylskim rytmie służby nie dało się rywalizować na wysokim poziomie. Później podobnie było w Clermont-Ferrand. „Zawsze chciałem realizować treningi zgodnie z planem, niezależnie od tego, jak wyglądała noc w pracy, służba i jej intensywność. Nie wyobrażałem sobie odpuszczania ani przekładania jednostek. W tym okresie często się kontuzjowałem. Najgorzej skończyło się na poważnym złamaniu zmęczeniowym.” Od czasu tej kontuzji pracuś dopasowuje plan wraz z dwoma trenerami do obciążenia zawodowego. „Teraz znacznie lepiej potrafię pogodzić obie rzeczy, a trenerzy znają mnie jeszcze lepiej. Cały czas coś dostosowujemy. Jeśli na przykład mało spałem, mogę zamienić specjalistyczny trening pod 3000 m na klasyczny trening VMA” - mówi zawodnik, który pierwsze kroki stawiał w Club Athletic Brioude.
Zawodnik żałuje, że nie może realizować stałej rutyny treningowej ani wielotygodniowego planu bez zakłóceń, bo dni służby nigdy nie wyglądają tak samo. „Myślę, że mimo wszystko odbija się to na wynikach” - przyznaje. W zależności od liczby interwencji zdarza mu się przespać zaledwie kilka godzin. „Czasem czuję się świetnie przed treningiem, nawet jeśli spałem tylko dwie albo trzy godziny. Później jednak źle się regeneruję i przez narastające zmęczenie wypada mi kolejna jednostka. Nie mogę też założyć, że w każdy wtorek zrobię VMA, a w każdy poniedziałek podbiegi. Wszystko jest bardzo zmienne.” Nie przeszkadza to zawodnikowi, który zadomowił się w Clermont, pokonywać codziennie kolejnych kilometrów, czasem nawet dwa razy dziennie, w wymiarze 110-130 kilometrów tygodniowo, „a w okresie startowym mniej”. Do tego dochodzi dzień odpoczynku raz w tygodniu albo co dziesięć dni, „zależnie od zmęczenia”.
Mimo nietypowego trybu życia biegacz od kilku sezonów należy do najlepszych francuskich średniodystansowców. „To powód do dumy”, który sprawia, że Quentin „patrzy przed siebie” i „próbuje dogonić tych, którzy są od niego lepsi na zawodach”. Dowód? Na początku 2025 roku, podczas bardzo mocno obsadzonego biegu Prom’Classic de Nice, zajął 9. miejsce z kosmicznym czasem 28:58, na poziomie krajowej klasy N1. „Chyba jestem jedynym zawodnikiem z pierwszej dziesiątki tego biegu, który ma obok sportu pełnoetatową pracę” - przypuszcza skromnie dziesiąty zawodnik krótkiego biegu przełajowych mistrzostw Francji 2025 w Challans.
Zimą historia się powtórzyła. Zawodnik awansował do wyczekiwanego finału halowych mistrzostw Francji elity na 3000 m w Miramas dzięki niewiarygodnemu rekordowi życiowemu 7:57,07 (N1). Do finału zakwalifikowano zaledwie 12 zawodników z całej Francji. Rywal zachowuje chłodną głowę. „Wyniki wariują w każdy weekend. W jednym tygodniu można być dziesiątym zawodnikiem we francuskim rankingu, a w kolejnym trzydziestym. Wszyscy robią teraz bardzo szybkie postępy, nie wolno odpuszczać ani samemu stawiać sobie granic.” Zawodnik rozwija się, a wraz z nim pojawiają się pierwsi partnerzy i różne formy wsparcia. „W tym roku współpracuję ze świetnym sklepem Distance, który zapewnia mi sprzęt Nike. Mój klub i sekcja ASM pomagają mi w wyjazdach.”
Choć możliwość zostania zawodowym sportowcem dałaby Quentinowi Chiarisoli do myślenia, nie zrezygnowałby on całkowicie z pracy. „Gdybym kiedyś dostał taką szansę, może spróbowałbym przez dwa albo trzy lata zobaczyć, jak daleko mogę zajść w sporcie wyczynowym, mając zapewnione wszystkie warunki. Ale za nic w świecie nie porzuciłbym zawodu. Niezależnie od wszystkiego byłoby to tymczasowe, później wróciłbym do pracy.” Praca w administracji publicznej pozwala wziąć kilkuletni urlop bezpłatny, a także przejść na pół etatu lub część etatu. „Wolałem najpierw poukładać życie zawodowe i prywatne, a dopiero potem sportowe. Dziś jestem już stabilnie osadzony, więc chciałbym maksymalnie wykorzystać swoje możliwości i nie stawiać sobie granic” - tonuje zawodnik, który może liczyć na wsparcie kolegów z pracy.
Planowanie i organizowanie kalendarza startów bywa prawdziwą łamigłówką. „Nigdy nie wiemy z wyprzedzeniem, czy dostaniemy się na mityng, dlatego często muszę brać urlop w ostatniej chwili” - wyjaśnia podopieczny Badredine’a Zioiniego i Cyrille’a Merle’a. „Dużo zamieniam się z kolegami, wymaga to pewnej logistyki, ale są wyrozumiali i pomocni. Nie krytykują tego, że podczas treningu wychodzę pobiegać wokół remizy, jeśli w czasie służby nie mamy interwencji. Wręcz przeciwnie, bardzo interesują ich moje treningi i czuję, że motywują mnie do dalszej pracy.”
Przy tak napiętym grafiku brakuje mu, jak sam mówi, trzech rzeczy „obecnie niemożliwych do włączenia” w życie, by mógł wykorzystać pełnię potencjału: przygotowania fizycznego, które próbuje jakoś wcisnąć „samemu w remizie, z dość przypadkowym sprzętem”, przygotowania mentalnego oraz cotygodniowej wizyty u fizjoterapeuty.
Szczęśliwe wydarzenie, które dało mu dodatkową motywację
Życie Quentina Chiarisoliego zmieniło się w marcu 2024 roku, gdy na świat przyszła jego córka Jade. Zaledwie trzy dni przed jego tytułem drużynowego mistrza Francji w krótkim biegu przełajowym z Clermont Auvergne Athlétisme. „Pobiegłem przełaj dzień po wyjściu ze szpitala położniczego” - uśmiecha się specjalista od przełajów. To nowe wyzwanie i „życie na najwyższych obrotach”, ale średniodystansowiec nie postrzega tego jako ograniczenia. „Dostosowuję plan” i może liczyć na swoją partnerkę Océane, która jest za nim „całym sercem”. Od tego szczęśliwego wydarzenia mieszkaniec Brioude częściej trenuje sam, by wieczorami opiekować się córką do powrotu partnerki z pracy. „Trochę trudno jest nie móc trenować z grupą tak często jak wcześniej, choć wracam, kiedy tylko mogę. Moi trenerzy wspierają mnie w miarę możliwości i to bardzo pomaga.”
Posiadanie dziecka daje mi na co dzień i podczas zawodów dodatkową siłę. Często myślę o córce, kiedy biegnę, i to dodaje mi mocy
Ta wielka życiowa zmiana stała się dla biegacza atutem, dając mu „dodatkową siłę na co dzień” i podczas zawodów. Widać to było w Metz, podczas prestiżowego mityngu halowego. Średniodystansowiec „bardzo ciężko pracował” w tygodniu poprzedzającym start, przez co nie mógł spędzać czasu z Jade. „Trudno było poradzić sobie emocjonalnie z tym, że na weekend znów wyjeżdżam do Metz. Myślałem o tym podczas biegu i powtarzałem sobie, że nie mogę odpuścić, że nie wyjechałem bez spotkania z córką na darmo.” Kilka minut później, z czasem 7:57,07, pełen pasji zawodnik przeciął metę biegu na 3000 m, po raz kolejny pokonując imponującą granicę.
Jego letni sezon 2024, najlepszy w karierze na bieżni, mówi sam za siebie. „Od kiedy mam córkę, opuściłem wiele treningów, ale prawie żadnych zawodów, i był to najlepszy lekkoatletyczny rok w moim życiu na każdym dystansie.” To ulga dla zawodnika, który miał za sobą kilka słabszych lat, „bez większej radości”. Specjalizacja na 1500 m (3:43,03) okazała się przełomem po „rozczarowujących” startach na 5000 m w 2023 roku i porzuconych przygotowaniach maratońskich. Wybór się opłacił. Quentin wystartował w mistrzostwach Francji elity na 1500 m w roku olimpijskim. „To było niesamowite, świetnie się bawiłem. Odkryłem siebie na tym dystansie, choć wydaje mi się, że nie mam najlepszych predyspozycji wyjściowych do 1500 m.” Od półtora roku nic nie jest w stanie zatrzymać tego zawodnika elity, który z każdym sezonem robi postępy i zachwyca mały świat lekkoatletyki.
Pasja do lekkoatletyki
Quentina Chiarisoliego napędza „czysta lekkoatletyka”: bieżnia, szosa i przełaje, bez szczególnych preferencji wobec którejkolwiek z tych odmian. Ulubiony trening? „Dobra specjalistyczna jednostka na bieżni, z grupą, za trenerem jadącym na rowerze, albo długi bieg progowy nad brzegiem Allier, z domu.” Zawodnik nie jest wybredny, bo czerpie radość ze wszystkiego od 1500 m do 10 km.
Próbował nawet trailu i w ubiegłym roku z dużą przewagą wygrał bieg 20 km du Sancy. To właśnie różnorodność pozwala mu być wszechstronnym zawodnikiem w każdej dyscyplinie. „Najlepsi francuscy biegacze są świetni we wszystkich trzech odmianach, jak Habz, który potrafi pobiec 1:43 na 800 m i samotnie 27:40 na 10 km.” Na maraton przyjdzie jeszcze czas. Za to półmaraton już nie musi czekać. Start w kultowym Marseille-Cassis przyniósł mu 8. miejsce z czasem 1:06:32, tuż za niejakim Nicolasem Navarro, i całkowicie go przekonał. „Dopóki będę szybko biegał krótkie dystanse, chciałbym przy nich zostać. Widzę, że zawodnicy po 35. roku życia nadal robią postępy, więc daję sobie czas na zwiększenie kilometrażu i maraton.”
Zawodnik z Górnej Loary chce co roku startować w swoim ukochanym biegu, Corrida de Brioude, w rodzinnym mieście. Nie ma znaczenia, czy tego samego dnia odbywa się „mocny bieg na 10 km”. Biegacz wybiera lokalne zawody i zawsze chce do nich wracać. „Zacząłem biegać właśnie podczas tego wydarzenia, najpierw z kolegami z drużyny piłkarskiej. Od tamtej pory zawsze startowałem, chyba że byłem kontuzjowany albo zatrzymywała mnie praca.” W jego kalendarzu są też inne obowiązkowe pozycje, jak przełaj w Volvic. Coraz bardziej podoba mu się zmienianie stałego programu, tak jak w tym roku, gdy odkrył Marseille-Cassis. „Chciałbym co roku startować w innym klasycznym biegu, żeby przełamać rutynę ciągłego ścigania się z czasem.”
Strażak nie ma sprecyzowanych marzeń, poza tym, by „zajść tak daleko, jak to możliwe, bez żalu i ograniczeń”, zachowując przy tym radość oraz równowagę między sportem, rodziną i pracą. Jedno jest pewne: Quentin Chiarisoli jeszcze nie raz wywoła zamieszanie na zegarze i zachwyci francuskie biegi średnie swoim talentem.