Supershoes i kolce lekkoatletyczne: dlaczego nie rozwijają się w tym samym tempie?
© Emma Bert / Marathons.com

Supershoes i kolce lekkoatletyczne: dlaczego nie rozwijają się w tym samym tempie?

EB
Autor: Emma Bert

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

O ile buty z płytką karbonową pozwalają biegać po asfalcie coraz szybciej, o tyle kolce na bieżnię i przełaje rozwijają się wolniej i mniej spektakularnie.

Supershoes przeznaczone do biegania po asfalcie w spektakularny sposób zrewolucjonizowały wyniki, czego przykładem jest niedawny rekord świata w maratonie Sebastiana Sawe wynoszący 1:59:30. Kolce na bieżnię rozwijają się inaczej, a ich ewolucję ograniczają przepisy, kwestie techniczne i biomechanika. Podczas gdy buty biegowe upowszechniły się i zalały rynek, osiągając coraz wyższe ceny, kolce lekkoatletyczne wciąż pozostają sprzętem nastawionym na wynik, a nawet zarezerwowanym dla elity. Oferta jest przy tym znacznie skromniejsza.

Poznaj adidas Adizero Pro Evo 3, supershoe ważący 97 g, który towarzyszył Sabastianowi Sawe podczas zejścia poniżej dwóch godzin w Maratonie Londyńskim.© adidas

Narodziny supershoes

Na początku 2016 roku Nike wywołało trzęsienie ziemi w świecie biegania, prezentując Vaporfly 4% podczas amerykańskich kwalifikacji olimpijskich do igrzysk w Rio. Rok później but trafił do sprzedaży, wcześniej pojawiając się na międzynarodowych podium, i szybko stał się obiektem pożądania. Produkowany w ograniczonych ilościach model był trudny do zdobycia. Niektórzy zawodnicy związani kontraktami z innymi producentami zaklejali nawet czarną taśmą logo Swoosh, żeby móc w nim startować. Byli przekonani, że rezygnacja z tego buta oznaczałaby handicap. Vaporfly 4% to pierwsza para nowej generacji, która naprawdę rozpoczęła erę supershoes.

Pozostałe marki szybko odpowiedziały: Adidas Evo, Adios Pro 4, Asics Metaspeed, Hoka Cielo, Puma Deviate Nitro Elite 4… Wokół najlżejszego, najbardziej dynamicznego i najlepiej oddającego energię buta rozgorzała bezpośrednia rywalizacja.

Podstawą tej konstrukcji jest połączenie sztywnej płytki z bardzo lekkimi piankami PEBA, które zapewniają wysoki zwrot energii. Nike szacowało tę przewagę na 4%, stąd nazwa Vaporfly 4%. Największe gwiazdy marki zaczęły seryjnie osiągać znakomite wyniki. Eliud Kipchoge w 2018 roku poprawił w Berlinie rekord świata w maratonie o 1 minutę i 18 sekund. Rok później Kenijczyk zszedł nawet poniżej dwóch godzin, uzyskując 1:59:40 w projekcie Breaking2 w Wiedniu, w warunkach niepodlegających homologacji.

Dwa różne zastosowania

© Emma Bert / Marathons.com

Minimalistyczne podeszwy ustąpiły miejsca modelom o imponującej, niemal ostentacyjnej wysokości podeszwy. Na twardej nawierzchni, takiej jak asfalt, gdzie uderzenia powtarzają się przez dziesiątki kilometrów, nowoczesne pianki odgrywają kluczową rolę, ograniczając zmęczenie mięśni. Skończyła się era Nike Streak i Adidas Adizero Boston 6 sprzed 2016 roku, z podeszwami blisko podłoża, po których łydki potrafiły boleć jeszcze przez kilka dni. Supershoes poprawiają nie tylko wynik, lecz także regenerację.

W maratonie największa korzyść wynika przede wszystkim ze zdolności do dłuższego utrzymania efektywnego kroku. Po kilkudziesięciu kilometrach kluczowa staje się ekonomia biegu, co pomogło przesunąć granice ludzkich możliwości aż do mitycznej bariery dwóch godzin w maratonie. Supershoes zmieniły także podejście do wysiłku. Biegacze odważniej ruszają szybciej, później odczuwają zmęczenie i lepiej czują się podczas biegu.

Kolce rozwijają się mniej spektakularnie

Popularność biegania i biegów ulicznych nie budzi już wątpliwości. Bieżnia i przełaje nie cieszą się jednak porównywalnym zainteresowaniem masowego odbiorcy. Kolce od dawna projektowano jako wysoce wyspecjalizowane narzędzia do walki o wynik, jeszcze zanim pojawiły się supershoes. W przeciwieństwie do butów na asfalt bieżnia miała więc technologicznie znacznie mniej do nadrobienia.

Czas trwania wysiłku jest krótszy, obciążenia mechaniczne wyglądają inaczej, a większe znaczenie ma dynamika niż oszczędzanie energii. Tartan jest już bardziej sprężysty i amortyzujący niż asfalt, co ogranicza sens stosowania bardzo grubych pianek. Na bieżni, szczególnie na krótszych dystansach, priorytetem są siła i szybka reakcja na podłoże, a nie redukcja zmęczenia mięśni, którą zapewniają supershoes.

Ta rewolucja jest również mniej efektowna wizualnie. Supershoes stały się natychmiast rozpoznawalne dzięki masywnym podeszwom, podczas gdy nowoczesne kolce pozostają znacznie bardziej dyskretne, mimo technicznych udoskonaleń.

Także tym razem pionierską rolę odegrało Nike, wprowadzając w 2020 roku modele Dragonfly, Victory i Maxfly. Niektóre z nich wykorzystują płytki kompozytowe, inne bardzo sztywne konstrukcje połączone z miękką i dynamiczną pianką ZoomX. Geometria staje się coraz bardziej agresywna, a profile z rockerem ułatwiają przetoczenie stopy i poprawiają napęd.

Mniejszy margines rozwoju

© Emma Bert / Marathons.com

Dragonfly, który stał się punktem odniesienia na średnich dystansach, doczekał się przez lata kilku nowych wersji, w tym modelu Dragonfly Elite 2 z 2025 roku, jeszcze sztywniejszego i bardziej nastawionego na wynik. Adidas, New Balance, Asics, Hoka i On również opracowały własne modele, odpowiadając na nadejście nowej generacji kolców.

Dragonfly pojawił się jednak długo po Vaporfly 4%, co pokazuje, że dla producentów priorytetem pozostaje rozwój obuwia na asfalt. Mimo to konkurencje na bieżni, bardzo mocno eksponowane podczas igrzysk olimpijskich, wciąż mają ogromne znaczenie wizerunkowe.

Kolce już wcześniej były minimalistyczne, sztywne i lekkie, projektowane z myślą o lepszym napędzie i przyczepności. Ich margines rozwoju jest więc mniejszy niż w przypadku butów na asfalt. Zbyt gruba podeszwa szybko stałaby się niestabilna na bieżni, gdzie stawianie stopy jest szybkie i dynamiczne.

Mimo wszystko nowoczesne kolce przeszły głęboką ewolucję. Pianki są bardziej dynamiczne, geometria lepiej dopracowana, a konstrukcje skuteczniej oddają energię. Nadal pozostają jednak bardzo blisko stopy, niemal pozbawione wzmocnień i czasem zakładane na gołą stopę, dlatego nie zapewniają komfortu porównywalnego z butami treningowymi. Od 2020 roku na bieżni pada również coraz więcej rekordów. Obuwie odgrywa w tym postępie ważną rolę, choć wpływ mają także profesjonalizacja dyscypliny, rozwój metod treningowych, globalny wzrost poziomu oraz lepsza jakość nawierzchni.

Ścisłe przepisy i względy ekonomiczne


W obliczu tych innowacji World Athletics obawiało się technologicznego dopingu. Organizacja zaczęła więc regulować nowe rozwiązania, uznając, że niektóre buty zapewniają nadmierną przewagę mechaniczną. Maksymalna wysokość podeszwy, ograniczenie liczby płytek i obowiązkowa homologacja sprawiają, że przepisy na bieżni są znacznie bardziej restrykcyjne. Chodzi o zachowanie równości rywalizacji w poszczególnych konkurencjach.

Dla producentów uzyskanie homologacji dla kolców na bieżnię jest zresztą trudniejsze niż w przypadku obuwia na asfalt, co mocno ogranicza niektóre innowacje. Rynek wciąż zdominowany jest przez największe historyczne marki, a nowym graczom trudno się przebić i uzyskać homologację.

Drugą zasadniczą różnicą są względy ekonomiczne. Rynek biegania po asfalcie jest ogromny. Przy 13,2 miliona biegaczy we Francji w 2025 roku Observatoire du Running odnotowuje rosnącą profesjonalizację amatorów. Dziś amator, który pokonuje 10 km w 45 minut, może korzystać niemal z tego samego sprzętu co mistrz olimpijski. Poszukiwanie marginalnych zysków nie dotyczy już wyłącznie elity. Producenci doskonale to rozumieją i upowszechnili buty karbonowe wśród szerokiej grupy odbiorców. W 2025 roku francuski rynek biegania zbliża się do wartości 1,5 miliarda euro, z czego niemal 800 milionów przypada wyłącznie na obuwie.

Na bieżni i w przełajach rynek jest znacznie mniejszy. Biegaczy jest zdecydowanie więcej niż zawodników zrzeszonych w klubach. Ten segment jest przeznaczony głównie dla rywalizujących sportowców, przez co innowacje są dla producentów mniej opłacalne. Różnorodność modeli pozostaje więc dużo mniejsza niż w przypadku butów na asfalt.

Maraton i biegi uliczne mają także znacznie większą widoczność medialną, a do tego są bardziej dostępne. Supershoes stały się pożądanymi produktami, wspieranymi przez wszechobecny marketing. Kolce pozostają natomiast stosunkowo niewidoczne poza najważniejszymi międzynarodowymi imprezami.

Wyspecjalizowane narzędzie do walki o wynik

Para kolców to niemal produkt niszowy. Nie zawsze znajdziemy ją w zwykłym sklepie, częściej trzeba szukać w specjalistycznych serwisach. Ceny kolców nowej generacji również mocno wzrosły w ostatnich latach, a wiele modeli kosztuje ponad 200 euro.

W przeciwieństwie do supershoes kolców nie używa się ani codziennie, ani w każdych warunkach. Są przeznaczone do startów lub konkretnych, ukierunkowanych jednostek treningowych. Nie każdy trenuje na bieżni, a te modele wymagają odpowiedniej prędkości, mocnej stopy i przygotowania mięśniowego.

Łydki, ścięgna i mięśnie kulszowo-goleniowe są szczególnie mocno obciążane przez sztywne konstrukcje, które potrafią dać o sobie znać. Kolce nie są sprzętem dla każdego. Tam, gdzie supershoes zapewniają komfort i ochronę, kolce pozostają minimalistyczne, projektowane z myślą o maksymalizacji wyniku i przesuwaniu fizycznych granic zawodnika. To specjalistyczne narzędzie używane znacznie rzadziej. Para kolców może służyć przez kilka sezonów, podczas gdy supershoe szybko nabija setki kilometrów. Dystanse na bieżni i w przełajach rzadko przekraczają 10 000 m lub 10 km, co jeszcze bardziej ogranicza popyt.

Spektakularna rewolucja na asfalcie, znacznie bardziej dyskretna ewolucja na bieżni. Supershoes nieustannie przesuwają granice wyniku, podczas gdy kolce zmieniają się stopniowo, w świecie rządzonym przez inne ograniczenia techniczne, regulaminowe i ekonomiczne. Supershoes są dostępne dla każdego i bardzo widoczne w mediach, kolce pozostają natomiast wyspecjalizowanym narzędziem, przeznaczonym do konkretnych warunków i dla odpowiednio przygotowanych zawodników.

Sprawdź kalendarz maratonów

Więcej artykułów