Chwile, które każdy biegacz ma już za sobą
Bieganie to pasja, styl życia i sport, dzięki któremu czujemy się niezwyciężeni. No, prawie. Bo umówmy się: bieganie to także chwile kompletnej samotności, krępujące sytuacje i małe dramaty, których chętnie byśmy uniknęli. Pora przypomnieć sobie momenty, które przydarzyły się już każdemu biegaczowi.
Przyspieszyć, gdy mijasz innego biegacza
Trudno nie znać tej sytuacji. Bieganie łączy ludzi, więc podczas treningu często mijamy innych pasjonatów. Spokojnie truchtasz swoim tempem i cieszysz się wyjściem, aż nagle w oddali pojawia się sylwetka. Inny biegacz. Twój mózg natychmiast uruchamia pradawny mechanizm, którego nikt do końca nie potrafi wyjaśnić: przyspieszasz. Istnieje kilka teorii tłumaczących to zjawisko: sportowe ego, instynkt rywalizacji, strach przed oceną albo zastrzyk adrenaliny. Nieważne, z jakiego powodu to robisz. Kilka minut później najpewniej żałujesz tej gwałtownej zmiany tempa.
Przewrócić się na oczach wszystkich i udawać, że nic się nie stało
Początek tej historii zapowiada się całkiem dobrze. Biegniesz weekendowy trening wytrzymałościowy, jesteś skupiony i zatopiony we własnym świecie. Kilometry mijają i nagle… katastrofa. Zdradliwy krawężnik, źle zawiązane sznurówki, niefortunny ruch… i już lecisz w efektownym locie. Oczywiście ty to wiesz, my to wiemy, wszyscy to wiedzą. Uderzenie jest mocne, zapada cisza. Przechodnie widzieli wszystko. Odruchowa reakcja: ratować twarz. Podnosisz się, jakby nic się nie stało, choć kolano krwawi, a ego cierpi w milczeniu. Ruszasz dalej, lekko kulejąc, ale za to z klasą.
Ruszyć za szybko i eksplodować na trasie
Niektórzy są w tym prawdziwymi specjalistami, ale każdy z nas zaliczył kiedyś na zawodach mniejszą lub większą odcinkę. Ruszasz tempem, które wydaje ci się właściwe, choć doskonale wiesz, że później za to zapłacisz. Ostatnie kilometry biegu zamieniają się w długą drogę przez mękę, podczas gdy wszyscy, którzy zaczęli rozsądnie, wydłużają krok i bez najmniejszych skrupułów cię wyprzedzają.
Zapomnieć zatrzymać zegarek na mecie
Do mety zostało kilka metrów, ale już wiesz, że pobijesz rekord. Przekraczasz linię, pozujesz do zdjęcia finishera za 25 euro, które kupisz później, krzyczysz z radości, płaczesz. Ten nowy rekord wywalczyłeś po tygodniach przygotowań, zwątpienia i potu. Będziesz mógł dumnie pokazać na Stravie swój czas. Tak było, zanim 1 godzinę i 15 minut po finiszu zorientowałeś się, że zegarek wciąż działa… Przeklęty lap! Pozostaje tylko jakoś wytłumaczyć się na Stravie.
Zaokrąglić dystans treningu
Biegacze górscy, szosowi i stadionowi, wszyscy już to robiliśmy. Tak, mówimy o tych krótkich nawrotkach przed domem albo kilku dodatkowych kółkach, żeby zaokrąglić dystans treningu. I wiecie co? Macie rację!
Uwierzysz, że jesteś szybszy po zakupie nowej pary butów
W sklepie już prezentowałeś się znakomicie, testując najnowszy model ulubionej marki. Biegałeś tam i z powrotem po dziale runningowym, żeby sprawdzić buty (między nami, w sklepie i tak niewiele da się przetestować). Na pierwszym treningu w swoich nowych rakietach wydaje ci się, że jesteś najszybszym człowiekiem na świecie. W rzeczywistości wrócisz do domu z dwiema pięknymi pęcherzami, bo nie zadałeś sobie trudu, żeby wcześniej rozbiegać buty.
Sprintować, żeby zdążyć przed czerwonym światłem, a potem oczywiście tego żałować
Dotyczy zwłaszcza biegaczy miejskich. Z pewnością zdarzyło ci się przyspieszyć, gdy zobaczyłeś, że światło dla pieszych zaraz zmieni się na czerwone. Tak, nagłe, zdecydowane przyspieszenie, jakby zależało od tego twoje życie, byle tylko nie zatrzymać się na skrzyżowaniu. Ostatecznie to twoje tętno wchodzi na czerwone pole, a dojście do siebie zajmuje ci trzy kilometry. O ile w ogóle dochodzisz do siebie.
Minąć witrynę i zobaczyć siebie w biegu
Myślisz, że nikt cię nie widział? Łobuz! W tej chwili wydaje ci się, że biegniesz jak zawodowiec: lekki krok, luźne ręce, spokojna twarz. Mijasz witrynę sklepową albo lśniącą nową agencję i myślisz: „Ciekawe, jak wyglądam podczas biegu”. Wbrew wszelkim oczekiwaniom (choć my od początku nie wierzyliśmy w ten scenariusz) wynik jest bezlitosny: pingwin w panice. Lądowanie na pięcie godne odwiertu naftowego, krok bardziej przypominający pierwsze próby chodzenia u małej żyrafy niż ruch olimpijczyka, twarz w kolorze pesto rosso. Krótko mówiąc, następnym razem patrz prosto przed siebie.
Oczywiście lista jest znacznie dłuższa, ale jeśli już odhaczasz sporą część tych chwil, które przydarzyły się każdemu biegaczowi, to znaczy, że naprawdę dużo czasu spędzasz na bieganiu!