Paralimpijka Rosario Murcia-Gangloff już myśli o Los Angeles 2028

RC
Autor: Renaud Chevalier

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

Paralimpijka Rosario Murcia-Gangloff już myśli o Los Angeles 2028
© CNOSF / KMSP

Rosario Murcia-Gangloff ma 60 lat. Po zajęciu czwartego miejsca w maratonie igrzysk paralimpijskich w Paryżu (T12) z czasem 3:13:50, 32 lata po starcie w Barcelonie w rywalizacji pełnosprawnych, szykuje się na igrzyska w Los Angeles.

Do dziś przechodzą ją ciarki. 8 września 2024 roku w Paryżu stanęła tuż za podium igrzysk paralimpijskich. Lyonnaise, w latach 90. jedna z czołowych francuskich biegaczek średniodystansowych (28 występów w reprezentacji), długo rozmawiała przez telefon po treningu o swojej pasji do biegania, filozofii życia i ostatnich wynikach. A wszystko to na krótko przed 61. urodzinami, proszę państwa.

Rosario, niemal rok po igrzyskach paralimpijskich, jakie wspomnienia z nich pani zachowała?

Wspomnienia z Paryża są wyryte głęboko w mojej głowie. To było takie wielkie święto. A przecież brałam udział w igrzyskach w Barcelonie (w 1992 roku). Już wtedy było magicznie, bo wszystko zorganizowano znakomicie. Było pięknie. To były moje pierwsze igrzyska. Ale zapewniam, że w Paryżu, niezależnie od tego, że dziś jestem osobą z niepełnosprawnością, było niesamowicie. Ludzie byli wyjątkowi. Byli szczęśliwi. Całkowicie zapomnieliśmy o tym, co działo się na świecie. Później trudno będzie zrobić coś lepszego. Była równość między sportowcami z niepełnosprawnościami i pełnosprawnymi, nie było dyskryminacji. Dla osób z niepełnosprawnościami to bardzo trudne, bo nie ma wsparcia finansowego. Trzeba znaleźć miejsce do treningu. Z czasem pojawia się nostalgia. Niedawno znów pojechałam do Paryża, bo mój mąż pracuje tam jako aktor. Przeszliśmy się odcinkiem Pól Elizejskich. Dostałam gęsiej skórki.

Słuchając pani, można odnieść wrażenie, że było nawet lepiej niż podczas pierwszych igrzysk olimpijskich…

To było coś innego, bo w Barcelonie byłam młodsza. Dla każdego sportowca, niezależnie od dyscypliny, igrzyska były celem. Bez względu na to, czy walczyło się o czołowe miejsce, czy zamykało stawkę. Barcelona była dla mnie także sprawą rodzinną, bo jestem córką imigranta. Mój tata pochodzi z Barcelony. Moja babcia wciąż wtedy mieszkała w tym mieście. Dziś już jej nie ma, ale chodziłam do niej na obiady. Miałam do niej 600 metrów, więc po prostu szłam pieszo. Wszystko było wtedy dla mnie magiczne. Dla nas, sportowców wyczynowych, wydawało się to normalne. Ale kiedy patrzy się na to z perspektywy 30 lat, z większą mądrością i mniejszą brawurą niż wtedy, trudno mi to opisać. To było magiczne.

Timothée Adolphe, podwójny wicemistrz paralimpijski z Paryża na 100 i 400 metrów, powiedział, że igrzyska nie pozostawiły po sobie dziedzictwa. Zgadza się pani z nim?

Rozumiem, co mówi Timothée. Bardzo dobrze to rozumiem, bo rzeczywiście o osobach z niepełnosprawnościami można by mówić więcej. Nie wolno jednak zapominać, że jeszcze pięć, a nawet dziesięć lat temu niepełnosprawność była tematem niemal nieznanym. Nikt o niej nie mówił. Nie było reklam. Ludzie inaczej patrzą dziś na sport paralimpijski.

U młodych celem jest progres. U starszych celem jest utrzymanie poziomu.

Rosario Murcia-Gangloff

Po maratonie na igrzyskach paralimpijskich w Paryżu powiedziała pani, że prawdopodobnie wystartuje w Los Angeles w 2028 roku. Czy to wciąż aktualne? Jeśli tak, jak zamierza pani przepracować najbliższe trzy lata?

Wybieram się na kolejne igrzyska. W Paryżu dobiegłam trochę wymęczona. Żyję, jestem w pełni zdrowa i mam się dobrze. A mój mąż Gilles Gangloff mówi: „daj już spokój z tymi głupotami” (śmiech). Razem z trenerem Bernardem Pelletierem mocno odpuściliśmy w wielu obszarach. Nie wiadomo, kiedy odbędzie się maraton mistrzostw świata. Impreza ma być w New Delhi (27 września 5 października), ale maratonu w programie nie ma. Na wszelki wypadek przygotuję się do jednego pod koniec sezonu, Marathon Vert de Rennes w weekend 25 października. Trzeba startować, żeby potwierdzić status zawodnika wyczynowego. Wynik będzie też uwzględniany w międzynarodowym rankingu. Staram się oszczędzać, żeby nie nadwyrężyć za bardzo mojego małego ciała. Nie mam już 20 lat. Pobawiłam się na 5000 i 3000 metrów, nie biegałam bardzo długich dystansów. Trochę się przygotowuję, bo lata lecą. U młodych celem jest progres. U starszych celem jest utrzymanie poziomu. Po mistrzostwach Francji na 5000 metrów w Belfort, gdzie zajęłam piąte miejsce w klasyfikacji open z czasem 20:12,96, zrobiłam sobie praktycznie tydzień przerwy. W tym tygodniu wracam stopniowo do treningów, a od sierpnia zacznę przygotowania wstępne do maratonu.

Postanowiła pani założyć klub lekkoatletyczny w Béziers. Co panią do tego skłoniło?

Tak. Pan Ménard, mer Béziers, oraz wydział sportu pozwolili mi założyć kolejny klub i tak właśnie stanie się od nowego sezonu. Powstanie drugi klub. Już teraz mamy ponad 55 członków. Nadal będę trenerką. Mój mąż zostanie prezesem. W zarządzie zasiądą też inni znajomi. A na skarbnika zatrudnię biegłego księgowego. Będziemy działać na tym samym stadionie i trenować według tych samych czasów co zwykle. Klub jest już założony. Będzie się nazywał Grand Béziers Athlète Trail. Po prostu. Bo trail jest częścią biegania. Interwały robi się na bieżni, interwały robi się też na długich dystansach. To wciąż bieganie.

Mogę z nim biegać z zamkniętymi oczami, nie ma żadnego problemu.

Rosario Murcia-Gangloff o swoim przewodniku Mathieu Leroux

Była pani ambasadorką Marathon Côte Indigo 2025 w departamencie Aude. Wystartowała tam pani na 5 kilometrów, a dochód przeznaczono na schronisko Arpan. Jakie przesłanie chciała pani przekazać?

Kocham zwierzęta. Mam dwie seniorki, które mają 15 i 16 lat. Przez lata biegały ze mną, ale teraz są już na emeryturze (uśmiech). Adoptowałam też kolejną. Nie mam już dzieci w domu, ale mam psy i koty. Zawsze je miałam i zawsze będę mieć. Karmiłam bezdomne koty. Pomagam, gdzie tylko mogę. Na czterech biegach, czyli na dystansach 5 km, 10 km, półmaratonu i maratonu, pojawiło się ponad 4000 osób. Bądźmy odpowiedzialni. Trzeba umieć opiekować się zwierzętami, a nie je porzucać. Nie można brać psa czy kota, a potem oddawać go komuś pod opiekę albo po prostu komuś przekazywać. Zwierzę to nie zabawka. Zwierzę jest jak dziecko. Skoro je mamy, jesteśmy z nim do końca. Mnie osobiście daje więcej niż człowiek. Daje mi więcej, bo zwierzęta czują, wyczuwają emocje i są obok, kiedy potrzebujemy kogoś blisko. Tak to odbieram.

16 marca w Saint-Médard-en-Jalles, razem z przewodnikiem Mathieu Leroux, wygrała pani mistrzostwa Francji na 10 km w 40:39 w kategorii T12. Kim on dla pani jest?

Z Mathieu kontaktujemy się głównie telefonicznie i przez SMS-y. Jest bardzo zajęty, bo pełni funkcję prezesa klubu La Meute running. Kiedy naprawdę potrzebuję go na ważnych zawodach, zawsze się stawia. To porządny facet, można na nim polegać. Jest bez zarzutu, naprawdę świetny. Z naszą koordynacją nie ma żadnych problemów. Mogę z nim biegać z zamkniętymi oczami. On zajmuje się wszystkim i jest dokładnie taki jak mój mąż. Kiedy pojawia się trudniejszy fragment, nie powie mi, że zwolniliśmy, nigdy tego nie robi. Zamiast tego powie: „świetnie ci idzie”. Kiedy mówi, od razu czuję się spokojniej. Nie musimy nawet regularnie razem trenować. Po igrzyskach spotkaliśmy się na mistrzostwach Francji na 10 kilometrów w okolicach Bordeaux, w Saint-Médard-en-Jalles. Wszystko zadziałało bez problemu. Nie znaleźliśmy się w tym miejscu przypadkiem. Mathieu to niezwykły i bardzo poważny człowiek. Jest bardzo zasadniczy, a jednocześnie, kiedy ktoś go nie zna, może uznać go za ironistę. Trzeba go poznać, bo to człowiek pełen radości.

Czy ma pani przed sobą jeszcze jakieś wyzwania?

Tak, przygotuję się do półmaratonu… (dzwoni do męża). To Semi-Marathon des Oussaillès w Saint-Girons. To w departamencie Ariège, 24 sierpnia. Od trzech, czterech lat kieruję się zasadą, że startuję niemal wyłącznie w biegach organizowanych w szczytnym celu. Sama opłacam wpisowe, jeśli pieniądze trafiają na pomoc dzieciom, zwierzętom, osobom z niepełnosprawnościami czy kobietom doświadczającym przemocy.

W wieku 60 lat Rosario Murcia-Gangloff pokazuje, że dzięki pracy można spełniać marzenia niezależnie od metryki. Mimo konfliktu z klubem lekkoatletycznym z Béziers matka trojga dzieci stanie na starcie maratonu igrzysk paralimpijskich w Los Angeles. To robi wrażenie.