„Umarłabym”: Falone Pégé, od ocalenia po śpiączce do tytułu w chodzie na 3 km podczas Europejskich Igrzysk Transplantowanych
Gdy pełnymi garściami czerpała z życia, Falone Pégé dowiedziała się, że ma raka szpiku kostnego. Po kilkuletniej walce mieszkanka regionu Loary wróciła do życia. Za kilka tygodni poleci do Niemiec na Światowe Igrzyska Transplantowanych (17–24 sierpnia), by rywalizować i mówić o dawstwie organów.
To historia przygnębiająca, mrożąca krew w żyłach, a jednocześnie niezwykle piękna. Historia młodej kobiety, która w wieku 26 lat przez wiele miesięcy balansowała na granicy życia i śmierci. Wojowniczki, której choroba odebrała część młodości. Historii, której nikt nie chciałby przeżyć, ale która budzi podziw. 18 marca 2020 roku życie Falone Pégé, wówczas studentki w mieście króla René, legło w gruzach. Na dwa miesiące przed 21. urodzinami usłyszała w szpitalu uniwersyteckim w Angers straszną wiadomość. Mieszkanka regionu Loary dowiedziała się, że choruje na ostrą białaczkę szpikową. Innymi słowy, raka szpiku kostnego. „Od razu się rozpłakałam”, wspomina. „Bolał mnie brzuch i łatwo dostawałam krwotoków. Byłam zmęczona, a przy wysiłku coraz bardziej brakowało mi tchu”, opowiada. Cztery dni wcześniej była jeszcze na imprezie.
Mielogramy, pobrania krwi, prześwietlenia… Pod wpływem morfiny koszykarka całe dnie spędzała przykuta do łóżka. Po chemioterapii indukcyjnej i konsolidacyjnej 20 sierpnia otrzymała komórki od polskiego dawcy. „Mogłam korespondować z nim listownie. Nie znam jego imienia”, mówi. Przeszczep się udał. Przynajmniej początkowo. We wrześniu, po wyjściu z tego koszmaru, korzystała z życia i wybrała się w podróż samochodową, pozostając pod ścisłą kontrolą lekarzy. „Miałam bardzo rygorystyczną dietę. Przez 365 dni nie wolno mi było jeść owoców morza. Tata kazał mi zadzwonić do szpitala i zapytać, czy dokładnie rok po wyjściu mogę zjeść moules-frites”, wspomina cudem ocalała.
W swoim tempie była licealistka z Segré odzyskiwała sportową pasję i regularnie zaczęła biegać. Za namową zespołu medycznego ze szpitala uniwersyteckiego zdecydowała się wystartować w Krajowych Igrzyskach Transplantowanych w Narbonie w maju 2022 roku. Kamperem przemierzyła południe Francji i zdobyła dwa złote medale w kategorii 18–25 lat: w chodzie na 3 km oraz w kartingu. „Przyjechaliśmy do miasta, żeby mówić o dawstwie. Atmosfera była pełna życzliwości. Wszyscy przeszliśmy przez trudne chwile. Nie było tematów tabu ani krępujących spojrzeń”, wspomina.
Kiedy zaczęła planować udział w światowych igrzyskach, wrócił niepokój. W połowie marca znów pojawiły się bóle brzucha. Po nocy spędzonej w szpitalu lekarz poinformował ją, że nastąpił nawrót choroby. Jej pierwsza reakcja, naturalna i wiele mówiąca o jej charakterze, była wymowna: „Żartuje pan? Za miesiąc jestem w Australii, na Światowych Igrzyskach Transplantowanych”. Koniec marzeń na jawie, zaczęła się kolejna gehenna. „Trudniej było mi to zaakceptować”. Mięśnie odmawiały posłuszeństwa, głowa również. „Jeździłam na wózku. Miałam ciśnienie 7 i leżąc, tętno 145. Zabrali mnie na intensywną terapię i wprowadzili w śpiączkę farmakologiczną. Nie miałam wyboru. Niczego z tego nie pamiętam. Gdyby nie te pięć dni, umarłabym”
Kiedy wróciła do świata żywych, bez mięśni i energii, musiała nauczyć się wszystkiego od nowa. „Nie byłam nawet w stanie wysłać wiadomości. Nie mogłam ustać dłużej niż pięć minut”. Tym razem nie było przeszczepu, lecz nowe leczenie. „Przez tydzień miałam chemioterapię, a potem trzy tygodnie odpoczynku”. Życie niemal wróciło do normy, dzięki czemu znów mogła cieszyć się miłością do koszykówki i biegania. W lipcu 2024 roku, podczas Europejskich Igrzysk w Lizbonie, zdobyła kolejny tytuł w chodzie na 3 km, srebrny medal w badmintonie indywidualnym oraz brąz na 100 m stylem dowolnym. Kilka miesięcy później, 13 grudnia, przyjęła ostatni zastrzyk.
W sierpniu niosąca olimpijski ogień Falone Pégé poleci na Światowe Igrzyska Transplantowanych, które odbędą się w Dreźnie w Niemczech od 17 do 24 sierpnia. To będzie jej rewanż za 2023 rok. Wystartuje w chodzie na 3 km, badmintonie i koszykówce 3×3, dyscyplinach, które trenuje na co dzień. Chce nieść przesłanie: „sprawić, by sport był bardziej dostępny, i uwrażliwiać ludzi na dawstwo organów”. To gesty, które mogą ratować życie. Falone Pégé nie musi o tym nikogo przekonywać.
Dziś Falone Pégé studiuje ortoprotetykę w Angers i jest uosobieniem odporności. Wiary w życie mimo przeciwności, porażek i nieszczęść. Niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znalazła, 26-latka kurczowo trzymała się każdego, nawet najmniejszego promyka nadziei. Promyka, który zamienił się w oślepiające światło.