Marathon Vert Rennes School of Business: Duncan Perrillat odzyskuje koronę, Etienne Daguinos kończy sezon mocnym akcentem na 10 km

Dorian Vuillet
Autor: Dorian Vuillet

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

Marathon Vert Rennes School of Business: Duncan Perrillat odzyskuje koronę, Etienne Daguinos kończy sezon mocnym akcentem na 10 km
© STADION-ACTU

Bretońska stolica znów zamieniła się w święto biegania podczas kolejnej edycji Marathon Vert Rennes School of Business. Wyniki zrobiły swoje, ale prawdziwa historia tego weekendu zapisała się w spojrzeniach wymienianych przez biegaczy i kibiców. Duncan Perrillat (2:11:38) ponownie odnalazł swój ulubiony teren na królewskim dystansie, a Etienne Daguinos (27:41) zamienił nocny bieg na 10 km w prawdziwe show.

Rennes znów przywdziało strój stolicy biegania podczas kolejnej edycji Marathon Vert Rennes School of Business pełnej potu, oklasków i bretońskiej energii. W mżawce nogi same niosły, a rekordy drżały w posadach. Wśród gwiazd dnia jeden zawodnik odzyskał swój ulubiony teren, Duncan Perrillat. Publiczność go uwielbia. On również lubi ten maraton, który nigdy go nie zawodzi. Nieco później, już po zmroku, Etienne Daguinos także zamienił 10 km w pokaz szybkości pod reflektorami. Rennes potrafi przyjmować swoich mistrzów.

Duncan Perrillat wraca do gry i bije rekord

Dwa tygodnie po zejściu z trasy w Chicago mistrz Francji z 2022 roku przyjechał do Rennes po coś więcej niż rewanż. Najważniejsza była przyjemność biegania. „Zawsze ogromnie się cieszę, kiedy mogę pobiec w Rennes, to miasto, które uwielbiam. Traktuję ten maraton jako długie wybieganie. Jeśli będę w formie, nie wykluczam przyzwoitego wyniku” mówił przed startem. Na trasie kontrolował tempo, pokonując półmaraton w 1:04:45, a następnie samotnie pomknął po zwycięstwo w czasie 2:11:38, ustanawiając nowy rekord trasy. Na mecie uśmiech mówił wszystko. „W Rennes nie możesz być nieszczęśliwy, kiedy wygrywasz i bijesz rekord… Bawiłem się świetnie od początku do końca

Za jego plecami rywalizacja przyniosła kilka niespodzianek. Obrońca tytułu Freddy Guimard, który ruszył jako pacemaker, nie dał się dogonić i finiszował na drugim miejscu, z niedowierzaniem, ale i ogromną radością. „Zwolniłem i zobaczyłem, że wciąż jestem trzeci… Więc pobiegłem już na luzie i skończyłem drugi. Kompletnie się tego nie spodziewałem”. Enzo Marie uzupełnił podium po solidnym debiucie maratońskim, naznaczonym bolesnym kryzysem na 33. kilometrze, ale zakończonym z dużą dumą.

Sélina Leroy, taktyczka z mocnym uderzeniem

W rywalizacji kobiet zwyciężyła Sélina Leroy, która zrealizowała precyzyjny plan zakładający tempo 3:48/km. Cierpliwa i bezlitosna, zaatakowała w okolicach 27. kilometra i utrzymała przewagę do mety, wygrywając w 2:37:53 i poprawiając rekord życiowy. Ostatni kilometr? „Bardzo, bardzo trudny mentalnie” przyznała, już myśląc o powrocie na 100 km i mistrzostwach świata. Camille Chaigneau, przez długi czas prowadząca, zajęła znakomite drugie miejsce (2:39:12). Jej konsekwencja się opłaciła.

Malory Leroy, siostra bliźniaczka, dopełniła rodzinne podium wynikiem 2:43:06. „Wydawało mi się, że na początku pobiegłam za szybko. Cierpiałam, ale wolontariusze pomogli mi zapomnieć o bólu” opowiadała wzruszona. Fanny Malagré ze Stade Rennais Athlétisme ustanowiła rekord życiowy (2:43:51) i obroniła tytuł regionalny. „Trochę wiatru, trochę deszczu, ale wszyscy mieli takie same warunki. Jestem bardzo zadowolona” wyjaśniała, już skupiona na startach w Nîmes i Nevers.

Etienne Daguinos rozświetla nocne 10 km

Bretońska noc stworzyła idealną oprawę dla biegu Lamotte na 10 km. W sobotni wieczór Etienne Daguinos, rekordzista Francji na 10 km (27:04 w 2024 roku w Lille), nie pozostawił rywalom złudzeń. Pobiegł 27:41 i dał pokaz czystej szybkości. „Biegać nocą przy takim dopingu to coś szalonego. Bretońska publiczność nigdy nie zawodzi” komentował po biegu. Sezon zakończył w najlepszy możliwy sposób. „Jestem dumny z tego, czego dokonałem w tym roku, i dumny, że kończę sezon właśnie tym biegiem. Teraz czas na wakacje

Niedaleko za bohaterem dnia Valentin Goudouin potwierdził swoje ambicje (27:49) i jasno określił cel. „Chcę pobiec w Walencji 7 grudnia poniżej 2:07”. Adbelkarim Ben Zhara (28:28) oraz Maël Sicot (siódmy z czasem 29:29) również pokazali się z dobrej strony, potwierdzając głębię stawki. Łącznie 21 zawodników zeszło poniżej bariery 30 minut, co najlepiej świadczy o wysokim poziomie rywalizacji.

Marie Bouchard, regionalna lokomotywa

Na kobiecych 10 km Marie Bouchard pobiegła znakomicie. Czas 32:50 oznaczał rekord życiowy, poprawiony z 33:05 ustanowionego w 2022 roku, i umocnił jej pozycję jednej z najważniejszych postaci bretońskiego biegania. „To zwycięstwo bardzo dobrze mi zrobiło i pokazało, że zmierzam we właściwym kierunku” przyznała, niesiona przez jak zawsze gorącą lokalną atmosferę. Saadia Fadili (33:32) i Laurine Beucher (33:37) uzupełniły podium.

Poza zwycięzcami i rekordami Marathon Vert Rennes pozostaje wydarzeniem, podczas którego całe miasto jednoczy się wokół biegania. Wykrzykiwane imiona, przybijane piątki i życzliwość wzdłuż asfaltu sprawiają, że Rennes zamienia każdy finisz w wielkie święto. Perrillat ujął to krótko, mówiąc o atmosferze: „na mecie możesz być tylko szczęśliwy”. W niedzielę wielu uczestników wróciło do domów z czymś więcej niż wynikiem: z historiami, uśmiechami i nowymi planami.

Zobacz wszystkie wyniki edycji 2025 Marathon Vert Rennes School of Business.