Voies Royales de Saint-Denis 2025: święto biegania na Stade de France

SL
Autor: Sabine Loeb

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

Voies Royales de Saint-Denis 2025: święto biegania na Stade de France
© Romane Jacquin

W niedzielę 26 października Voies Royales de Saint-Denis zgromadziły czołówkę paryskiej sceny biegowej. Maraton, półmaraton, międzynarodowy bieg na 10 km i 5 km kończyły się na słynnej fioletowej bieżni Stade de France.

Choć oba biegi miały wystartować o 8:00, ostatecznie jako pierwsi ruszyli maratończycy. Kwadrans później dołączyli do nich półmaratończycy. Na obu dystansach triumfowali Belgowie: Sébastien Mahia powtórzył ubiegłoroczne zwycięstwo na 42,195 km, a Grégoire Doison sięgnął po tytuł na 21,0975 km.

Królową i królem poranka zostali Bérénice Cleyet-Merle i Flavien Szot, promienna para doskonale znana z francuskich i zagranicznych bieżni, czasem także reprezentująca Francję na 1500 m. Od pierwszej edycji wydarzenie konsekwentnie eksponuje najbardziej odważnych zawodników. Zwycięstwa, niekiedy wyrywane na samej linii mety, rozpalały publiczność spragnioną podium przypominających przyjazne pojedynki. Bo poza rywalizacją liczy się tu przede wszystkim harmonia. Królewska.

Sébastien Mahia wygrywa maraton

Po ubiegłorocznym świetnym występie w czasie 2:42:04 Belg Sébastien Mahia wrócił w niedzielę i pobiegł jeszcze szybciej. Na mecie zameldował się po 2:41:02, z przewagą ponad minuty nad rywalem. Z dumą reprezentuje swój drugi dom, Stany Zjednoczone, gdzie w tym roku zwyciężył w 100 km w Nowym Jorku. Ten ultramaratończyk wystartował jako „Amerykanin” i regularnie biega maratony w okolicach 2:40, praktycznie bez specjalistycznych przygotowań. Był to zresztą jego trzeci maraton w październiku. „Jestem bardzo związany z Nowym Jorkiem” – przyznał.

Mahia odskoczył rywalom w okolicach 28. kilometra. Rok wcześniej zwycięstwo rozstrzygnęło się dopiero na bieżni Stade de France. „Na finiszu na pewno było trochę mniej emocji” – przyznał. „Na ostatnich pięciu kilometrach czułem się bezpiecznie i spokojnie kontrolowałem sytuację. Czas nie miał dla mnie większego znaczenia, przede wszystkim marzyłem o dublecie!”. Ten równie zabawny, co imponujący maratończyk tydzień wcześniej ustanowił w Antwerpii rekord świata w maratonie w przebraniu pszczoły. To ukłon w stronę jego nazwiska „Mahia”.

Za nim finiszowali Hugo Basset (2:42:41) i Geoffrey Zietek (2:45:36). Dla pierwszego z nich był to debiut na tym dystansie. „To było odkrywanie maratonu, nie wiedziałem, co wydarzy się po 30. kilometrze. Zobaczyłem, że lider jest daleko, więc wolałem kontrolować tempo. Nie jestem szczególnie zmęczony, jestem bardzo zadowolony!”. Drugi wciąż nie dowierzał. „Celowałem w 2:47, więc podium jest dla mnie niespodzianką. Na dwa kilometry przed metą wyprzedziłem trzech zawodników, choć przez niemal cały bieg byłem piąty!

Triumfalny powrót Abbygaelle Zinberg

W rywalizacji kobiet zwyciężyła Abbygaelle Zinberg z czasem 3:12:00. Na mecie biegaczka nie kryła emocji. Zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej zerwała więzadła krzyżowe. „To dla mnie bardzo ważne, bo zupełnie się tego nie spodziewałam. Ustawiłam się w strefie na 3:30, a od początku czułam się dobrze! Pobiegłam za pacemakerem na 3:15, a po pierwszym półmaratonie ruszyłam do przodu. Byłyśmy we dwie, a na 10. kilometrze odłączyłam się od rywalki”.

Za nią Émilie Pereira wywalczyła znakomite podium w swoim „prawdziwym pierwszym maratonie”. „Nie przyjechałam tu po podium. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po czasie. Sam wynik poniżej 3:45 byłby dobry, 3:30 jeszcze lepszy… więc 3:18 jest idealne!”. Zaczęła ostrożnie, ale z każdym kilometrem przesuwała się do przodu. „Zaczęłam wyprzedzać i wskoczyłam na trzecie miejsce niespełna 10 km przed metą”. Co dalej? Biegi run & bike i zimowe starty trailowe, żeby utrzymać rytm.

Podium uzupełniła Lyonnaise Valentine Bonnin (3:21:39). W swoim trzecim maratonie zajęła miejsce, o którym nawet nie marzyła. „Chciałam złamać 3:30, pobiegłam 3:21, więc jestem bardzo szczęśliwa”. Ten samotny start, zgodny z jej własnym podejściem do biegania, zakończy miesiącem odpoczynku. Później wróci do półmaratonów i maratonów, a kolejny cel ma już wyznaczony na kwiecień.

Belg Grégoire Doison zostawił rywali w tyle w półmaratonie

Od pierwszych metrów na czele biegli Abraham Kimutai i Grégoire Doison. Belg przypieczętował zwycięstwo, gdy jego bezpośredni rywal z Kenii pomylił trasę. W swoim pierwszym półmaratonie zawodnik z Douai zwyciężył w czasie 1:06:46. To znakomita nagroda dla klubu US Valenciennes Athlétisme, do którego dołączył w tym roku. „W tym roku wchodzę na dłuższe dystanse. To dla mnie nowość! Dołączyłem do Valenciennes, żeby biegać przełaje we Francji i trochę odmienić trening.”.

Niemal trzy minuty później na drugim stopniu podium stanął Lilian Eudier (1:09:43), powtarzając ubiegłoroczny wynik z półmaratonu Grande Course du Grand Paris. „Przyjechałem po podium, przygotowując się jednocześnie do maratonu w Walencji. Jestem zadowolony z formy, kilometrażu i samego biegu!”. Reprezentant Sam Paris 12, Thierry Rommel, również wystartuje w maratonie w Walencji. Choć żałował, że nie złamał 1:10, mógł cieszyć się z trzeciego miejsca w czasie 1:10:42.

Cécile Vatan znakomicie wykonała swoje zadanie

Wśród kobiet zwyciężyła Céline Vatan z klubu Villefranche-sur-Saône, przez całą trasę dopingowana przez męża i dwie córki. To było niespodziewane zwycięstwo, bo przyjechała przede wszystkim po dobry numer startowy przed maratonem w Walencji. „Przez cały czas biegłam z przodu, ale zmieniałam się na prowadzeniu z mężczyznami, którzy do mnie dołączali. Celowałam przede wszystkim w czas 1:23. Pobiegłam 1:22, więc cel został osiągnięty!”. Z poprzednim rekordem życiowym wymazanym z tabel, jest już gotowa na Walencję z nowym wynikiem referencyjnym 1:22:08.

Na medal zasłużyła również Marlène Hamon, która w swoim pierwszym starcie na tym dystansie pobiegła 1:23:53. Rok temu przebywała na urlopie macierzyńskim po urodzeniu bliźniąt. „Chciałam ponownie sprawdzić się na szosie, bo w czasie ciąży musiałam przerwać bieganie. Meta jest niesamowita, a warunki były idealne. Przygotowywałam się od około ośmiu miesięcy. To mój rekord, poprzedni wynosił 1:31. Tym razem byłam lepiej przygotowana, a dzieci, atmosfera i najlepszy przyjaciel u boku dodatkowo mnie napędzały!”.

Zaledwie 19-letnia triathlonistka Lila Bardi z klubu Corbeil-Essonnes zajęła świetne trzecie miejsce w czasie 1:24:37. Był to element przygotowań do mistrzostw świata Ironman, które odbędą się za dwa tygodnie. „Nie sądziłam, że stanę na podium, ale noga dobrze podawała. To był dopiero mój drugi półmaraton. Wciąż jestem młoda, mam zaledwie 19 lat. Potraktowałam ten bieg jako sprawdzian formy przed kolejnymi startami.

© Romane Jacquin

Miłosna historia królewskiej pary na 10 km

Międzynarodowy bieg na 10 km dostarczył widzom na trybunach znakomitych emocji. O podium walczono do końca, a całą trójkę dzieliło mniej niż 17 sekund. Zwyciężył Flavien Szot z Entente Savoie Athlé w czasie 30:18. Sześć minut później dołączyła do niego partnerka, Bérénice Cleyet-Merle, która również wygrała swój bieg. Dla specjalistki od średnich dystansów, trzeciej zawodniczki mistrzostw Francji Elite 2025 na 1500 m i reprezentantki A. Villeneuve-la-Garenne, był to dopiero drugi start na 10 km. Zwyciężyła w 36:18. Na mecie odnalazła uśmiechniętego partnera. „Wygrałeś?”. Odpowiedź dla obojga była oczywista. „Świetnie się bawiłam! Potraktowałam ten bieg trochę jak trening, ale odkryłam, że bardzo go lubię. Chłopaki wokół mnie dodawali mi otuchy. Przyjechaliśmy z Flavienem i Renaudem, Clerc, siódmym zawodnikiem igrzysk paralimpijskich na 1500 m. Zapisaliśmy się dwa dni wcześniej i dobrze zrobiliśmy! Trener zaplanował nam 7 km w tempie startowym, ale pobiegłam spokojnie, bo chciałam wygrać.

Flavien Szot również przyjechał z myślą o zwykłym treningu, planując tempo 3:00/km. Szybko zmienił jednak założenia. „Ruszyłem z dwoma Kenijczykami, pierwszy kilometr pokonaliśmy w 2:35… Zrozumiałem, że trzeba walczyć o zwycięstwo! Do siódmego kilometra biegłem za nimi, a potem wyszedłem na prowadzenie. Stopniowo powiększałem przewagę. Na końcu miałem około sto metrów zapasu.” Przełajowiec odnalazł znajome odczucia. „Trasa była bardzo przełajowa: trochę podbiegów, odcinki po ziemi… Było świetnie.

Podium maratończyków na 10 km

Dwaj Kenijczycy, Abraham Kimutai i Kevin Kibiwot, uzupełnili podium z czasami 30:31 i 30:35. Od niedawna trenują w Niemczech, ale wkrótce planują wrócić do Kenii, by przygotować się do dalszej części sezonu, w której mają w planach między innymi kilka maratonów.

Wśród kobiet drugie miejsce zajęła Chloé Conan, biegaczka będąca w świetnej dyspozycji, zadowolona z wyniku: „Przyjechałam pobić rekord i kiedy usłyszałam, że jestem druga, pomyślałam: ale super! Wcześniej miałam 37:44, a teraz 37:22. A zawodniczka przede mną to nie byle kto. Przygotowuję się do maratonu w Walencji z celem złamania trzech godzin”. Walka była zacięta. „Rywalizowałam z dwiema innymi dziewczynami, na piątym kilometrze zajmowałyśmy miejsca od trzeciego do piątego. Czułam się dobrze, więc przyspieszyłam. Miałam wokół siebie dobrą grupę chłopaków, która pomogła mi osłonić się przed wiatrem. Podium to czysty bonus”. Trzecia Chloé, Christiaen, finiszowała w 37:49.

Specjaliści od 800 m błyszczą na 5 km

Bieg na 5 km również porwał publiczność, która o 13:00 wciąż licznie zapełniała trybuny. Były zawodnik na 800 m, Pierrick Loir, rozstrzygnął rywalizację kilka metrów przed metą i dzięki świetnemu finiszowi zwyciężył w 15:52. Rok temu był trzeci, a teraz z powodzeniem wrócił na trasę i sięgnął po najwyższy stopień podium. „Pobiegłem trochę wolniej, ale dziś chciałem wygrać. Trasa nie sprzyja biciu rekordów, więc chciałem czerpać przyjemność z biegu. Między zwycięstwem w 15:50 a trzecim miejscem w 15:35 wybrałem przyjemność. Tym razem biegłem w grupie, podczas gdy rok temu byłem zupełnie sam”. Wkrótce wystartuje w biegu na 10 km w Bordeaux, po raz pierwszy na tym dystansie.

Za nim finiszował Brice Panchot, zwykle obecny na imprezach biegowych jako attaché prasowy agencji Com’Over. Udowodnił, że dobrze czuje się nie tylko za kulisami. Wywalczył znakomite trzecie miejsce w 15:57 po emocjonującym sprincie na arenie Stade de France. Stawka szybko się rozciągnęła: czterech zawodników odłączyło się już na pierwszym kilometrze, a później czołowa dwójka zyskała około 15 metrów przewagi nad pościgiem. „Przez cały bieg mieliśmy ich w zasięgu wzroku” – opowiada Brice. „Po wbiegnięciu na stadion spróbowałem jeszcze przyspieszyć, żeby ich dogonić, ale było już trochę za późno. Skończyłem tuż za kolegą z klubu, więc jestem bardzo zadowolony!” Jego partner od treningów VMA, Alexandre Cheny, który z czasem 15:53 zajął drugie miejsce, potwierdził: „Koledzy na bieżni i w życiu! Prowadziłem przez cały czas, na końcu mnie wyprzedził, ale taka jest rywalizacja. Cieszę się, że dzielę z nim podium.” 

Wśród kobiet Bośniaczka Emina Alagic (18:11) odniosła prestiżowe zwycięstwo podczas swojego paryskiego debiutu. Studentka dziennikarstwa sportowego przebywa we Francji na semestrze i z radością opowiadała o swoim pierwszym starcie w stolicy. „W ogóle nie spodziewałam się zwycięstwa. Bieg w tak legendarnym stadionie jest niesamowity!”. Druga była reprezentantka Entente PUC-Stade Français, Célia Louiserre, która wykorzystała doświadczenie z 800 m i finiszowała w 19:09. Tuż za nią uplasowała się Marie Merien z VMA, również specjalizująca się w tej konkurencji, z czasem 19:13.

Na pierwszym kilometrze trochę utknęłam” – wyjaśnia Célia. „Później stopniowo przesuwałam się do przodu. Na czwartym kilometrze byłam czwarta i wyprzedziłam dwie zawodniczki. To mnie zaskoczyło, bo był to pierwszy start sezonu i zupełnie nie liczyłam na taki wynik”. Dla Marie Merien był to również pierwszy indywidualny start. Brąz zdobyła po ambitnym finiszu. „Chciałam przebiec całą pętlę po Stade de France, ale i tak było magicznie! Dałam z siebie wszystko, lecz kiedy zobaczyłam jej sprint, nie byłam już w stanie jej dogonić”. Specjalizująca się w 10 km i półmaratonie Marie wykorzystała ten bieg na 5 km, by odzyskać nieco szybkości przed wyczekiwanym sezonem przełajowym. Célia podziela jej entuzjazm.

Po raz kolejny Stade de France stał się królestwem wyjątkowych sportowców i sceną znaczących wyników. Belgowie, Kenijczycy, Bośniacy i zawodnicy z Lyonu nie przyjechali tu na darmo. Laureaci poranka wracają do domów opromienieni sukcesem.

✔ Zobacz wszystkie wyniki Voies Royales de Saint-Denis 2025