Maraton Bostoński, bieg o wyjątkowym dziedzictwie
© Marathon de Boston

Maraton Bostoński, bieg o wyjątkowym dziedzictwie

EB
Autor: Emma Bert

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

W Bostonie maraton to nie tylko bieg. To doświadczenie, które się przeżywa, przekazuje dalej i otacza szacunkiem. W każdy trzeci poniedziałek kwietnia, na Boylston Street, kończy się nie tylko 42,195 km, lecz także kolejny rozdział ponad stuletniej tradycji kształtowanej przez historię, niesioną przez elektryzujący tłum i karmioną wyjątkową lokalną dumą. W ostatniej edycji blisko 30 000 biegaczy przemierzyło ulice Massachusetts, uosabiając różnorodność i pasję, które czynią z tego wydarzenia prawdziwy pomnik sportu. W tym wyjątkowym wywiadzie Jack Fleming, prezes i dyrektor generalny Boston Athletic Association (B.A.A.), oraz Mary Kate Shea, dyrektorka ds. zawodowych sportowców, zabierają nas za kulisy światowej ikony biegania przed jej 130. edycją. Opowiadają o wyjątkowym charakterze trasy, wyzwaniach logistycznych, kluczowej roli wolontariuszy i starannej selekcji elity. Z pasją i pokorą pokazują, co sprawia, że Maraton Bostoński jest jedynym w swoim rodzaju biegiem.

Zaledwie kilka dni po edycji 2025, gdy ostatnie banery zostały już schowane, a Boylston Street odzyskała spokój, mieliśmy rzadką okazję zajrzeć za kulisy Boston Athletic Association. W historycznej siedzibie, pełnej zdjęć, trofeów i pamiątek, Jack Fleming i Mary Kate Shea spotkali się z nami na kameralną rozmowę. To była okazja, by poznać ich na własnym terenie, tam, gdzie każda decyzja dotycząca przyszłości biegu podejmowana jest z głębokim szacunkiem dla jego dziedzictwa.


Za kulisami najstarszego maratonu świata. Rozmowa z Jackiem Flemingiem, twórcą jego światowej renomy i międzynarodowego prestiżu, oraz Mary Kate Shea, strażniczką bostońskiej duszy.


| Maraton Bostoński to prawdziwa sportowa legenda, po raz pierwszy zorganizowana w 1897 roku. Co te 129 lat historii oznacza dla Państwa osobiście? Jak pielęgnować to dziedzictwo, jednocześnie mierząc się ze współczesnymi wyzwaniami?

Mary Kate Shea : W przyszłym roku będziemy świętować 130. rocznicę Maratonu Bostońskiego. Na co dzień kierują nami trzy filary: historia, dziedzictwo i społeczność. To one dają nam impuls, by prowadzić bieg ku przyszłości. To wydarzenie o wyjątkowym charakterze, ukształtowane przez swoją przeszłość, i właśnie to odróżnia je od wszystkich innych maratonów na świecie.

Jack Fleming : Mamy zaszczyt organizować najstarszy maraton świata, a to oznacza ogromną odpowiedzialność. Poza sportem chodzi tu o uczciwość, etykę i jakość doświadczenia, które oferujemy. Naszą rolą jest oddać hołd przeszłości, odpowiedzialnie kształtować dzisiejszy bieg i przygotowywać jego przyszłość. Uważamy się za strażników tej tradycji. Każda edycja jest wyjątkowa, podobnie jak samo Boston.
Nigdy nie dążyliśmy do tego, by pod względem liczby uczestników zostać największym maratonem świata. Zawsze zadajemy sobie to samo pytanie: czy poprawiamy doświadczenie biegaczy, ośmiu miast i miejscowości na trasie, wolontariuszy, kibiców, sponsorów i wszystkich zaangażowanych osób? Chcemy tworzyć wydarzenie światowej klasy, które gromadzi biegaczy z całego świata.

Od 2006 roku Maraton Bostoński należy do Abbott World Marathon Majors, obok Tokio, Londynu, Berlina, Chicago i Nowego Jorku. Ta prestiżowa seria wzmocniła współpracę między organizatorami i pobudziła innowacje, dzięki którym biegacze otrzymują coraz bardziej pamiętne doświadczenia.

| Maraton Bostoński to znacznie więcej niż zwykły bieg. To tradycja głęboko zakorzeniona w sercach mieszkańców Massachusetts. Jak zapewniacie wszystkim uczestnikom, od elity po biegaczy startujących dla celów charytatywnych, niezapomniane doświadczenie? Jakie nowości wprowadziliście ostatnio?

Jack Fleming : W weekend maratoński zorganizowaliśmy trzydniowy festiwal na City Hall Plaza. To miejsce spotkań biegaczy, ich rodzin i wszystkich mieszkańców miasta. Dla niektórych jest to pierwszy kontakt z maratonem, a wiemy, jak ważne jest pierwsze wrażenie.
Robimy wszystko, by każdy biegacz przeżył możliwie najlepsze doświadczenie. Nie tylko zwycięzcy, lecz także ci, którzy docierają do mety na końcu stawki. Każdy zasługuje na tę samą dumę z ukończenia. W tym roku otrzymaliśmy mnóstwo pozytywnych opinii, między innymi dzięki zaangażowaniu wolontariuszy i uwadze poświęcanej każdemu uczestnikowi.

Mary Kate Shea : Przy wydarzeniu gromadzącym 30 000 biegaczy pracuje ponad 10 000 wolontariuszy. Wielu z nich wraca od dziesięcioleci, kierując się niezwykłą lojalnością. Energię Bostonu czuć od chwili przyjazdu, szczególnie na Boylston Street, gdzie znajduje się zarówno meta, jak i expo, w którym odbiera się numery startowe. Animacje, wystawcy i spotkania sprawiają, że od razu stajesz się częścią rodziny Maratonu Bostońskiego.
Boston to niewielkie miasto i przez jeden weekend miasto jest maratonem, a maraton jest miastem. To silne uczucie, tym bardziej że bieg zawsze odbywa się w Patriot’s Day, historyczne i symboliczne święto Massachusetts.

Każdy Major ma własną osobowość: Berlin przyciąga łowców rekordów, Londyn podkreśla różnorodność, Tokio imponuje precyzją. A Boston? Boston pozostaje osobny: zakorzeniony w tradycji, z trasą prowadzącą w jedną stronę i wyjątkową atmosferą.

| Maraton ożywia Boston i miejscowości na trasie w każde Patriot’s Day. Jaki jest jego wpływ gospodarczy i społeczny? Jak współpracujecie z miastami, mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami, by maksymalizować te pozytywne efekty?

Jack Fleming : W 2024 roku wpływ ekonomiczny Maratonu Bostońskiego na całe Massachusetts wyniósł 509 milionów dolarów, czyli ponad pół miliarda. W 2025 roku spodziewamy się podobnej, a nawet nieco wyższej kwoty. Termin jest idealny: po surowej zimie mieszkańcy z niecierpliwością czekają na nadejście wiosny. A ponieważ bieg odbywa się w dzień świąteczny, Patriot’s Day, entuzjazm jest jeszcze większy.
Każde miasto i każda miejscowość na trasie mają własną tożsamość, dzięki czemu maraton jest fascynujący od startu aż po metę. Bieg odzwierciedla ducha całego regionu: autentycznego, zrównoważonego gospodarczo i przede wszystkim głęboko zakorzenionego w lokalnej społeczności.

Mary Kate Shea : Dochodzi do tego imponujący wymiar charytatywny. W 2025 roku około 2 000 biegaczy startujących dla organizacji dobroczynnych zebrało ponad 50 milionów dolarów na rzecz lokalnych stowarzyszeń, czyli średnio ponad 14 000 dolarów na osobę. W tej edycji wystartowało też ponad 32 000 biegaczy ze 129 krajów. To pokazuje międzynarodowy zasięg Bostonu.

Maraton Bostoński wykracza daleko poza sport. Jest gospodarczym i społecznym napędem całego regionu. Hotele, restauracje, sklepy, lokalne organizacje i mieszkańcy angażują się w jego organizację i bezpośrednio czerpią z tego korzyści.

 W 2024 roku wpływ ekonomiczny Maratonu Bostońskiego na całe Massachusetts wyniósł 509 milionów dolarów, czyli ponad pół miliarda. W 2025 roku spodziewamy się podobnej, a nawet nieco wyższej kwoty. 

Jack Fleming, prezes i dyrektor generalny BAA

Za obrazami tłumu na Boylston Street i emocjami na mecie kryją się lata przygotowań i inwestycji. Boston Athletic Association opiera się na precyzyjnej organizacji, wiernych wolontariuszach i stałym zespole, by koordynować wydarzenie o światowej skali.

| Organizacja najstarszego maratonu świata w mieście tak mocno związanym ze swoim biegiem musi być nieustannym wyzwaniem. Jakie kwestie są najbardziej złożone? Jak duży jest wasz zespół w ciągu roku i w tygodniu maratońskim?

Jack Fleming : Boston Athletic Association działa dzięki około 40 osobom, wspieranym przez 11 członków zarządu i około 325 liderów-wolontariuszy, którzy sami nadzorują blisko 9 500 wolontariuszy. Współpracujemy również z komitetem organizacyjnym, w skład którego wchodzi około 110 konsultantów pracujących w niepełnym wymiarze, a także z sędziami i oficjelami.

Największym wyzwaniem jest popyt. Od czasu pandemii bieganie przeżywa ogromny boom. Około 79% biegaczy kwalifikuje się wynikiem, a pozostałe 21% to głównie uczestnicy startujący dla celów charytatywnych. Nie chcemy zmieniać charakteru maratonu. Od 129 lat pozostaje taki sam. Wielu biegaczy chce wystartować w Bostonie, a zarządzanie tym popytem przy jednoczesnym zachowaniu naszej tożsamości jest prawdziwym wyzwaniem. Niełatwo odpowiedzieć na wszystkie potrzeby, dlatego stale szukamy możliwych usprawnień.

W przeciwieństwie do innych wielkich maratonów trasa w Bostonie nie jest homologowana do bicia rekordów świata i nie korzysta z pacemakerów. To świadome decyzje, odzwierciedlające filozofię biegu: tutaj liczą się autentyczność i rywalizacja, a nie sam czas na mecie.

| Maraton Bostoński nie może być uznawany za trasę do bicia rekordów świata. Czy to problem? Czy bylibyście gotowi zmienić trasę? I dlaczego nie korzystacie z pacemakerów?

Mary Kate Shea : W Bostonie padły rekordy świata zarówno w rywalizacji osób pełnosprawnych, jak i na wózkach, ale gdy powstała World Athletics, organizacja wywodząca się ze świata lekkoatletyki stadionowej, wprowadziła również dla biegów ulicznych określone parametry. Trasa w Bostonie nie spełnia tych szczegółowych kryteriów ze względu na podbiegi, spadki i wiatr. Mimo to sportowcy uznają start w Bostonie za ważny punkt kariery, a to nie przeszkadza im doceniać osiągnięć wywalczonych właśnie tutaj. Bieg został zaprojektowany na wzór igrzysk olimpijskich, jako rywalizacja mistrzowska. Nie ma tu pacemakerów. Biegniesz dla siebie, musisz opracować własną strategię i walczyć o miejsce w klasyfikacji. To kwintesencja sportu. Wielu biegaczy z różnych krajów przyjeżdża tu właśnie po to, by zmierzyć się z tym wyzwaniem.

Jack Fleming : Szanujemy określenie „rekord świata”, ale wolimy mówić o „najlepszym wyniku na świecie”. W ubiegłym roku Marcel Hug nie tylko pobił rekord trasy na wózku, lecz także uzyskał najlepszy wynik na świecie. Trasa w Bostonie nie daje żadnej przewagi. Podbiegi w Newton między 25. a 34. kilometrem czynią z niej wymagającą próbę. Co roku startują tu najlepsi biegacze świata i nikt nie powie, że ten bieg zapewnia jakąkolwiek przewagę. W Bostonie przyjeżdża się po prawdziwe wyzwanie i rywalizację. Walka o miejsce w klasyfikacji stanowi prawdziwą istotę sportu.

 Najlepsi sportowcy świata uznają start w Bostonie za ważny element swojej kariery. Bieg został zaprojektowany na wzór igrzysk olimpijskich, jako rywalizacja mistrzowska. Nie ma tu pacemakerów. Biegniesz dla siebie, musisz opracować własną strategię i walczyć o miejsce w klasyfikacji. To kwintesencja sportu.

Mary Kate Shea, dyrektorka ds. zawodowych sportowców

| Wielu europejskich biegaczy marzy o starcie w Bostonie, ale kryteria kwalifikacyjne są wyśrubowane. Czy w przyszłości zamierzacie je złagodzić?

Jack Fleming : To jedno z najbardziej wrażliwych pytań. Wiemy, że zapotrzebowanie jest ogromne, szczególnie w Europie. Chcemy być możliwie otwarci, ale standardy kwalifikacyjne są częścią DNA Bostonu. Wielu sportowców przez lata próbuje je osiągnąć i ważne jest, by doceniać ten wysiłek. Regularnie rewidujemy standardy, jednocześnie poszerzając kategorie dla sportowców z niepełnosprawnościami. Chodzi o znalezienie właściwej równowagi.

| Boston słynie również z działań na rzecz różnorodności i dostępności. Jakie konkretne inicjatywy podejmujecie w tym zakresie?

Mary Kate Shea : Boston od zawsze był pionierem w tej dziedzinie. 50 lat temu jako pierwszy maraton wprowadziliśmy wyścig na wózkach. Dziś oferujemy siedem kategorii dla sportowców z niepełnosprawnościami, wszystkie z nagrodami pieniężnymi. To rozwiązanie wyjątkowe na skalę światową. Chcemy zachęcać wszystkich organizatorów biegów, by poszli w nasze ślady. Dlatego dzielimy się naszymi inicjatywami z organizatorami innych zawodów. Ukończenie maratonu jest niezwykłym osiągnięciem, a samo dokonanie tego wyczynu zasługuje na uznanie. Ważne jest dla nas docenianie osiągnięć wszystkich sportowców, w tym parasportowców. Nieustannie poprawiamy dostępność, szkolimy wolontariuszy i dostosowujemy logistykę.

Udział mężczyzn wciąż jest większy niż kobiet, ale nasze standardy kwalifikacyjne są dostosowane do wszystkich grup wiekowych i wszystkich płci. Wprowadziliśmy również kategorię niebinarną. Nasza ambicja jest jasna: coraz szerzej otwierać drzwi wszystkim społecznościom.

Jack Fleming : Jesteśmy wydarzeniem jednocześnie lokalnym, krajowym i międzynarodowym. A inkluzywność zaczyna się lokalnie. Dlatego rozwijamy programy, które pomagają mieszkańcom Bostonu rozpocząć aktywność fizyczną, a następnie stopniowo przygotować się do maratonu. W naszym zarządzie zasiadają również mistrzowie, tacy jak Cheri Blauwet, medalistka paraolimpijska i dwukrotna zwyciężczyni bostońskiego wyścigu na wózku. Jej doświadczenie jest dla nas niezwykle cenne. Stworzyliśmy profesjonalny dział parasportu z nagrodami pieniężnymi i pełnym wsparciem logistycznym. Nie chodzi nam wyłącznie o światło reflektorów na podium, lecz o zbudowanie solidnego systemu za kulisami, który wesprze wszystkich uczestników.

| Kwestia środowiska jest dziś nieodłącznym elementem organizacji wydarzeń tej skali.
Jaka jest wasza polityka zrównoważonego rozwoju? Jakie działania podejmujecie, by ograniczyć wpływ maratonu na środowisko?

Jack Fleming : Współpracujemy z World Athletics i naszym partnerem, Schneider Electric, aby zmniejszyć nasz ślad ekologiczny. Pierwszym krokiem było znalezienie prawdziwego partnera, który potrafiłby współpracować z nami na obecnym etapie i poprawiać każdy aspekt związany ze zrównoważonym rozwojem: ślad węglowy, dostępność, zarządzanie i wszystkie pozostałe obszary. To priorytet dla uczestników, miasta Boston i dla nas samych.

Mary Kate Shea : To potrwa lata, ale jesteśmy na dobrej drodze. World Athletics określiła około 50 kryteriów, a my posuwamy się naprzód krok po kroku.

| Dwa bardziej osobiste pytania. Odkąd stoją Państwo na czele Maratonu Bostońskiego, jakie wspomnienie jest dla Państwa najważniejsze? Jaki symboliczny moment szczególnie Państwa poruszył? I czy mają Państwo mało znaną lub inspirującą anegdotę zza kulis wydarzenia, którą chcieliby się podzielić?

Jack Fleming : Po 35 latach spędzonych w Boston Athletic Association najbardziej zapadają mi w pamięć spotkania. Ale dwie wygrane pozostają szczególnie ważne: zwycięstwo Meba Keflezighiego w 2014 roku oraz Desiree Linden w 2018. Dwoje Amerykanów, którzy naprawdę chcieli wygrać Boston w swojej karierze. Po porażkach wracali tu wielokrotnie, aż w końcu triumfowali. Ich wytrwałość doskonale uosabia ducha Bostonu.
Niezapomniane było również przyjęcie Eliuda Kipchoge. Zajął szóste miejsce, co samo w sobie było znakomitym wynikiem, ale przede wszystkim publicznie przyznał, jak trudna jest ta trasa. Usłyszeć to od legendy tylko wzmacnia prestiż Bostonu.

Mary Kate Shea : Uwielbiam każdy bieg, każda edycja jest inna. Pamiętam Mosesa Mosopa, który przegrał zaledwie o kilka sekund z Geoffreyem Mutaiem. Nie można też zapomnieć o zwycięstwie Japończyka Yukiego Kawauchiego, który nigdy nie trafił do reprezentacji olimpijskiej, ale trzykrotnie wystąpił w mistrzostwach świata dla Japonii. W 2018 roku, biegnąc w ulewnym deszczu, sięgnął głęboko do swoich emocji, by zwyciężyć. Zachwyciła mnie także Desiree Linden, podobnie jak wszyscy niezwykli mistrzowie, którzy tu przybywali: Hellen Obiri, Evans Chebet, Catherine Ndereba. Na Boylston Street wydarzyło się tak wiele ikonicznych momentów, że nie potrafię wskazać jednego. To właśnie czyni Boston tak wyjątkowym. Niezależnie od życiówki, kiedy przyjeżdżasz do Bostonu, liczy się to, jak dostosujesz się do wszystkich zmian zachodzących podczas biegu, jak wytrzymasz i zaciśniesz zęby. Tym właśnie jest mistrzostwo w Bostonie.

Boston Athletic Association© Linia mety jest wymalowana na jezdni i odnawiana przez cały rok, jako nieustanny hołd dla tysięcy biegaczy, którzy przekraczają ją w każdej edycji.© Marathons

| Czy mają Państwo już wyobrażenie, jak będzie wyglądać kolejna edycja?

Jack Fleming : Kolejna edycja będzie historyczna. To 130. rocznica maratonu, która zbiega się z 250. rocznicą powstania Stanów Zjednoczonych. Obchody rozpoczęły się już w Patriot’s Day 2025 i potrwają do edycji 2026. W 2030 roku Boston będzie świętował 400-lecie istnienia. Już teraz współpracujemy z burmistrzami miast na trasie, by wyobrazić sobie, jak uczcić te okazje.

| Poza biegami, które organizujecie, który z nich jest wam szczególnie bliski?

Jack Fleming : Uwielbiam dystans 10 km. Poza zawodami, które organizujemy, myślę też o Bank of America Chicago Half Marathon. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak trasa przebiega przez różne dzielnice i pokazuje miasto z wielu stron. Prowadzi przez miejsca, które zwykle nie przychodzą nam do głowy, a pozwalają naprawdę poczuć energię Chicago.

Mary Kate Shea : Miałam powiedzieć o Nipmuck Trail Marathon. Jako biegaczka wskazałabym jednak Vermont 50 miles albo 100 miles jako jedne z moich ulubionych zawodów. Maraton Bostoński pozostaje jednak wyjątkowy. Kiedy jesteś tutaj, w Bostonie, pośród ogromnej liczby biegaczy, niezależnie od tego, ile czasu zajmie ci maraton, czujesz niezwykłą wspólnotę. Boston to mój ulubiony maraton. Dla wielu osób startujących tutaj najważniejsze jest po prostu przekroczenie mety. Chcesz dać z siebie wszystko właśnie tego dnia, w Bostonie. To uwielbiam, zwłaszcza w kontraście z ultramaratonami, gdzie poczucie wspólnoty jest jeszcze silniejsze i wszyscy biegniemy razem, niezależnie od wyniku.


Od wielu lat Mary Kate Shea i Jack Fleming strzegą Maratonu Bostońskiego jak skarbu: z pasją, rygorem i pokorą. Za każdym numerem startowym, każdym uśmiechem wolontariusza i każdym krokiem na podbiegach Newton kryje się ich wizja, która kształtuje magię tego biegu.
W Bostonie nie biegnie się wyłącznie po czas. Biegnie się po to, by stać się częścią czegoś większego od siebie. A gdy zbliża się 130. edycja, ta legendarna impreza nadal się zmienia, nie zdradzając własnej duszy.

➜ 130. edycja Maratonu Bostońskiego odbędzie się 20 kwietnia 2026 roku. Wszystkie informacje znajdziesz tutaj.

Więcej artykułów