Marine Corps Marathon to znacznie więcej niż bieg. Ludzkie doświadczenie w duchu Marines w Waszyngtonie
© Marine Corps Marathon

Marine Corps Marathon to znacznie więcej niż bieg. Ludzkie doświadczenie w duchu Marines w Waszyngtonie

SL
Autor: Sabine Loeb

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

W każdą ostatnią niedzielę października, od niemal 50 lat, Marine Corps Marathon gromadzi w Waszyngtonie ponad 30 000 biegaczy. To wyjątkowe połączenie etosu służby, tradycji i sportowych emocji. Organizowany przez Marines od 1976 roku maraton prowadzi obok Lincoln Memorial, Kapitolu i Pentagonu, oddając hołd wartościom Korpusu Piechoty Morskiej: honorowi, odwadze i zaangażowaniu. Przed 50. edycją zawodów Alex Hetherington, dyrektor imprezy i były pilot śmigłowca w Korpusie Marines, zaprosił nas za kulisy tego niezwykłego wydarzenia. Opowiedział o swojej więzi z trasą, własnej historii biegowej i o tym, jak maraton odpowiada na współczesne wyzwania: inkluzywność, wpływ na środowisko oraz przekazywanie wojskowego dziedzictwa. Marine Corps Marathon to nie tylko bieg. To żywy hołd dla tych, którzy służą, i święto więzi między cywilami a wojskiem.

Na kilka miesięcy przed edycją 2025, która będzie 50. odsłoną Marine Corps Marathon, zajrzeliśmy za kulisy organizacji tego wyjątkowego wydarzenia.


Za kulisami maratonu z wojskowym dziedzictwem: rozmowa z Alexem Hetheringtonem, byłym członkiem Korpusu Marines i obecnym dyrektorem organizacyjnym Marine Corps Marathon.


| Czy może nam Pan przedstawić ogólną organizację tego maratonu, opisać swoją rolę podczas zawodów i powiedzieć, od jak dawna jest Pan w nie zaangażowany?

Alex Hetherington: Organizacja Marine Corps Marathon jest bezpośrednio związana z Korpusem Marines Stanów Zjednoczonych. To struktura, której zadaniem jest przybliżanie społeczeństwu tradycji, wartości, kultury i etosu służby Marines. Korpus promuje także sprawność fizyczną, kompetencje organizacyjne oraz swoją misję edukacyjną. W ciągu roku organizujemy pięć weekendów zawodów, głównie w północnej Wirginii. Niedawno, 18 maja 2025 roku, przeprowadziliśmy nasz historyczny półmaraton we Fredericksburgu. To największe wydarzenie otwarte dla publiczności w tym mieście i jesteśmy z niego bardzo dumni.

Ten rok oznacza 50. edycję Marine Corps Marathon. Moją rolą jest organizacja tych wydarzeń i godne reprezentowanie Marines. Jestem byłym Marine, dziś na emeryturze. Poza rodziną całe moje życie kręci się wokół Marines: najpierw służyłem w Korpusie czynnie, a teraz wspieram go jako cywil.

Jestem również zapalonym biegaczem. Byłem z tego znany. Nie należałem do elity, ale bardzo się angażowałem. Biegałem w liceum i na studiach. Marine Corps Marathon zawsze był dla mnie inspiracją, a sam dystans maratoński bardzo lubię. Startowałem w reprezentacji Marines przeciwko drużynom innych rodzajów sił zbrojnych. Wyjątkową tradycją tego maratonu jest Challenge Cup, rozgrywany od 1978 roku. To rywalizacja między amerykańskimi Marines, Royal Navy i brytyjskimi Royal Marines. Tak właśnie trafiłem na obecne stanowisko.

Marine Corps Marathon to wyjątkowy bieg. Niezwykła trasa, duch Korpusu Marines, dostępność, inkluzywność i dbałość o doświadczenie zawodników wyróżniają go na międzynarodowej scenie.

| Co sprawia, że Marine Corps Marathon jest tak wyjątkowy na skalę światową?

Alex Hetherington : Marine Corps Marathon wyróżniają trzy podstawowe elementy. Po pierwsze, to duży, profesjonalnie zorganizowany bieg, rozgrywany w niezwykłej scenerii i napędzany duchem Korpusu Marines. Nasza misja jest prosta: zapewnić każdemu zawodnikowi, niezależnie od poziomu, możliwie najlepsze doświadczenie. Nieważne, czy walczycie o wynik, czy po prostu chcecie zmieścić się w limicie. Chcemy dać wam warunki do realizacji celu. Zależy nam także na docenianiu osiągnięć wszystkich uczestników, zwłaszcza sportowców z niepełnosprawnościami, którzy zajmują w naszych zawodach ważne miejsce. Poza tym jest to jedno z największych wydarzeń wytrzymałościowych na świecie… bez nagród pieniężnych. Stąd określenie „maraton ludu”: całą energię kierujemy w jakość doświadczenia uczestników. Szanujemy wasze cele, chcemy oglądać waszą walkę i dać wam uznanie, na które zasługujecie. Charakterystyczny medal Marine Corps Marathon wręcza na mecie czynny Marine.

Marine Corps Marathon nazywany jest „maratonem ludu”, ponieważ zwycięzcy nie otrzymują nagród pieniężnych. Zwycięstwo oznacza przede wszystkim zaszczyt wygrania prestiżowych zawodów i wejścia na najwyższy stopień podium, gdzie medale wręcza były Marine.

| Czy może Pan szerzej wyjaśnić filozofię stojącą za określeniem „maraton ludu”?

Alex Hetherington: To bardzo mocno odzwierciedla kulturę i wartości Korpusu Marines. Aby zostać Marine, trzeba spełnić wysokie wymagania psychiczne, moralne i fizyczne. Maraton jest trudnym wyzwaniem, ambitnym celem, który wymaga rygoru i dyscypliny w treningu. Wśród Marines nie ma hierarchii wartościowania ludzi: każdy jest doceniany w ten sam sposób. Nagrody wręcza się publicznie, w uroczystej i pełnej szacunku atmosferze, ale nigdy nie są one finansowe. Mają charakter symboliczny i honorowy.

Wygranie Marine Corps Marathon to osiągnięcie, które zostaje z człowiekiem na całe życie, nawet bez nagrody pieniężnej. To nie są zawody stworzone po to, by przyciągać elitę wysokimi premiami, ale ważna scena dla mocnych biegaczy, którzy chcą zaznaczyć swoją obecność. Niektórzy dawni zwycięzcy, przyzwyczajeni do płatnych podium, mówili mi, że właśnie triumf w Marine Corps Marathon zapamiętali najbardziej. Dla mnie to największy możliwy komplement.

Historia Marine Corps Marathon jest równie fascynująca, co mało znana szerokiej publiczności. Maraton powstał, by wzmacniać więzi między wojskiem a społeczeństwem, a szczególnie odbudować wizerunek Korpusu Marines. Od tamtej pory nadal gromadzi czynnych żołnierzy, weteranów i ich bliskich, często bezpośrednio związanych z wojskiem.

| Wróćmy do początków, do momentu powstania zawodów w 1975 roku. Dlaczego Marines zdecydowali się wtedy stworzyć takie wydarzenie?

Alex Hetherington : Pomysł wyszedł od pułkownika Jima Fowlera, odznaczonego weterana wojny w Wietnamie, który odniósł tam rany. Był oficerem rezerwy Marines i służył w Pentagonie. W 1975 roku przygotował dokument dla sekretarza marynarki i ówczesnego dowódcy, opowiadając się za utworzeniem Marine Corps Reserve Marathon. Uważał, że amerykańskie społeczeństwo traci zaufanie do sił zbrojnych i ministerstwa obrony z powodu wydarzeń związanych z wojną w Wietnamie. Chciał zorganizować święto służby, w którym mogliby uczestniczyć cywile, aby odbudować pozytywne nastawienie do Korpusu Marines i pomóc ludziom nawiązać z nim kontakt jako cywilom. To był dobry moment, bo w 1972 roku Frank Shorter wygrał maraton olimpijski w Monachium. Bieganie stało się bardzo popularne, a maratony zaczęły dynamicznie się rozwijać. Właśnie wtedy szybko rósł także maraton w Nowym Jorku.

Oczywiście Boston Marathon istniał już od dawna, ale w tamtym okresie jego popularność eksplodowała. Pomysł stworzenia maratonu Korpusu Marines był więc naprawdę nowatorski, wręcz rewolucyjny. Początkowo sama instytucja nie była do niego w pełni przekonana. Jednym z najgorętszych zwolenników został jednak sekretarz marynarki, ambasador Mittendorf, wielki pasjonat biegania. Projekt od razu przypadł mu do gustu i z entuzjazmem zabiegał o jego realizację. W efekcie zaledwie rok po napisaniu pierwszej notatki, w 1975 roku, odbyła się pierwsza edycja Marine Corps Marathon, w 1976. To dowód wizji, pomysłowości i determinacji, biorąc pod uwagę tempo, w jakim powstały zawody.

| Trasa prowadzi obok Pentagonu, National Mall, Lincoln Memorial, Jefferson Memorial i Kapitolu. Czy pozostaje niezmienna, czy w ostatnich latach się zmieniała? I jak organizuje się maraton w tak symbolicznych miejscach? To łatwe zadanie czy raczej złożony proces?

Alex Hetherington : Największym wyzwaniem jest to, że trasa przebiega jednocześnie w Arlington w Wirginii i w Waszyngtonie, a około 70–75 procent jej długości prowadzi przez tereny zarządzane przez National Park Service. Korzystamy również z terenów Pentagonu i Departamentu Obrony. Oznacza to koordynację z wieloma różnymi instytucjami, między innymi z policją Kapitolu, bo trasa biegnie w pobliżu siedziby Kongresu. Najtrudniejsza jest współpraca z licznymi służbami porządkowymi i ratunkowymi działającymi w różnych jurysdykcjach. Aby bieg mógł się odbyć, trzeba zaangażować naprawdę wielu partnerów.

Waszyngton, szczególnie w tej reprezentacyjnej części stolicy, nieustannie prowadzi też prace publiczne i projekty urbanistyczne. Dziś wpływają one na naszą trasę. Na przykład w West Potomac Park, tuż obok Lincoln Memorial, ogromna inwestycja wymusiła zmianę przebiegu w ubiegłym roku i prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez pięć lub sześć lat.

Pierwszy Marine Corps Marathon odbył się w całości w północnej Wirginii. Pod koniec lat 70. trasa została rozszerzona o Waszyngton. Przez ponad dekadę pozostawała stabilna. Ostatnia modyfikacja, wprowadzona w zeszłym roku, pozwoliła dodać dwa pomniki: Martin Luther King Jr. Memorial i Franklin Delano Roosevelt Memorial. Pojawiło się kilka dodatkowych zakrętów, co nie jest idealne, ale dzięki temu pokazujemy zawodnikom dwa ważne miejsca. Jak zawsze, trzeba znaleźć kompromis między zaletami i wadami. Jesteśmy bardzo przywiązani do naszej trasy i uważamy ją za jedną z najlepszych, jakie można sobie wyobrazić.

Rzadko się zdarza, by wydarzenie tej skali opierało się wyłącznie na chęci uczestników do startu i wsparciu kilku partnerów. Ten nietypowy model wynika z wyjątkowego statusu zawodów.

| Jako organizatorzy macie wyjątkową pozycję. Ten bieg różni się od innych przede wszystkim dzięki zawodnikom, ale zależycie także od rządu Stanów Zjednoczonych. Czy oznacza to inny sposób podejmowania decyzji, finansowania i organizacji? Jak to działa?

Alex Hetherington: Marine Corps Marathon jest działalnością rządową finansowaną ze środków niepochodzących z budżetu państwa (NAF – non-appropriated fund). Najprościej mówiąc, działamy podobnie do organizacji non-profit, ale formalnie jesteśmy częścią rządu Stanów Zjednoczonych. Nie otrzymujemy pieniędzy podatników, a naszej działalności nie finansują środki przyznane przez Kongres. Jesteśmy w pełni samofinansujący się. Wszystkie działania, pracownicy i wydarzenia są utrzymywane z przychodów generowanych przez opłaty startowe i partnerstwa. Dzięki temu możemy planować i organizować nasze biegi.
Nasz zespół składa się wyłącznie z pracowników opłacanych ze środków niebudżetowych. Oznacza to, że jesteśmy federalnymi pracownikami, których pensje i świadczenia odpowiadają rządowym tabelom wynagrodzeń, ale są finansowane wyłącznie z przychodów generowanych przez nasze wydarzenia.

Inne rodzaje sił zbrojnych organizują podobne wydarzenia na tych samych zasadach, prowadząc własne zawody finansowane ze środków niebudżetowych. Jesteśmy bardzo dumni ze współpracy z nimi przy tworzeniu serii Armed Forces Series Challenge, która w tym roku odbędzie się po raz drugi. Obejmuje Marine Corps Marathon, Army 10-Miler w Waszyngtonie i Arlington w październiku, Air Force Marathon we wrześniu w Ohio, Coast Guard Marathon w marcu w Karolinie Północnej oraz nowe zawody Space Force T-10-Miler, organizowane w grudniu na Cape Canaveral. Dzięki tej współpracy dzielimy się dobrymi praktykami i zapewniamy wspólne doświadczenie wszystkim biegaczom, wojskowym i cywilom.

Nawet przy tak szerokiej ofercie uważam, że Marine Corps Marathon nadal będzie przyciągał zawodników. Liczy się doświadczenie, które ma sens i do którego chce się wracać.

Alex Hetherington, dyrektor zawodów Marine Corps Marathon

| W 2025 roku bieganie przeżywa prawdziwy rozkwit. Pół wieku temu uruchamialiście ten bieg, a dziś bieganie stało się masowym zjawiskiem. Przy takiej liczbie maratonów w Stanach postrzegacie inne zawody jako konkurencję czy raczej współpracujecie z ich organizatorami?

Alex Hetherington: Obserwujemy prawdziwy boom na bieganie i to wspaniała wiadomość. Dzięki temu sportowcy mogą biegać przez całe życie, a właśnie tego chcemy. Bieganie jest dla mnie najlepszą profilaktyką zdrowotną: wpływa na kondycję fizyczną, samopoczucie psychiczne, nastrój i ogólną równowagę.

Nadal aktywnie biegam, mimo że się starzeję, i uwielbiam różnorodność zawodów. Mam swoje klasyki, ale lubię też sprawdzić jedną czy dwie nowości. To polecam każdemu.

Maraton jest dostępny i mam nadzieję, że któregoś dnia znajdzie się w waszych planach. Zdrowa konkurencja zmusza nas do zachowania autentyczności. Moją odpowiedzialnością jest zapewnić wam doświadczenie, z którego będziecie w pełni zadowoleni. To liczy się dla mnie najbardziej.

Mimo ogromnej oferty wierzę, że nasze zawody nadal będą przyciągać. Najważniejsze jest doświadczenie, które ma sens i zachęca do powrotu. Pokazujemy ludziom możliwości, które mają przed sobą, i wyjaśniamy, jak najlepiej z nich korzystać, aby mogli podejmować dobre decyzje, dysponując swoim czasem i pieniędzmi.

© Marine Corps Marathon

| Jak wyjaśnia Pan fakt, że tak wielu biegaczy w Stanach wybiera wasz maraton jako swój pierwszy? Co robicie, by odpowiednio przyjąć tę grupę?

Alex Hetherington: Duża część naszej reputacji opiera się na określeniu „maraton ludu” i na tym, że jesteśmy szczególnie otwarci na debiutantów. Każdego roku około jedna trzecia uczestników biegnie swój pierwszy maraton i jesteśmy z tego niezwykle dumni. Nie skupiamy się na elicie, dzięki czemu całą energię możemy poświęcić temu, by zawody były proste, zrozumiałe i dostępne. Zapewniamy wszystkie informacje i materiały potrzebne początkującym, aby czuli się pewnie i byli zmotywowani.

Naszym zadaniem jest sprawić, by doświadczenie było możliwie płynne i intuicyjne. W komunikacji zamieszczamy porady oraz materiały edukacyjne dla debiutujących maratończyków, tak aby na starcie byli dobrze przygotowani. Prawdziwy bieg zaczyna się przecież długo wcześniej, od przemyślanego, stopniowego planu treningowego, który pozwala spokojnie przygotować się do pokonania 42 kilometrów, czyli 26,2 mili.

| W ubiegłym roku wystartowało ponad 30 000 osób. Jaki odsetek stanowili Marines? Czy uważa Pan, że Marines lubią biegać bardziej niż większość ludzi? Mają wysokie wymagania, trenują codziennie, uprawiają wiele sportów i dysponują możliwościami, których wielu innym brakuje.

Alex Hetherington : Tak, udział Marines w Marine Corps Marathon ma długą tradycję. Po pierwsze, wielu z nich wspiera bieg w mundurach. Spotykamy ich przy punktach z wodą, gdzie rozdają napoje, dopingują zawodników na trasie i świętują ich wysiłek. To jedna z kluczowych cech amerykańskich Marines: przywództwo poprzez wsparcie i entuzjazm. Trening jest ciężki, ale wytrwać pomaga właśnie duch wzajemnej pomocy i motywowania się.

Około 35–40 procent uczestników stanowią czynni wojskowi, weterani lub członkowie ich rodzin. Dla wielu osób maraton jest rytuałem przejścia, ważnym punktem na osobistej liście wyzwań. To szczególny moment dla weteranów, ponieważ bieg celebruje ich zaangażowanie i służbę.

Nie startują jednak wyłącznie Marines. Obecność cywilów jest kluczową częścią wydarzenia. Symbolizuje jedność, wspólny cel i spójność, które charakteryzują nasz naród. Gościmy także wielu zagranicznych sportowców wojskowych, co dodatkowo wzmacnia wymiar międzynarodowej solidarności.

| Czy uważa Pan, że wydarzenie ma międzynarodowy charakter? Czy przyjmujecie biegaczy z całego świata? Co robicie, by przyciągnąć uczestników, zwłaszcza z Europy, dla których oznacza to daleką podróż?

Alex Hetherington : Prowadzimy trochę marketingu międzynarodowego za pośrednictwem partnerów, ale najlepiej działa poczta pantoflowa. Wielu uczestników rekrutuje się spośród pracowników ambasad w Waszyngtonie oraz zagranicznych wojskowych służących w tych placówkach. Później zachęcają oni kolejnych wojskowych sportowców ze swoich krajów do udziału.

Często biegacze przyjeżdżają specjalnie ze swoich państw, by wystartować w Marine Corps Marathon. Rywalizacja wojskowych drużyn jest bardzo żywa i gromadzi wielu zagranicznych żołnierzy, pracowników ambasad oraz ich rodziny. Wielu odkrywa te zawody po raz pierwszy, a później chce wrócić w kolejnym roku.

Międzynarodowa frekwencja rośnie więc przede wszystkim dzięki rekomendacjom. To integralna część ducha zawodów, które celebrują przyjaźń i solidarność między sojusznikami, jedną z fundamentalnych zasad Stanów Zjednoczonych.

© Marine Corps Marathon

| Liczba uczestników bardzo wzrosła. Czy osiągnęliście już maksymalną pojemność? Czy można przyjąć więcej biegaczy, na przykład modyfikując trasy? A ponieważ zbliża się 50. edycja, czy planujecie dodać lub usunąć dystanse albo zmienić inne elementy zawodów?

Alex Hetherington : Z okazji 50. edycji Marine Corps Marathon wszystkie zasoby kierujemy na sam maraton, aby umożliwić start jak największej liczbie biegaczy. Celujemy w 40 000 zgłoszeń, co byłoby rekordem. Dotychczas maksymalna liczba uczestników na wszystkich trzech dystansach wynosiła około 30 000. W tym roku 10 km odbędzie się wirtualnie, a 50 km jest tymczasowo zawieszone. Obecnie mamy już ponad 33 000 zgłoszeń, przy tempie około 1000 tygodniowo, więc powinniśmy bardzo szybko osiągnąć cel.

Z okazji 50-lecia zaplanowaliśmy serię wydarzeń: kolację ku czci legend maratonu, sobotni bieg dla dzieci, wielkie świętowanie przy expo przed zawodami, wspólny trening z kluczowymi partnerami i sponsorami oraz ceremonię otwarcia Mistrzostw Maratońskich Sił Zbrojnych.

Od 1998 roku każdego roku drużyny różnych rodzajów sił zbrojnych przyjeżdżają na Marine Corps Marathon, by walczyć o tytuł najlepszej wojskowej ekipy. W ubiegłym roku wśród mężczyzn zwyciężył major Kyle King z Marines, który ma już na koncie dwa triumfy. Mamy nadzieję, że skompletuje hat-trick i zostanie pierwszym trzykrotnym zwycięzcą w historii zawodów. To niezwykle utalentowany biegacz, który wróci w tym roku, co bardzo nas cieszy.

| Czy macie obowiązki związane z integracją społeczną i ochroną środowiska? Jakie konkretne działania podejmujecie? W 2025 roku widać, że wasze wydarzenia inspirują mniejsze biegi. Jak wspieracie ten ruch?

Alex Hetherington: Uważamy bieganie za aktywność dobrowolną, ale to nie przeszkadza nam działać na rzecz zrównoważonego rozwoju. Współpracujemy z wieloma partnerami i wdrożyliśmy inicjatywy ograniczające nasz wpływ na środowisko. W dniu zawodów poddajemy recyklingowi lub kompostowaniu niemal wszystkie używane materiały. Ubrania pozostawione przez biegaczy zbierają nasi partnerzy, piorą je i przekazują dalej. Nasz sponsor odzieżowy, Recover Brands, działa w obiegu zamkniętym i wykorzystuje materiały z recyklingu. Nawet koszulki finisherów, które nie znajdą odbiorców po biegu, są poddawane recyklingowi.

Znacznie poprawiliśmy także prognozowanie zapotrzebowania, co ogranicza marnotrawstwo. Nie mam przy sobie dokładnych statystyk, ale każdego roku usprawniamy zarządzanie, aby wydarzenie było bardziej zrównoważone, między innymi oszczędzając wodę i odpowiedzialnie wykorzystując zasoby. Nieustannie szukamy skuteczniejszych sposobów ograniczania odpadów i optymalizacji transportu. Współpracujemy z miastem, aby metro w dniu maratonu zaczynało kursować dwie godziny wcześniej, bo to zdecydowanie najwygodniejszy sposób dotarcia na start i powrotu. Dlatego zdecydowanie zachęcamy do korzystania z transportu publicznego.

| Czy można powiedzieć, że półmaraton jest młodszym bratem maratonu, czy to zupełnie inne wydarzenie, z odrębnym charakterem?

Alex Hetherington : Tak, te wydarzenia są ze sobą powiązane. Półmaraton jest ważny dla naszego zespołu, bo stanowi coś w rodzaju próby generalnej, szczególnie jeśli chodzi o testowanie inicjatyw, które chcemy później wprowadzić podczas maratonu. Na maratonie planujemy 40 000 uczestników, a w ostatniej edycji półmaratonu we Fredericksburgu w Wirginii wystartowało 8000 osób. To daje nam możliwość sprawdzania nowych metod, eksperymentowania i współpracy z nowymi partnerami.

Fredericksburg to niewielkie, ale szybko rozwijające się miasto w Wirginii. Można powiedzieć, że jest rodzinnym miastem Korpusu Marines, ponieważ znajduje się tam Quantico, kluczowe miejsce w karierze Marine, związane zarówno ze szkoleniem, jak i pracą w strukturach dowództwa. Mieszka tam wielu emerytowanych Marines, co nadaje miastu bardzo ciepłą atmosferę. To także miejsce o bogatej historii kolonialnej, gdzie dzieciństwo spędził George Washington. Dlatego nazywamy te zawody „półmaratonem historycznym”. To największe coroczne wydarzenie masowe we Fredericksburgu. Atmosfera jest nieco inna, ale bieg pomaga nam lepiej przygotować się do maratonu rozgrywanego później w roku.

Jedną z naszych najlepiej działających inicjatyw jest Distinguished Participant Challenge, który zachęca biegaczy do udziału we wszystkich pięciu weekendach zawodów. Program rozwija się z roku na rok. W tym roku ponad tysiąc osób może ukończyć wszystkie pięć imprez, w tym Marine Corps Marathon. W ten sposób budujemy społeczność bardzo zaangażowanych sportowców, którzy dobrze nas znają, doceniają naszą pracę i pomagają rozwijać organizację we właściwym kierunku.

| Jako biegacz ma Pan fragment trasy, który szczególnie lubi?

Alex Hetherington: Uwielbiam trasę Marine Corps Marathon za jej różnorodność. Nie jest wolna, ale nie należy też do ultraszybkich. Są podbiegi, między innymi już na drugim kilometrze, z przewyższeniem około 60–90 metrów, czyli większym niż w wielu innych maratonach. Trasa ma też sporo zakrętów, ale w większości jest płaska. Biegacze często zapamiętują, że zawody kończą się podbiegiem. Na finiszu to ostatnia rzecz, na jaką ma się ochotę. A jednak właśnie dzięki temu maraton pozostaje niezapomniany. Podoba mi się, że trasa nie jest przesadnie trudna. Jest dostępna, ale wciąż trochę wymagająca, bo nie prowadzi wyłącznie po płaskim.

W rzeczywistości maraton składa się z serii odcinków tam i z powrotem, niemal pięciu. Centralnym punktem trasy jest Lincoln Memorial. To kolejny powód, dla którego zawody są idealne dla debiutantów: rodzina i przyjaciele mogą zobaczyć ich i dopingować kilka razy, bez konieczności pokonywania dużych odległości. Spośród wszystkich mijanych narodowych pomników Lincoln Memorial jest dla mnie najważniejszy. Abraham Lincoln był pod wieloma względami naszym największym prezydentem, a jego pomnik jest symbolem. Kiedy pod koniec trasy wracamy w jego stronę, zmęczenie daje już o sobie znać, ale wiemy, że meta jest coraz bliżej.

| Jako organizator oficjalnie startował Pan w tym biegu?

Alex Hetherington: Pobiegłem w nim wiele razy, około 29. Poznałem te zawody jako Marine i uwielbiałem w nich startować. Przez 15 lat należałem do reprezentacji biegowej Korpusu Marines, startując niemal co roku, zarówno w czynnej służbie, jak i na emeryturze. Dla Marine to trochę jak coroczne mini spotkanie absolwentów.

Każdego roku, jako organizator, spotykam osoby, których nie widziałem od dziesięcioleci. To ważni ludzie, moi towarzysze broni. Wiele rodzin również bierze udział w biegu, często ku pamięci bliskiej osoby, Marine lub żołnierza, który zmarł. W ten sposób uczestnicy wracają, by uczcić tych, z którymi służyli, albo po prostu spotkać się i wspólnie pobiec. To nadaje Marine Corps Marathon głębię i znaczenie. Właśnie dlatego tak bardzo go kocham.

Okres pandemii COVID był bardzo trudny: musieliśmy odwołać bieg przez dwa lata z rzędu, co utrudniło wznowienie zawodów i powrót uczestników. Dziś, w 2025 roku, lista startowa jest niemal pełna, a entuzjazm większy niż kiedykolwiek. Przy 50. edycji szczególnie cieszy mnie możliwość świętowania tego powrotu, z zachowaniem lekcji, które wynieśliśmy z tamtego okresu.

| Jaki jest Pana rekord życiowy w maratonie?

Alex Hetherington: Mój rekord to 2:29, osiągnąłem go trzy razy w latach 90. Trenowałem ciężko, ale nigdy nie udało mi się pobiec szybciej. Można powiedzieć, że dotarłem do pewnego poziomu. Z trzech wyników poniżej 2:30 dwa uzyskałem w Marine Corps Marathon.

| Planując kalendarz startów, jakie trzy zawody naprawdę chce Pan pobiec i ceni za organizację, atmosferę lub otoczenie?

Alex Hetherington: Lubię próbować nowych rzeczy, ale mam też swoje stałe punkty. Najbardziej cenię wydarzenia z głębią, wyrazistą kulturą i jasno określonymi wartościami. Każdy bieg opowiada historię organizatorów i biegaczy, którzy w nim uczestniczą.

Najbardziej inspiruje mnie Marathon de Boston, ponieważ to jedno z najstarszych zorganizowanych wydarzeń biegowych na świecie. Udział w nim jest czymś niezwykłym, tym bardziej że to bardzo konkurencyjny maraton, do którego trzeba się zakwalifikować. Start odbywa się falami zależnymi od wyników, co dodatkowo podkręca emocje. Każdego roku wyzwaniem jest pobicie własnego numeru startowego, czyli pobiegnięcie szybciej niż czas kwalifikacyjny.

Uwielbiam także Annapolis 10 Miler w Maryland. To sierpniowy bieg, zawsze gorący i wilgotny. Start i meta znajdują się na Navy and Marine Corps Memorial Stadium, należącym do Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, a trasa jest pagórkowata. Annapolis to charakterystyczne kolonialne miasto o bogatej tradycji morskiej. To prawdopodobnie największe zawody, jakie kiedykolwiek wygrałem, choć mój zwycięski czas był zapewne jednym z najwolniejszych w historii tej imprezy. W tym roku bieg obchodzi 50-lecie, co jest miłym zbiegiem okoliczności.

Wreszcie bardzo lubię Army 10 Miler, zawody najbliższe służbie Marines. To szybki i niezwykle konkurencyjny bieg, w którym startują drużyny ze wszystkich baz armii, w tym kadeci ROTC. Uczestniczy w nim również wielu sportowców adaptowanych, między innymi weteranów poruszających się na wózkach. To kolejne świetnie zorganizowane zawody, które uwielbiam. Oto moje trzy ulubione biegi, do których co roku chętnie wracam.


Od niemal 50 lat Marine Corps Marathon jest organizowany z taką samą dyscypliną i zaangażowaniem, jakie definiują honor Korpusu Marines. Na jego czele stoi człowiek z pasją, pilnujący każdego szczegółu i świadomy najważniejszej misji: stworzyć doświadczenie głęboko ludzkie. Za każdym Marine podającym kubek i każdym biegaczem wspinającym się w stronę Iwo Jima Memorial rozbrzmiewa duch „maratonu ludu”. Tutaj nie biegnie się dla premii ani sławy. Biegnie się, by należeć do czegoś większego od siebie. U progu 50. edycji ten wyjątkowy bieg nadal się zmienia, nie tracąc tego, co stanowi jego siłę: jedności, pamięci i wspólnoty.

➜ Najbliższa edycja Marine Corps Marathon odbędzie się w niedzielę 26 października 2025 roku. Sprawdź wszystkie informacje!

Więcej artykułów