Z peletonu kolarskiego do biegowego: Mathieu Van Der Poel, Tony Martin, Nacer Bouhanni… kolarze, którzy zostają biegaczami
Zimą biegowe peletony co roku witają triathlonistów i kolarzy, którzy wciąż startują albo właśnie zmieniają dyscyplinę. Biegowa gorączka przyciąga sportowców z najróżniejszych środowisk, także tych z najwyższej półki, szukających nowych wyzwań. Dla ludzi przyzwyczajonych do roweru sprawdzenie swoich możliwości na trasie staje się celem na zimę, a czasem także pomysłem na życie po zakończeniu kariery.
Od kilku miesięcy przybywa imponujących wyników kolarzy, którzy zakładają buty biegowe. Jednym z ostatnich, którzy poruszyli społeczność Stravy, jest supergwiazdor Mathieu Van Der Poel. Trzykrotny mistrz Europy w kolarstwie przełajowym przebiegł 10 km w tempie 3’22/km, a aktywność zatytułował „ Is this my Strava comeback ? ”. Wynik wywołał prawdziwą lawinę reakcji: pojawiło się ponad 1200 komentarzy i blisko 70 tysięcy kudosów. „MVDP” mógł też zaprezentować swój talent podczas ubiegłorocznego półmaratonu w Walencji, na który był zapisany. Choć Holender ostatecznie nie wystartował, jego nazwisko na liście uczestników nie przeszło niezauważone.
Holender nie jest jedynym zawodnikiem, który spróbował sił w bieganiu. Niemiec Tony Martin, czterokrotny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas, zadebiutował na asfalcie podczas biegu na 21 km, który ukończył w 1:24. „ not bad for me, but so far from the top ” zachwycał się przy tym wynikami specjalistów. Nacer Bouhanni, były mistrz Francji i były zawodowiec, przebiegł maraton we Frankfurcie w 2:34:36. Zaledwie rok po odwieszeniu roweru. Kilka tygodni temu francuski sprinter ukończył Semi de Boulogne-Billancourt w 1:11:37, a teraz celuje w czas poniżej 2:28 w Walencji 7 grudnia.
Jimmy Whelan, od australijskiego kolarskiego talentu do 1:01:37 w półmaratonie
Jednym z najbardziej spektakularnych przypadków jest Australijczyk Jimmy Whelan. Były zawodowy kolarz, który w 2024 roku został biegaczem, ma 29 lat i właśnie wykręcił imponujące 1:01:37 w półmaratonie w Walencji. To 13. wynik w historii australijskiej lekkiej atletyki. Po siedmiu latach na najwyższym poziomie kolarstwa, między innymi w cyklu World Tour, średniodystansowiec ma również biegową przeszłość, którą zakończył w wieku 20 lat. Utalentowany zawodnik korzysta z wyjątkowej bazy wytrzymałościowej. Sam mówi, że ma „cheat code”, czyli efekt ogromnego kilometrażu wypracowanego na rowerze.
Tygodnie, w których pokonuje 200 km biegiem, są możliwe dzięki latom intensywnego treningu i pokazują, że ten fenomen nie boi się kolejnych kilometrów. Zwycięzca Tour des Flandres w kategorii młodzieżowej z 2018 roku zrozumiał, że wypracował bazę mocniejszą niż „ ktokolwiek w świecie biegania ”. Jego pierwotnym celem po zakończeniu kariery było zostać zawodowym triathlonistą i walczyć na dystansie Ironman 70.3 oraz o udział w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Od tego czasu plany się zmieniły. Jimmy Whelan koncentruje się dziś wyłącznie na jednej dyscyplinie i marzy o olimpijskiej kwalifikacji w maratonie.
Solidna baza do biegania
Taką swobodę w bieganiu widać u wielu specjalistów od kolarstwa. Wielogodzinne treningi biegowe nie są problemem dla tych, którzy byli przyzwyczajeni do spędzania około 30 godzin tygodniowo na siodełku. Bieganie zajmuje znacznie mniej czasu niż kolarstwo, a dobry, a nawet bardzo wysoki poziom można osiągnąć przy mniejszym nakładzie treningowym. Dla niemal każdego biegacza, poza specjalistami od ultradystansów, bieganie przez cztery do ośmiu godzin dziennie jest nie do pomyślenia. Dla kolarzy to codzienność.
Dobrym przykładem jest Damien Monier, były zawodowiec, który został amatorem w bieganiu. „Jeździłem 30 000 km rocznie, czyli 25 godzin tygodniowo, bez dnia przerwy. Potem przychodziły trzy tygodnie wyścigów z dwoma dniami odpoczynku. Trudno było to znieść” opowiada zwycięzca 17. etapu Giro z 2010 roku.
Dziś biega, a jednocześnie pracuje jako asystent i masażysta w Cofidis. W nowej dyscyplinie szybko zwrócił na siebie uwagę. „To dwa różne sporty pod względem czasu i dystansu, ale dostrzegłem wiele podobieństw w sposobie trenowania i przekraczaniu własnych granic”. Po pięciu miesiącach biegania, przy trzech lub czterech treningach tygodniowo, były kolarz zajął drugie miejsce na dystansie 25 km podczas Trail des Volcans w Owernii. „Jak każdy szanujący się kolarz chciałem od razu mocno zaatakować, więc wybrałem 25 km. Tego dnia świetnie się bawiłem, a wynik nie był najgorszy”.
Mentalność wyniesiona z peletonu
Clermontois szybko został dostrzeżony przez trenera Cyrille’a Merle’a, byłego biegacza na poziomie krajowym. Specjalistę uderzyła „ ogromna wydolność ” Damiena Moniera oraz jego „ wielki potencjał ”. Lata na wysokim poziomie dały mu potężny silnik. Także żelazną mentalność, odziedziczoną po ascetycznej karierze w peletonie. „Zawodowy kolarz to w 50 procentach nogi i w 50 procentach głowa” podkreśla pasjonat, którego kuszą długie dystanse. Clermontois ma nadzieję, że pewnego dnia wystartuje w maratonie, a jego celem jest nieoficjalny rekord dawnych twardzieli szosy. Chodzi o wynik „ mało znanego włoskiego zawodowca, który w 2007 roku przebiegł maraton w 2:26:26 ”.
Trener opisuje Damiena Moniera jako „ profesjonalistę i człowieka poukładanego ”, co zawdzięcza 19 latom kariery. Sam żartuje ze swojej wyjątkowej ambicji, przyjemności z „zajeżdżania się” i chęci rywalizacji z najlepszymi. To cecha kolarzy, którzy zawsze są gotowi „dać z siebie wszystko”.
Niezwykłe atuty kolarzy
Wielokrotny mistrz Francji w wyścigu pościgowym odkrył również niemal całkowity brak strategii w swojej nowej dyscyplinie. Przy masowych startach najlepszym sposobem gospodarowania siłami jest bieganie równym tempem, a eksplozywne ataki, znane z kolarstwa, zdarzają się rzadko. Ten aspekt przypadł mu do gustu po latach spędzonych w roli górala. „Satysfakcjonuje mnie, gdy widzę, że grupa zaczyna odpadać, że zawodnicy z tyłu pękają, a ja wciąż trzymam tempo. W biegu odnajduję trochę ten sam schemat”.
Przed swoim pierwszym przełajem trener wskazał mu dwóch lub trzech rywali, za którymi nie powinien podążać, bo byli poza jego zasięgiem. To wystarczyło, by zmotywować go do wejścia do czołówki. „ Zagrałem po kolarsku: trzymałem się za pierwszym zawodnikiem, a na końcu zaatakowałem, wcześniej przez cały czas chowając się za rywalami. Nie było to zbyt eleganckie z mojej strony, to był mój pierwszy przełaj, mam nadzieję, że mi wybaczył ”. Później przyszły kolejne wysokie miejsca w mistrzostwach Francji w przełajach w kategorii Masters: 18. w 2023 roku w Carhaix, 8. w Cap’Découverte w 2024 roku i 15. w 2025 roku w Challans. To bardzo przekonujące wyniki, które pokazują ogromny talent sportowców przychodzących z kolarstwa.
Trudne przejście z roweru do biegania
Zmiana dyscypliny nie zawsze przebiega jednak bez problemów. Przejście ze sportu bezudarowego do dyscypliny obciążającej stawy często kończy się kontuzjami. Bieganie można z powodzeniem łączyć z kolarstwem, ale przejście w drugą stronę bywa trudne. „Momonne” przekonał się o tym niedługo po Trail des Volcans i klasyku Marvejols-Mende, który jako początkujący biegacz ukończył w 1:22. „Przez dwa miesiące udawało mi się biegać, a potem musiałem robić trzy miesiące przerwy. Przez dwa lata tkwiłem w błędnym kole przymusowych pauz” opowiada 43-letni zawodnik, który w tamtym okresie musiał kończyć treningi już przy około 50 km tygodniowo.
„ Na początku dokuczały mi bóle mięśni, których wcześniej nie znałem. Z powodu kontuzji wciąż dużo trenowałem metodą cross-trainingu”. Dzięki wytrwałości zawodnik Cof’idu wypracował świetne wyniki: 1:07:19 w półmaratonie, 30:53 na 10 km, a nawet tytuł wicemistrza Francji Masters 2024 na 10 km.
Jego ciało się zmieniło, uda straciły masę, a sylwetka przystosowała się do nowej dyscypliny. Kolarz, który startował we wszystkich trzech wielkich tourach, zamienił swoją „kolarską muskulaturę”, przydatną na trasach trailowych i podbiegach, na lżejszą sylwetkę. „ Czuję, że nie mam już mocy, którą dysponowałem w pierwszych latach uprawiania tego sportu” zauważa zawodnik, który dziś potrafi biegać ponad 100 km tygodniowo. Nadal musi zachowywać czujność. Po przekroczeniu pewnego progu ból wraca. Damien Monier bardzo dobrze zna jednak swoje ciało, co zawdzięcza zawodowej przeszłości.
Kolarzy przechodzących z peletonu do biegania jest coraz więcej. Ich wytrzymałość robi wrażenie, podobnie jak mentalność zahartowana tysiącami godzin spędzonych na pedałowaniu. To bezdyskusyjne atuty, choć nowa dyscyplina wymaga przyzwyczajenia do obciążeń związanych z uderzeniami stopy o podłoże.
Więcej artykułów
Nocny bieg: dlaczego wszyscy chcą biegać, kiedy wszyscy śpią?
Od Glow Runs po nocne ekideny w naturze, biegi po zmroku przyciągają coraz więcej uczestników szukających emocji zamiast walki z czasem.
czw., 10 września 2026
Tatuaże i bieganie: kiedy wynik staje się dziełem sztuki
Czas maratonu, data debiutu, trasa GPS: coraz więcej biegaczy utrwala swoje najważniejsze starty na skórze.
czw., 10 września 2026
Etiopia, drugi gigant biegania
Podobnie jak Kenia, Etiopia od dekad należy do światowych potęg biegów długodystansowych. Oto historia tej niezwykłej tradycji.
czw., 10 września 2026