Mistrzostwa Świata w Tokio: Beatrice Chebet nadal królową biegu na 10 000 m
W tokijskim upale Beatrice Chebet z przytupem otworzyła lekkoatletyczne mistrzostwa świata. Kenijka, mistrzyni olimpijska i rekordzistka świata, zdobyła swój pierwszy globalny tytuł na 10 000 m dzięki nieprawdopodobnemu przyspieszeniu na finiszu. Za jej plecami Włoszka Nadia Battocletti potwierdziła status rewelacji, sięgając po kolejny srebrny medal, a Etiopka Gudaf Tsegay uratowała brąz po pasjonującym biegu.
Cztery lata po igrzyskach olimpijskich rozegranych w cieniu pandemii Tokio ponownie gości największe gwiazdy światowej lekkoatletyki. Od 13 do 21 września. W sobotnie popołudnie kobiecy bieg na 10 000 m otworzył rywalizację o pierwszy medal mistrzostw świata na bieżni Stadionu Narodowego w japońskiej stolicy. Stawka była znakomita, a zagęszczenie gwiazd na tym dystansie wyjątkowe. Po 25 okrążeniach wyłoniła się jednak tylko jedna rakieta: Beatrice Chebet. Kenijka, mistrzyni olimpijska i rekordzistka świata (28:54,14), potwierdziła swoją dominację, przyspieszając błyskawicznie na ostatniej prostej. Czas 30:37,61 miał w tej walce drugorzędne znaczenie. To pierwszy zasłużony tytuł mistrzyni świata dla kenijskiej długodystansowej biegaczki, która dotąd specjalizowała się przede wszystkim w biegu na 5000 m, zdobywając złoto między innymi na igrzyskach olimpijskich, w Diamentowej Lidze, a także na Igrzyskach Wspólnoty Narodów i mistrzostwach Afryki. Teraz chce dołączyć do legend, takich jak Tirunesh Dibaba i Vivian Cheruiyot, wygrywając na mistrzostwach świata zarówno 5000, jak i 10 000 m. W wieku 25 lat Chebet postanowiła więc sięgnąć po laury w kilku specjalnościach. Na razie z powodzeniem.
To był trudny i bardzo taktyczny bieg, ale ostatnie 800 metrów pokonałam bardzo mocno. Tsegay mocno naciskała, więc musiałam dalej pracować. Biegłam na 1500 m na Śląsku, dlatego miałam w głowie, jakbym znów startowała na 1500 m. Musiałam naciskać, trzymać się rywalek i motywować, ale tak bardzo chciałam tego złotego medalu. Nigdy wcześniej nie zdobyłam złota na mistrzostwach świata, więc wmówiłam sobie, że tym razem muszę je wywalczyć. Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Ten tytuł wiele dla mnie znaczy i mam nadzieję, że zmotywuje młodych sportowców. (…) Sezon był długi, więc teraz go zamkniemy i pojedziemy na wakacje. Być może po Los Angeles, czyli igrzyskach olimpijskich w 2028 roku, spróbuję maratonu. Na razie zostaję jednak na bieżni.
Battocletti znów ze srebrem
Wyczyn Beatrice Chebet ułatwiła nieobecność rywalki, która mogła mocno utrudnić jej zadanie. Sifan Hassan, mistrzyni świata na tym dystansie z Dohy z 2019 roku i mistrzyni olimpijska z tego samego tokijskiego obiektu w 2021 roku, nie mogła wystartować w japońskich mistrzostwach świata, choć zapowiedziała swój udział w Maratonie Nowojorskim 2 listopada. Skorzystała na tym Włoszka Nadia Battocletti, która po raz kolejny zaprezentowała się znakomicie i zajęła drugie miejsce, podobnie jak na poprzednich mistrzostwach świata. Ustanowiła przy tym rekord kraju wynoszący 30:38,23. 25-letnia Włoszka podzieliła podium z Etiopką Gudaf Tsegay (30:39,65), która zapłaciła za zbyt wczesny atak w końcówce.
Beatrice Chebet our World Champion 🇰🇪 🥇
pic.twitter.com/WXZqRMMpiw
— ERIC OMONDI (@ericomondi_) September 13, 2025
Ostry początek i szybka selekcja w stawce
Niesiona dopingiem publiczności Japonka Ririka Hironaka (6. miejsce, 31:09,62) od pierwszych okrążeń odważnie wyszła na prowadzenie, wywołując owacje na stadionie. Kenijski plan szybko jednak zaczął działać. Najpierw Agnes Jebet Ngetich, a później Chebet podkręciły tempo przed półmetkiem. Efekt? Stawka pękła, a kilka zawodniczek odpadło, w tym jedna z kandydatek do medalu, Janeth Chepngetich, która zeszła z biegu. Etiopki, mające w pamięci potrójne zwycięstwo na mistrzostwach świata w Budapeszcie w 2023 roku, wciąż biegły razem. Obok Fotyen Tesfay, Ejgayehu Taye i przede wszystkim Tsegay, aktualnej mistrzyni świata, ale tylko ta ostatnia potrafiła odpowiadać na kolejne zmiany tempa.
Ostatni kilometr w ogniu
W środku tej afrykańskiej batalii jedna Europejka dotrzymywała kroku faworytkom. Battocletti od 5. kilometra trzymała się czołówki. Cierpliwa i mocna, nie odpuszczała mimo kenijskich i etiopskich przyspieszeń. Podobnie jak dwa lata wcześniej w Budapeszcie czekała na swoją szansę w sprincie. Wszystko rozstrzygnęło się po 9000 m. Tsegay ruszyła do pierwszego ataku, zostawiając Taye i podkręcając emocje. Na czele pozostał ognisty kwartet: Chebet, Ngetich, Battocletti i Tsegay. Kenijka czekała na odpowiedni moment, po czym zaatakowała zdecydowanie na ostatnich 200 m. Nikt nie był w stanie jej odpowiedzieć. Pobiegła po złoto. Za jej plecami Battocletti wywalczyła znakomite srebro. « Zaczynam chyba lubić srebrne medale, żartowała w strefie mieszanej młoda biegaczka z północy Włoch. Ten rok był trudny, po ubiegłorocznych igrzyskach olimpijskich, ale wiedziałam, że jestem gotowa biegać szybko. Dla europejskiej zawodniczki zdobycie medalu na takiej imprezie, przy całej afrykańskiej konkurencji, jest naprawdę ważne. Na ostatnim okrążeniu zorientowałam się, że jestem trochę za daleko od liderki. Chciałam przyspieszyć na ostatnich 300 metrach. Niestety, przegapiłam moment, w którym można było powalczyć o złoto, ale jestem dumna. »
Gudaf Tsegay trzecia przed biegiem na 5000 m
28-letnia Tsegay musiała mocno walczyć w końcówce, by sięgnąć po brąz, ale po znakomitym biegu nie kryła radości. « Mistrzostwa świata są dla mnie zawsze wyjątkowe, mówiła mistrzyni świata z 2022 roku. Zdobycie piątego medalu jest czymś niewiarygodnym. To wiele znaczy nie tylko dla mnie, lecz także dla całej Etiopii. Przyjazd tutaj jako obrończyni tytułu był ogromną odpowiedzialnością i zrobiłam wszystko, by go obronić. Na dziewiątym kilometrze kontrolowałam bieg, ale później zdecydowałam się zaatakować. To nie był błąd taktyczny. Fizycznie byłam przygotowana na szybki finisz, ale największym wyzwaniem była dla mnie pogoda. Trenowałam wprawdzie w wysokich temperaturach, jednak nie spodziewałam się aż tak dużej wilgotności. Dałam z siebie wszystko, ale pozostałe dziewczyny były na mecie odrobinę szybsze. Taki jest nasz sport. Jest niesamowity i nieprzewidywalny. » Ngetich, przez długi czas walcząca o podium, osłabła na ostatnich metrach (30:42,66), a Taye (30:55,52) finiszowała wyraźnie za najlepszymi. Wszystkie te zawodniczki, o ile unikną wpadek w półfinałach, spotkają się w najbliższą sobotę o 14:29 w wielkim starciu na 5000 m. Do rywalizacji z pewnością dołączy też groźna Faith Kipyegon.