Mistrzostwa Świata w Tokio: fotofinisz dał Tanzanii złoto, Alphonce Felix Simbu mistrzem maratonu!
Maraton zamienił się w sprint. Na ulicach Tokio, w świąteczny poniedziałek, tytuł mistrza świata rozstrzygnął fotofinisz: Amanal Petros rzucił się na metę, ale Alphonce Felix Simbu wyprzedził go o włos (2:09:48). Włoch Iliass Aouani sięgnął po niespodziewany brąz, a faworyci pękali jeden po drugim. Zabrakło też ugandyjskich gwiazd, Cheptegeia i Kiplimo.
Maraton w rytmie biegu na 100 metrów. Po bezprecedensowym, choć anegdotycznym falstarcie, tytuł mistrza świata w maratonie rozstrzygnął fotofinisz. Stało się to w poniedziałkowy poranek, podczas trzeciego dnia lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. O zaledwie trzy setne sekundy Niemiec Amanal Petros był przekonany, że wyrwał zwycięstwo, rzucając się dosłownie na linię mety. Tanzanijczyk Alphonce Felix Simbu wyprzedził go jednak o kilka centymetrów (obaj uzyskali czas 2:09:48). Kilka sekund wcześniej Simbu omal nie pomylił trasy, kiedy wbiegając na teren stadionu, skręcił w niewłaściwą stronę. Ten błąd mógł kosztować go pierwszy w historii Tanzanii złoty medal. Trzecie miejsce na mecie na Stadionie Narodowym w stolicy zajął Włoch Iliass Aouani (2:09:53), który mógł już tylko cieszyć się z brązu.
„Kiedy wbiegłem na stadion, nie miałem pewności, czy mogę wygrać” powiedział Simbu po tym momencie, który przeszedł do historii. Tak samo czułem się po przekroczeniu linii mety! Kiedy jednak zobaczyłem swoje nazwisko na pierwszym miejscu wyników wyświetlanych na telebimach, poczułem ulgę”. Petros, choć sfrustrowany minimalną różnicą, zachował klasę. „To wyglądało jak bieg na 100 metrów, podobnie jak niedzielny maraton kobiet, który również zakończył się sprintem” przypominał Niemiec. „Jest mi bardzo smutno, ale muszę zaakceptować werdykt. Dziś przegrywasz, jutro wygrywasz. Tak wygląda życie i właśnie dlatego rywalizujemy. Gratulacje dla Simbu!”
Bardzo szybki początek
W świąteczny poniedziałek w Japonii obchodzono Dzień Szacunku dla Osób Starszych (Keirō no hi). To święto narodowe, którego wartościami są cierpliwość i wytrwałość, idealnie pasowało więc do atmosfery tego maratonu mistrzostw świata. Już na pierwszych kilometrach Vincent Kipkemoi Ngetich postanowił narzucić mocne tempo, pokonując 5. kilometr w 15:22.
Za jego plecami faworyci Victor Kiplangat, Stephen Kissa, Deresa Geleta, Tadese Takele, Abel Chelangat, a także Kenijczycy Hillary Kipkoech i Kennedy Kimutai, nie zapominając o świetnie dysponowanym Petrosie, nadawali ton rywalizacji. Półmetek pokonano w 1:05:19, a 30. kilometr w 1:32:27, co oznaczało mocne tempo, niemal godne biegu po rekord. Nie trwało to jednak długo. Najmocniejszy na papierze Etiopczyk Deresa Geleta, legitymujący się rekordem życiowym 2:02:38, wydawał się kontrolować sytuację. Maraton pozostaje jednak najwyższym sędzią. Po 35. kilometrze najszybszy zawodnik stawki nagle się zatrzymał, rażony wysiłkiem.
Decydujące kilometry: piętnastu po tytuł
W okolicach 38. kilometra wciąż piętnastu zawodników marzyło o tytule mistrza świata. Tuż przed 39. kilometrem doszło do niespodzianki: Ugandyjczyk Kiplangat, mistrz świata z 2023 roku, zaczął tracić kontakt z czołówką. Podobnie jak niektórzy kibice, którzy próbowali przez kilka hektometrów biec razem z elitą, by poczuć atmosferę wyścigu, zanim zmęczeni musieli się zatrzymać. Z przodu Abel Chelangat próbował narzucić tempo i prowadził małą grupę pięciu zawodników. Przy wbiegu na tokijski stadion również on jednak osłabł, otwierając drogę do szalonego finału. W końcówce Alphonce Felix Simbu, brązowy medalista igrzysk w Rio i mistrzostw świata w Londynie w 2017 roku, znalazł jeszcze siły, by pokonać Petrosa, imponującego dotąd solidnością, dosłownie na kresce. Aouani, który finiszował bardzo mocno, uzupełnił podium po świetnym pościgu opisanym powyżej.
🤯 Fotofinisz wyłonił zwycięzcę maratonu mężczyzn podczas mistrzostw świata w Tokio.
🇹🇿 Alphonce Simbu odebrał złoto 🇩🇪 Amanalowi Petrosowi. pic.twitter.com/zCzRW8t1v8
— Federico Barreiro ⑫ (@BarrMore) 15 września 2025
Europa nie zawiodła
Ten maraton zapisze się jako wyścig, w którym Europa błyszczała. Trzech Europejczyków znalazło się w pierwszej siódemce: Petros, Aouani i Yohanes Chiappinell. To dowód, że biegacze ze Starego Kontynentu potrafili wytrzymać wilgotny upał i tempo rywalizacji, podczas gdy część afrykańskich faworytów odpadła. Izraelczyk Maru Teferi, drugi w Budapeszcie w 2023 roku, trzymał się czołówki na półmetku, tracąc do liderów 28 sekund, ale później wypadł z walki o podium.
Wielcy nieobecni: Cheptegei i Kiplimo
Nie sposób pominąć także ważnych nieobecności. Joshua Cheptegei i Jacob Kiplimo, dwaj Ugandyjczycy przyzwyczajeni do walki o wielkie medale, wycofali się ze startu z „powodów osobistych”. Cheptegei, rekordzista świata na 5000 i 10 000 m, trzykrotny mistrz świata na 10 000 m i mistrz olimpijski z 2024 roku na tym dystansie, ma wystartować w Maratonie w Amsterdamie 19 października. Jego rodak Kiplimo, brązowy medalista mistrzostw świata 2022 i igrzysk w Tokio na 10 000 m, pobiegnie w Maratonie w Chicago 12 października. Wcześniej zachwycił wiosną w Londynie, gdzie zajął drugie miejsce z czasem 2:03:37.
Maraton w Tokio w 2025 roku przypomniał niezmienną zasadę: na wielkich mistrzostwach same wyniki nie wystarczą. Geleta, najszybszy zawodnik w stawce, eksplodował. Faworyci Kiplangat i Chelangat również musieli uznać wyższość rywali. To Simbu, doświadczony i odporny biegacz, najlepiej rozłożył siły i po 42,195 km sięgnął po złoty medal. Jak to często bywa w mistrzowskiej rywalizacji, taktyka, cierpliwość i mentalność okazały się ważniejsze niż statystyki. Tego świątecznego poniedziałku Tokio i Tanzania długo nie zapomną.