10 km HOKA Paris Centre 2025: Florian Le Pallec i Noah Schutte ramię w ramię

Dorian Vuillet
Autor: Dorian Vuillet

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

10 km HOKA Paris Centre 2025: Florian Le Pallec i Noah Schutte ramię w ramię
© 10 km HOKA Paris Centre

Jeden oddech, splecione dłonie, dwie sylwetki złączone w uścisku. Florian Le Pallec i Noah Schutte zamienili metę 10 km HOKA Paris Centre w scenę czystych emocji. Gdy stolica budziła się powoli, wciąż spowita mgłą i chłodem, dwaj partnerzy stworzyli najbardziej fotogeniczny moment poranka. Bez rywalizacji, bez kalkulacji, po prostu dobiegli razem, obok siebie. W mieście jeszcze na wpół uśpionym, ale już gotowym do kibicowania, ten obraz stał się symbolem wspólnie przeżytego biegu.


Na mecie 10 km HOKA Paris Centre był obraz, który mówił więcej niż wszystkie słowa: Florian Le Pallec i Noah Schutte trzymający się za ręce, z tym samym krokiem, oddechem i zmęczonym uśmiechem. Dwaj kumple, dwaj partnerzy HOKA, dwie drogi, które połączyły się na ostatnim metrze, jakby Paryż należał do nich. Nawet nie patrzyli na zegar. Patrzyli na siebie. I to mówiło wszystko, z lekką nostalgią w oczach, tym szczególnym uczuciem, które pojawia się, gdy wiemy, że przeżywamy chwilę, której nigdy nie zapomnimy.

Niespełna 30 minut wcześniej, około 9:00, Paryż nie był jeszcze całkiem rozbudzony. Sennymi ulicami powoli płynęła ludzka fala. Kibice pojawiali się pojedynczo, z kawą na wynos w dłoni, a biegacze tworzyli długi, kolorowy strumień na lśniących kostkach bruku.

Trasa wyglądała jak pocztówka w pełnym blasku: Rivoli, Haussmann, Madeleine, Opéra… Urokliwa, ale wymagająca, z licznymi przyspieszeniami, ciasnymi zakrętami i zdradliwym brukiem, dorównywała urodą samemu miastu. Nic dziwnego, że 16 000 osób oczekiwanych na starcie, zaledwie kilka kroków od Luwru, mogło mieć gwiazdy w oczach.

Zawsze razem, nawet w tempie 3:00/km

W czołówce tego dnia historia nie pisała się na zegarze, lecz we dwóch. Jej bohaterami byli faworyci Florian Le Pallec i Holender Noah Schutte, partnerzy treningowi, towarzysze wspólnych trudów, a dziś także wspólnego finiszu.

© Czy Florian Le Pallec już wtedy zmierzał po zwycięstwo? © 10 km HOKA Paris Centre

Kilka minut po przekroczeniu mety Florian Le Pallec opowiadał nam o wszystkim z właściwą sobie swobodą, niemal jak o niedzielnym długim wybieganiu: początek był „na dość spokojnych założeniach”, w tempie około 3:00/km, „wyraźnie wolniej niż nasze rekordy życiowe”. Dwaj zawodnicy szybko odjechali reszcie stawki. „Od piątego albo szóstego kilometra zostaliśmy sami, we dwóch” przyznawał zawodnik, którego rekord wynosi 28:24 i został ustanowiony w ubiegłym roku w Walencji.

Braterski pojedynek i identyczny czas

Wspólny finisz dał podium równie efektowne, co symboliczne. Noah Schutte wygrał w czasie 30:05, wyprzedzając o włos swojego przyjaciela Floriana Le Palleca, który uzyskał dokładnie ten sam wynik. Dwie sylwetki obok siebie, niemal jedna linia do przekroczenia. Za nimi finiszował wojownik. Po znakomitym wyniku 28:14 uzyskanym w sobotę podczas Urban Trail de Lille Breton Simon Bédard niespełna 24 godziny później wywalczył trzecie miejsce w czasie 30:23. Pobiegł mocno i równo, idealnie odnajdując się na trasie, na której każde przyspieszenie ma znaczenie. To było efektowne podium, niemal wizytówka francuskiego poziomu w obecnym sezonie. Nawet jeśli mówimy o „drugorzędnym” biegu.

Florian Le Pallec dobrze znosi intensywny tydzień

Jeśli drugi zawodnik z Morbihan, Le Pallec, tego ranka nie polował na rekord, to dlatego, że wszystko zostało zaplanowane wcześniej. Za nim był gęsty, intensywny, niemal szalony tydzień. Bordeaux kilka dni wcześniej: 28:52. Warszawa we wtorek: 29:25, „bo musiałem prowadzić do siódmego kilometra w tempie 2:51”. A dziś Paryż: trzeci bieg na 10 km w ciągu siedmiu dni. Mimo wyczerpującego tygodnia uśmiech nie schodził mu z twarzy. „Jeśli wyciągnąć średnią z tych trzech wyników, wychodzi około 29:20. Całkiem nieźle! ”. Za tym lekkim stwierdzeniem kryła się konkretna prawda: forma rośnie.

Trzy tygodnie wcześniej Font-Romeu, dużo pracy, a przed nim zbliżające się wielkimi krokami przełaje kwalifikacyjne do mistrzostw Europy w Allonnes, już 23 listopada. Tylko pięć miejsc i poziom, który zapowiada się morderczo. Wie, że będzie „bardzo trudno, ale jadę tam walczyć o swoje”.

Paryż kibicuje

Poza pracą nóg Lorientczyk zapamiętał przede wszystkim atmosferę. „Było wcześnie, ale naprawdę świetnie. Wszędzie mnóstwo dopingu”. Razem z holenderskim przyjacielem pozwalali sobie nawet na kilka gestów: uniesione ręce, pozdrowienia i mrugnięcia do kibiców, którzy byli obecni już od startu elity. Dla zawodników przyzwyczajonych do biegów, w których prędkość pochłania całą uwagę, to prawdziwy luksus.

Team HOKA towarzyszyła im przez cały intensywny weekend, pełen atrakcji i ducha wspólnoty. Nie zabrakło także jednej z legend ultratrailu, Jim Walmsley, mistrza świata w długim trailu z 2025 roku i czterokrotnego zwycięzcy Western States. Pojawił się w hotelu, a w klasyfikacji generalnej zajął 32. miejsce z czasem 32:44. „Przeżywamy niesamowite chwile. HOKA zapewnia nam naprawdę wyjątkowe warunki” mówił.

Marie Perrier bezkonkurencyjna

Wśród kobiet zwyciężyła reprezentantka Mauritiusa Marie Perrier, imponująco kontrolując bieg i uzyskując czas 33:49. Pobiegła czysto, równo i bez potknięcia, niemal unosząc się nad paryskimi ulicami.

© Uśmiechnięta Marie Perrier zdeklasowała rywalki. © 10 km HOKA Paris Centre

Drugie miejsce zajęła Brytyjka Hannah Viner z czasem 35:01, a Camille Maire zamknęła podium wynikiem 35:56. Trzy różne sylwetki i trzy różne historie, ale na mecie w ich oczach świeciło to samo światło. To blask krótkiego, intensywnego wysiłku, w którym o tempie może zdecydować najmniejszy zakręt.

Pierwsze 10 km Hugo Clémenta

Są też odkrycia, debiuty i pierwsze razy. Hugo Clément, dziennikarz i aktywista ekologiczny, po raz pierwszy wystartował w prawdziwym, mierzonym biegu na 10 km. Przyzwyczajony do długich formatów swimrunu, zwykle liczących od 60 do 70 kilometrów, pochodzący ze Strasburga zawodnik poznał łagodną, ale dotkliwą przemoc krótkiego dystansu. Opowiadał o tym z humorem: „Znałem ścianę na 30. kilometrze… teraz znam ścianę na szóstym”.

 

Trasa była „przepiękna”, ale „liczne zakręty odbierały siły”, więc przypadła mu do gustu. Ruszył trochę za szybko, „porwany przez mocno biegnących chłopaków z przodu”, i później za to zapłacił. Cel był jasny: złamać 36 minut. Wynik: 35:39 i 161. miejsce. Misja wykonana. Pierwszy start, pierwsze krótkie cierpienie i pierwsza ochota, by wrócić. Można śmiało założyć, że dokładnie tego samego chciałoby w niedzielę 100% uczestników.

Duet trzymający się za ręce, amerykańska legenda na starcie, biegacze odkrywający, że 10 km może boleć jak półmaraton, i energia Team HOKA, która zamienia zawody w cały weekend. Takie niedzielne poranki lubimy najbardziej. Po nich chce się ruszyć na kolejny bieg, a potem na następny i jeszcze jeden.

Sprawdź wszystkie wyniki edycji 2025 biegu 10 km HOKA Paris Centre