Sport osób z niepełnosprawnościami, osoby trans i niebinarne: czas przemyśleć maraton dla wszystkich

Sport osób z niepełnosprawnościami, osoby trans i niebinarne: czas przemyśleć maraton dla wszystkich

Dorian Vuillet
Autor: Dorian Vuillet

Opublikowano czw., 10 września 2026

Zaktualizowano czw., 10 września 2026

Jeśli bieganie jest uniwersalne, dlaczego niektóre osoby wciąż są wykluczane z wielu zawodów? Bieganie, od dekad oparte na sztywnych regułach, próbuje otworzyć się na różnorodność. Jednak w przypadku sportu osób z niepełnosprawnościami, transpłciowości i niebinarności inkluzja wciąż pozostaje nieustanną walką.

Na papierze maraton ma wszystko, by stać się idealnym symbolem równości. Asfalt, linia startu, meta, a między nimi ten sam wysiłek tysięcy różnych ciał. Jednak za tym uniwersalnym obrazem kryje się rzeczywistość: słynny dystans 42,195 km wciąż wyklucza. Zawodnicy z niepełnosprawnościami często pozostają zamknięci w świecie igrzysk paralimpijskich, a biegacze transpłciowi i niebinarni zderzają się z binarnymi regulaminami albo niekończącymi się dyskusjami o testosteronie. A przecież bieganie powinno wystarczyć. 

Bieganie nie rozwija się w próżni. Jest zwierciadłem napięć i podziałów obecnych w społeczeństwie. Włączenie osób na wózkach, uznanie tożsamości transpłciowych czy otwarcie kategorii niebinarnej siłą rzeczy podważa dotychczasowe przyzwyczajenia. Im więcej jednak o tych osobach mówimy, tym bardziej inkluzja staje się czymś naturalnym. „Im bardziej jesteśmy widoczni, tym łatwiej społeczeństwo nas zaakceptuje, bo stanie się to czymś normalnym” podkreśla Mélanie Perrin, prezeska Front Runners de Paris, stowarzyszenia zrzeszającego biegaczy LGBTQIA+. Niektóre zawody już to zrozumiały. W Nowym Jorku w 2021 roku oficjalnie otwarto kategorię niebinarną. Wygrał ją Cal Calamia, nauczyciel i transpłciowy biegacz. W San Francisco po starcie Mimi Hensel wyjaśniała: „To nie jest powód, dla którego biegnę, ale dzięki temu mogę wystartować, nie zdradzając samej siebie”. Te wciąż nieliczne inicjatywy pokazują, że inkluzja nie jest utopią, lecz rozwiązaniem możliwym do wdrożenia.

Sport osób z niepełnosprawnościami: paralimpijski impuls wciąż nie przebija się poza igrzyska

Wydawało się, że igrzyska paralimpijskie w Paryżu zmienią w naszym kraju wszystko. Bohaterskie obrazy zawodników, zainteresowanie mediów, obietnica trwałego dziedzictwa… Poza tymi globalnymi wydarzeniami miejsce dla sportowców z niepełnosprawnościami w maratonach wciąż jest jednak ograniczone. Kategorie czasem istnieją, ale mają charakter symboliczny, jakby wózki czy protezy utrudniały organizację zawodów.

Osoba z niepełnosprawnością to pełnosprawny człowiek, który jeszcze o tym nie wie. A pełnosprawny to osoba z niepełnosprawnością, która jeszcze o tym nie wie. 

Géraud Paillot, maratończyk ze stwardnieniem rozsianym

W Stanach Zjednoczonych Boston i Chicago w pełni uwzględniają sportowców na wózkach, zapewniając im osobne starty i należną obecność w mediach. We Francji, mimo kilku pozytywnych zmian, wciąż wiele pozostaje do zrobienia. Géraud Paillot, maratończyk z paraplegią, ale niemal taki sam jak wszyscy, apeluje, by odejść od postrzegania osób z niepełnosprawnościami jako wyjątków i budować wspólny model. „Inkluzja polega na tym, żeby w jak największym stopniu korzystać z tej samej trasy”. Zawodnik ze stwardnieniem rozsianym, który ukończył kilka maratonów w egzoszkielecie, podkreśla: „Przy każdym wyzwaniu niemal słyszę: „To niemożliwe”. A za każdym razem odpowiadam: „Skoro chcesz mi pomóc, powiedz, jak możemy sprawić, żeby stało się możliwe””. Jego historia przypomina, że niepełnosprawność nie powinna definiować sportowej tożsamości, lecz być jednym z jej elementów. „Osoba z niepełnosprawnością to pełnosprawny człowiek, który jeszcze o tym nie wie. A pełnosprawny to osoba z niepełnosprawnością, która jeszcze o tym nie wie” mówi filozoficznie człowiek, który pod koniec sierpnia zorganizował wraz ze swoim stowarzyszeniem Aventure Hustive pierwszy charytatywny maraton Mont Saint-Michel.

Powrót testów płci: krok wstecz

Inkluzja nie dotyczy jednak wyłącznie niepełnosprawności. Inna, równie gorąca batalia toczy się w świecie biegania, a szerzej także w lekkoatletyce: chodzi o tożsamość płciową. Gdy jedni sportowcy na wózkach wciąż walczą o uznanie na miarę swoich osiągnięć, inni są poddawani pytaniom, kontrolom, a czasem nawet wykluczani w imię domniemanej biologii. Debata dotycząca zawodniczek transpłciowych i interpłciowych zaostrzyła się po decyzjach World Athletics. Od 2023 roku niektóre zawodniczki, u których poziom testosteronu uznano za zbyt wysoki, muszą poddać się leczeniu albo przenieść się na inne dystanse. 

Powrót testów płci, zakazanych we Francji, zastosowanych podczas mistrzostw świata w lekkoatletyce w 2025 roku w Tokio, został potępiony przez wiele osób. „Powrót testów płci za sprawą World Athletics to skandal: cofamy się do lat 60. To transfobia i interseksfobia” ocenia Hélène Germain, współprzewodnicząca Fédération Sportive LGBT+. Halba Diouf, transpłciowa sprinterka, uosabia tę walkę. Walkę, która zaczyna się z bardzo trudnej pozycji. „Lekkoatletyka nie jest dziś przestrzenią inkluzywną. Wiele transpłciowych zawodniczek rezygnuje ze startów z obawy przed wykluczeniem” mówi stanowczo.

Zanim jestem transpłciową zawodniczką, jestem po prostu zawodniczką. 

Halba Diouf, francuska lekkoatletka

Choć uzyskała minimum olimpijskie, zawodniczka pochodząca z Senegalu mogła startować wyłącznie na poziomie departamentalnym. Sama potępia absurd tych kontroli. „Testy płci należały do lat 60., potem zostały zakazane, a teraz mam wrażenie, że cofamy się wstecz”. Halba Diouf wskazuje też na wybiórczy charakter tej niesprawiedliwości: „W 2025 roku nadal przeprowadza się testy płci. Ale czym właściwie jest prawomocne ciało? Wciąż skupiamy się na ciałach kobiet. Dlaczego nigdy na ciałach mężczyzn?

Jej słowa brzmią jak krzyk o godność. „Zanim jestem transpłciową zawodniczką, jestem zawodniczką. Kropka”. Mimo podejrzeń dodaje: „Mój poziom testosteronu wynosi mniej niż 0,10 nmol/l, czyli mniej niż u cispłciowej kobiety, a mimo to wciąż budzę podejrzenia”. Te zasady kontroli, wymierzone wyłącznie w kobiety, pogłębiają poczucie wykluczenia. „Wynik sportowy nie sprowadza się do jednego chromosomu ani poziomu testosteronu. Zależy od całego zestawu czynników: pochodzenia społecznego, środowiska treningowego, trenera, siły psychicznej i fizjologii” przypomina Mélanie Perrin.

Stowarzyszenia na pierwszej linii

W obliczu instytucjonalnych barier to właśnie stowarzyszenia odgrywają kluczową rolę. FSGL zrzesza dziś 59 organizacji i blisko 9000 członków w całej Francji. „Naszą najważniejszą misją jest umożliwienie wszystkim uprawiania sportu, niezależnie od tożsamości płciowej, orientacji seksualnej, poziomu, sprawności fizycznej czy stanu zdrowia” wyjaśniają Hélène Germain i Alexandre M. Ansault, wiceprezes federacji. Jej działalność nie ogranicza się do sportu rekreacyjnego: obejmuje także pracę za kulisami. „Współpracujemy z ministerstwem sportu, ale także z merostwami, federacjami i innymi instytucjami, żeby zmieniać sposób myślenia. Aby zmienić sport, trzeba najpierw postawić na uwrażliwianie, szkolenia i edukację.

Mélanie Perrin.© Mélanie Perrin (w środku) promuje inkluzję i różnorodność na każdej trasie wraz ze stowarzyszeniem Front Runners de Paris © Regis Dugué

Bieg walentynkowy organizowany przez Front Runners de Paris jest konkretnym przykładem takiego podejścia. Ponad 1200 uczestników rywalizuje już w trzech kategoriach: mężczyzn, kobiet i osób niebinarnych. „Kiedy bieg ma tęczową flagę, wszyscy rozumieją: tutaj jesteście mile widziani” mówi Mélanie Perrin. Takie wydarzenia inspirują. „TIP, Eurogames i Gay Games pokazują, że sport może wyglądać inaczej: każdy sam określa swoją tożsamość i wybiera kategorię, w której chce startować” dodaje Hélène Germain, podkreślając, że znaczenie tych wydarzeń wykracza daleko poza podium.

Sport jako siła zmiany

Z Géraudem Paillotem, który lubi przypominać, że uważa się za „sportowca na skromnym poziomie”, zgadza się także jego spojrzenie na sport. Nie chodzi o sławę, lecz o przyjemność, rozwój, wyznaczanie celów i pociąganie za sobą innych. Jego wyzwania mówią same za siebie: ukończyć maraton w pozycji stojącej, korzystając z egzoszkieletu, zorganizować wspólne wyzwanie na Mont Saint-Michel, zainspirować tych, którzy sądzili, że muszą pożegnać się z wysiłkiem fizycznym. Innowacje technologiczne nie są gadżetem, lecz otwierają zupełnie nowe możliwości. „Egzoszkielet pozwala znów robić różne rzeczy, chodzić z innymi ludźmi i odzyskać pewność siebie w codziennym życiu”. Wspólny trening z osobami pełnosprawnymi nabiera wtedy wymiaru osobistego zwycięstwa.

 Jeśli federacje się nie dostosują, w końcu stracą członków. Bo społeczeństwo się zmienia. 

Hélène Germain, współprzewodnicząca Fédération Sportive LGBT+

Odporność buduje się tutaj krok po kroku, oswajając własną kruchość. „Technologia pozwala robić różne rzeczy i umożliwi rzeczy niewiarygodne” mówił z rozbrajającym entuzjazmem. W jego oczach maraton nie jest już tylko biegiem, lecz uniwersalnym symbolem: przestrzenią, w której to głowa wyznacza metę znacznie pewniej niż ciało. „Bez przygotowania mentalnego nie ukończyłbym maratonu w egzoszkielecie”. Tę filozofię podsumowuje prosto, ale mocno: „Trzeba mierzyć wysoko i wierzyć. Ja wciąż w to wierzę.

Jaka przyszłość nas czeka?

Jeszcze dziesięć lat temu inkluzywne maratony praktycznie nie istniały. Dziś na taki krok zdecydowało się około dziesięciu imprez na świecie, a trend przybiera na sile. „Siejemy ziarna i powoli zaczynają kiełkować” podsumowuje Hélène Germain. Zmiana kategorii zapisów, przemyślenie organizacji szatni, poszanowanie zaimków, traktowanie sportowców z niepełnosprawnościami jak pełnoprawnych zawodników… To proste gesty, które wyznaczają kierunek bardziej otwartej przyszłości. Hélène Germain ostrzega, że jeśli federacje będą zwlekać z dostosowaniem się, zostaną w końcu wyprzedzone. „Jeśli federacje się nie dostosują, w końcu stracą członków. Bo społeczeństwo się zmienia.

W gruncie rzeczy żądania zawodników nie mają nic rewolucyjnego. Nie domagają się specjalnego traktowania, lecz prawa do biegania bez konieczności ciągłego tłumaczenia się. Numer startowy na piersi, pot na czole, przyspieszony oddech, jak u każdego innego maratończyka. Obraz jest prosty: linia startu, linia mety, a pomiędzy nimi pełnia ludzkiej różnorodności.

Sprawdź kalendarz maratonów

Więcej artykułów